Zuzanna Kuznar
novels and texts
____________________________________________________________________________

ZOO LIBERATION ARMY

    Wam się wydaje że tylko siedzimy przed lustrami. Czasem owszem siedzimy, ale to przez tę żałosną rzeczywistość którą nam wasze bumerskie pokolenie zafundowało. Jesteśmy bardzo aktywne. Niedawno zrobiłyśmy demonstrację.. i jeden gbur zaczął się z nami siłować, ja go w piszczel kopnęłam.. (ha ha ha)
    – Jaki gbur? Dlaczego? Gdzie? Skąd? O co chodziło? Po co? Jak wyglądał?
    – Zadajesz za dużo pytań. Na demonstracji. Jakiś taki chiński był. Miał takie włosy dotąd czarne i przyszedł do nas, zaczęłam się z nim szarpać i się wydarł, więc przyleciał jakiś kolejny gbur co nie lubi zwierząt ewidentnie, i zaczęli nas straszyć policją, to my że na policję to my możemy zadzwonić, w jakich skandalicznych warunkach przechowują zwierzęta! Więc w następny tydzień przyszłyśmy wiekszą ilością, dziesięć dziewczyn przyszło i przyniosłyśmy metr. Zmierzyłyśmy tę klatkę gdzie był lew i to jest niezgodne z prawem!
    – ???
    – Bo było o jeden metr za mało!
    – To tak jak ten koleś co mierzył odległość od plaży.. w broszurze napisano że jest sto metrów a było sto trzy czy nawet cztery.
    – A my tak specjalnie bo wtedy po prostu będą musieli powiększyć ten wybieg. Więc pomierzyłyśmy ten cały ten i poszłyśmy do domu i napisałyśmy taki protest zbiorowy na proces!
    – Do sądu? Każdy protest był wewnątrz zoo?
    – No tak, przecież to na klatkach rysowałyśmy.
    – I zawsze kupowałyście bilety?
    – Bez biletu wchodziłyśmy. Dobra, raz kupiłyśmy, na cały tydzień.
    – Dawałyście pieniądze gnębicelom zwierzęt? Gdybyście były konsekwentne, wasza demonstracja powinna się zacząć od tego żeby wejść na gapę.
    – Musiałyśmy dawać pieniądze. Potem uzyskamy odszkodowania a trzeba bylo jakoś wejść żeby zrobić demonstrację. Potem miałyśmy wolne bilety od dyrektora.
    – Jak się zakończył wasz pozew?
    – Najpierw wszystko sobie wydrukowałyśmy, wymiary klatek, bramy, wszystkie sprzeczności i idziemy do niego, pokazujemy mu wszystko, no to on taki już był trochę przerażony, bo te klatki były za małe i.. chciał nas przekupić. Powiedział: dzieci nic się nie martwcie, bo tu takie małe dzieci przychodzą i one się radują że widzą słonie, no i po prostu coś tam dostaniecie, jakieś ładne sukienki na lato, będzie wam do twarzy.. w sumie nam kasy nie chciał dać. To my się oburzyłyśmy, nie dość że męczy zwierzęta to jeszcze nam składa za małe propozycje!
    – Czyli problem nie polegał na tym że wam składał, tylko że za mało?
    – No tak, gdyby zaproponował dziesięć tysięcy na głowę to byśmy wykupiły te wszystkie zwierzęta z zoo i sprzedały..
    – .. z zyskiem do cyrku? Na mięso?
    – Nie! Wykupiłybyśmy zoo i oddały do Afryki!
    – Próbuję sobie to wyobrazić.. Kotku, czy to wszystko zmyślasz, czy coś z tego miało miejsce?
    – Miało miejsce!
    – Za 10 tysiecy nie wykupiłabyś zwierząt. A transport do Afryki? To nie tak że kupisz im bilet na samolot w klasie economy. Nieprzemyślane trochę. Powiem na czym wasz błąd polegał. Po pierwsze: musi być telewizja! Jeżeli robisz protest i nie ma telewizji to tak jakby go nie było. Podstawowe prawo wszystkiego: musi zawsze być telewizja. A najlepiej trzy różne telewizje, jak jedna ocenzuruje to druga tamtej na złość pokaże. Od tego trzeba zacząć. 
    Żeby przyjechała telewizja trzeba zadzwonić anonimowo i powiedzieć coś co zwabi telewizję, protest w obronie zwierząt niekoniecznie.. Ale jak powiesz że tam będą, na przykład, nie wiem, nagie pijane celebrytki, to zaraz przyjadą. Jak się upewnicie że telewizja w drodze, a najlepiej jak już jest na miejscu, to dopiero wtedy się zaczyna protest, nie odwrotnie. Po drugie, musi być przemoc. Nie ma przemocy, nie ma oglądalności. Jak się krew nie leje to sorry, ale szoł jest do kitu. Musi coś się dziać. Po trzecie, koktaile Mołotowa. Wiesz co to?
    – Nie.
    – To wymyślono przed wojną jak ludowi się jeszcze chciało walczyć na barykadach. Ponieważ tamci po tamtej stronie mieli poważne uzbrojenie, a lud nie miał nic, to ktoś wymyślił żeby nalać benzyny do zwykłej butelki, zawiązać szmatą, podpalić zapalniczką jak który miał, albo częściej zapałkami, i rzucić. Wybuchał ten koktail z hukiem. Wiesz kto to był Mołotow?
    – Tak.
    – Kto?
    – No nie wiem..
    – Mołotow walczył za lud. Gorące serce, czysta głowa, chłodne ręce, czy jakoś tak. Niemcy kusili go do swojego sojuszu, ale nie chciał.
    – Dlaczego?
    – Bo by to był najzabawniejszy sojusz w historii. Szeptaliby sobie czułe słówka:
Adolf : Rechts gungerhrahvar zeugedreckere macht Vervlochten sein Geschichtenscheissenschlopff !!! Windigkeitsüberschreitungen already, Goddamit!!!
Tojo : Hai!!! Raaahhhh !!! Huuu!!!
Wchodzi Benito : Znowu za moimi plecami na mnie się namawiacie? O sooole mijo, viamo licula... Wiaczesław nie był kłótliwy więc nie chciał. Pamiętajcie: koktaile Mołotowa, telewizja i przemoc, bez tego nic się nie uda.
    – OK.
    – Aha, transparenty muszą być łatwe do zapamiętania. Krótko i do rzeczy.
    – Wiemy. "Beka Przegryw idźze stary Pizdokleszczu". Ma się dać przetwitować. "Jak nie po dobroci to siłą!" I potem czekałyśmy cały tydzień aż skończyły nam się bilety. Ale za to Pati narysowała na dużym arkuszu, technicznym, jak się rysuje projekty lądowe, na takiej ogromnej karcie narysowała całe zoo, plan całego zoo. Miało się zacząć od uwalniania malutkich zwierząt bo to najłatwiej, lub takich które mają zabezpieczenia do połowy swojej wysokości. Na przykład osły. W ogóle to przyjechała tam policja ale my uciekłyśmy, brat koleżanki po nas autem przyjechał.
    – Słusznie. Zawsze najpierw przygotowuje się plan ucieczki.
    – No tak. Plan był taki że po prostu.. tam są trzy wejścia. Jest most i na dole tory, nie? To nocą zakradłyśmy się, przeszłyśmy przez tory, jest tam dalej taka górka, na tę górkę się wdrapałyśmy, okrążyłyśmy i.. tam była siatka i blisko już, bo kto by tam normalnie wchodził. I przez tę siatkę przeszłyśmy.
    – W nocy? O której godzinie?
    – To było już po zamknięciu, chyba gdzieś około 23-ciej, bo wtedy moja mama myślała że idę do koleżanki na nocowanie. I wyszłyśmy z domu i na torach byłyśmy i okrążyłyśmy jak już była godzina pierwsza. I stamtąd spokojnie wchodzimy do zoo przez kratę. Wcześniej w domu ustaliłyśmy kogo uwolnimy. Zgadnij kogo najpierw?
    – Pewnie tego osła, żeby z nim porozmawiać i wymienić poglądy?
    – Nie! Małpkę żeby posuwała się skokami do wartowni, skąd musiałyśmy wykręcić klucze. Tam nocuje tylko jeden strażnik przy głównym wejściu. No i zakradamy się do głównego schowka gdzie są wszystkie klucze i wszystko, bo tam jest główny taki ten. Oczywiście na jutubie oglądałyśmy dwie godziny wcześniej jak się zasuwki reperuje i demontuje, trenowałyśmy i zgadnij czy nam się udało otworzyć czy nie. Podpowiem, to nie był moment sprawy że coś się nie udało. Rozumiesz? Udało nam się otworzyć drzwi! W tym schowku są szafki ponumerowane z kluczami. A jego tam nie było bo wcześniej coś przy telefonie robił i pił i wbił sobie coś w nogę i musiał pójść się położyć.
    – Wszystko to na jutubie widziałyście?
    – Z daleka było widać.
    – A on was nie widział?
    – Nie bo my z krzaków patrzyłyśmy na niego przez komórkę z zumem. To był dobry pomysł. No i jak go zezumowałyśmy, to on na telefonie był na twiterze.
    – Skąd wiesz że na twiterze?
    – Z zuma. Jak jest ciemno to komórka się dobrze odbija, a twiter jest bardzo charakterystyczny bo ponieważ ma całe niebieskie tło i tego ptaka (pisane w 2020- przyp. red.). Z daleka od razu widać. I poszłyśmy z tymi kluczami do małpy. Otworzyłyśmy, a ta małpka już spała. Miałyśmy dużą klatkę na królika i gruby koc, my za małpę i do klatki. Tylko teraz jak wyjść? Przeszłyśmy sobie z tą małpką już za ogrodzenie.. ale nam klatka spadła.. na tory... i narobiła strasznego huku.
    – Pociąg ją przejechał? Małpka przeżyła?
    – Niee, to znaczy tak.. Nic jej się nie stało. Ale strażnik zaczął biec więc my otworzyłyśmy klatkę żeby małpka sobie wyszła na wolność.
    – Ale gdzie miała pójść? Pod katedrę w krzaki zamarznąć na skarpie?
    – Było lato. Ale zostawiłyśmy w klatce latarkę żeby ją znaleźli, a małpkę w końcu zabrałyśmy do samochodu brata mojej koleżanki. On już czekał na nas i zdjął rejestrację specjalnie na ten czas.
    – Jeździł bez rejestracji pod komendą milicji która tam jest zaraz obok?
    – Nie. Zdjął na godzinę przed akcją. I oni w nocy nie chcą jeździć bo im się nie chce.
    – Właśnie w nocy jeżdżą, bo byle kogo zatrzymać to każdy pijany i kasa wlatuje.
    – Nie chce im się. Wolą stać rano pod kościołem. Tam jeszcze z nocy przyjeżdżają nawaleni. Wydmuchują i płacą bez szemrania bo nie można się spóźnić, wstyd by był. No i odjechałyśmy pod dom założyć tablice i następnego dnia poszłyśmy do zoo popytać czy podobała się nasza demonstracja.
    – Aha. Ale ty chyba troszeczkę zmyślasz..
    – Dlaczego zmyślam???
    – Jakby was nakryli w nocy w zoo, to by o tym w gazetach pisali.
    – Nieprawda, nie chcą rozgłosu! Nie chcą żeby się media zainteresowały małymi rozmiarami ich klatek! Albo jak duży jest w nich ptaszek.
    – Czyli najpierw uciekałyście tylko po to żeby wrócić na miejsce przestępstwa i się przyznać że to wy?
    – Powiedzieli że nas nie zgłoszą nigdzie pod warunkiem, że nie powiemy nikomu żeby ich nie wystawiać na pośmiewisko. Na to się zgodziłyśmy, ale to ogólnie już teraz planujemy kolejne protesty.
    – Wiesz chyba że ta twoja opowieść kompletnie się kupy nie trzyma?
    – Trzyma się jej!
    – Po pierwsze nie wierzę że idziecie na nocowanie do koleżanki o pierwszej w nocy a mamy się nie zdzwoniły gdzie wy niby jesteście wszystkie naraz.
    – Byłyśmy na nocowaniu u takiej jednej Magdy a od niej jest bardzo blisko do zoo i jak mamy by dzwoniły do jej rodziców, to my tam wszystkie jeszcze byłyśmy a wyszłyśmy później.
    – Nawet jeżeli.. gdybyście w nocy łaziły po Płocku, gdzie nawet o ósmej wieczorem w sobotę psa trzeźwego nie ma na ulicach, zaraz by was gliny..
    – Czy ty nic nie rozumiesz, że byłyśmy na czarno ubrane i szłyśmy po krzakach?
    – Tam idąc do zoo jest długa prosta ulica i nie ma się gdzie schować. Byle jaki patrol i po was, tym bardziej że obok jest wielki komisariat.
    – Ale my od drugiej strony, na tory.
    – Kto wykrada zwierzątko, kładzie klatkę na torach z latarką, zostawia wszędzie dowody rzeczowe i odciski palców, po czym następnego dnia przychodzi i mówi "to my"?
    – Wróciłyśmy zobaczyć czy mają nam coś do zaoferowania jak im to zwierzątko oddamy. I oni powiedzieli że nigdzie tego nie zgłoszą. Od tego czasu już się nie pojawiłam w zoo ale mamy kolejne pomysły.
    – Zanim opowiesz kolejne pomysły pozwól że jeszcze zapytam, jak to: przyszłyście do zoo i kazałyście się oznajmić dyrektorowi?
    – Tak. Wpuścili nas, on tam zawsze jest, przyjmuje młodzież.
    – Przyjmuje chyba za umówieniem i w jakiejś konkretnej sprawie, a nie z ulicy jak ktoś mu się właduje.
    – Normalnie można wejść kiedy kto chce.
    – To powiedz jak on wygląda, opisz dyrektora, a ja to zaraz zgugluję i sprawdzę.
    – OK. Dyrektor jest starszy.. a w ogóle to nie wierzę że ty nie wiesz że można wejść okrężną drogą.
    – Dobra, ale jak dyrektor wygląda?
    – Ale ty nie rozumiesz że tam są wszędzie krzaki po prostu?
    – Wierzę ale jak wygląda dyrektor chcę wiedzieć
    – Daj mi wytłumaczyć!
    – Ale ja proszę o rysopis dyrektora..
    – Zrozum że tam wszędzie są krzaki!
    – Jak wy!-glą!-da! dyrektor?!
    – Już ci tłumaczę. A więc dyrektor.. on jest w garniturze bo jest zawsze elegancki.. ma taki duży zarost, tu jest taki bardziej wygolony ale ma jeszcze włosy... no jak mam ci go opisać, ma większy nos..
    – Kolor włosów? Wysoki? Niski?
    – Siwo..waty i taki bardziej wysoki. Wydaje mu się że jest na ostrzu bo ma ajfoniczka i nim wciąż macha.
    – Gruby czy chudy?
    – Taki.. pośredni, nie jest gruby ani taki bardzo chudy.
    – Ten rysopis pasuje do każdego. I co, znaleźli tę klatkę na torach?
    – Znaleźli.
    – I jak przyszłyście i powiedziałyście że to wy, to nie zadzwonił po policję, ani nic?
    – Nie powiedziałyśmy tak dosłownie.
    – Mimo że go chciałyście szantażować?
    – Za nieujawnianie informacji o za małych klatkach, nie skojarzył z małpką. To był osobny incydent.
    – A co z małpką? Przecież jeśli klatka została na torach to jak ją zabraliście?
    – Normalnie, do bagażnika.. to znaczy, na siedzenie... A potem wypuściliśmy ją w lesie.
    – Żeby sobie tam spokojnie zdechła?
    – Nie, tylko na chwilę. Była dobrze zabezpieczona.
    – Na łańcuchu?
    – Nie, w altance na działce. A potem w zależności co dyrektor powie to byśmy ją warunkowo oddały, ale musiałby zagwarantować wszystkie nasze warunki. A jak nie, to jeden kolega jechał do Kenii na wakacje, ją by zabrał i tam wypuścił.
    – Prywatnym samolotem leciał?
    – Z wycieczką z rodzicami i siostrą, ona by tą małpkę wzięła jako emocjonalnego kompana, tak wolno.
    – Ciekawa opowieść, wymyślona od A do Z i nic się kupy nie trzyma.
    – Było tak! Wiesz jaka jest różnica między prawdą a fikcją? Fikcja musi mieć prosty sens. Prawda jest skomplikowana. Wszystko ci mogę wytłumaczyć dokładnie jak chcesz.
    – Ile było tych dziewczynek?
    – Na początku na pierwszej demonstracji były cztery, na drugiej pięć, na ostatniej dziesięć, na włamaniu było nas dwanaście.
    – Dwanaście osób na włamaniu? W tyle osób na włam? Narobić więcej hałasu?
    – Żeby nas osłaniać. To było nasze pierwsze włamanie.
    – I tuzin osób niby miał być na nocowaniu?
    – Tak, bo moja koleżanka Magda ma dom. Ogromny! Ma dwa psy i jednego kota, ma taką potężną willę że u niej nawet i więcej bywało na nocowaniu. Ona robiła imprezy gwiazdkowe.
    – Chodzi do twojej klasy? Jak się nazywa?
    – Szejkun. Ta historia miała miejsce, dyrektor powiedział że nie powie nikomu i nic nam się nie stanie, pod warunkiem że więcej tam nie przyjdziemy i od tamtego momentu nie byłam w zoo. Ale planujemy kolejną demonstrację bo się okazało że on kupił rekiny dla płockiego zoo.
    – No to co?
    – Planujemy kolejną akcję, tym bardziej że zapowiedział że w styczniu wieloryba nabędzie.
    – Gdybyś to przelała na papier.. odnajduję w tej opowieści echa twoich starych opowiadań. Był nawet taki odcinek gdy z płockiego zoo tratwą wywoziłaś zwierzęta aż do Gdańska..
    – Tamta tratwa się nie udała, bo był incydent z Paszczą co żyje po drugiej stronie rzeki, koło rozwalającego się starego domu przy restauracji rybnej.
    – Uwolnione rekiny wrzucicie do Wisły?
    – Mamy taki duży basen podwodny, w nim je przewieziemy do Bałtyku. Najpierw wrzucimy je do basenu mojej koleżanki, a drugiego bym zapuściła w Wiśle w zarośla gdzie kryje się Paszcza.
    – Będzie wojna rekina z Paszczą? Kto wygra?
    – Rekin. On jest dość duży. Ma większą wprawę. Był w filmach.

    *****

     I były jeszcze inne historie różne. Na przykład okazało się że w sierocińcu za miastem niektóre dzieci nie chcą tam być i uciekają, ale im się nie udaje. Więc ja z koleżankami postanowiłyśmy pójść do sierocińca w nocy i tam im pomóc wyskoczyć z piętra. Na fejsbuku zgadałyśmy się z jedną dziewczyną, w nocy wyszła do nas z tego ośrodka, ją osłoniłyśmy, a nasza koleżanka Agata została tam za nią. Jakby co to zaczęliby gonić Agatę a tamta mogła uciec w drugą stronę. No i zaczęła uciekać, w stronę brata mojej koleżanki który tam czekał, bo on nasze manifestacje popiera.
    – Ten co za każdym razem ściąga tablice rejestracyjne?
    – Tak, bo on jest mądry.
    – Jakby je miał na magnesie to nie musiałby za każdym razem tylu śrubek odkręcać.
    – On ma takie nawijane rejestracje fałszywe, jak Dżejson Bond. No i odjechaliśmy. W pierwszy dzień zatrzymałyśmy się u Oliwki, bo nikt nie zagląda do Mariota więc tam było bezpiecznie.
    – A co się stało z tą Agatą zostawioną?
    – Aa.. Agata zadzwoniła na drugi dzień gdy się okazało że nie jest tamtą, policja ją zaczęła przepytywać dlaczego tu jest, a Agata udawała że mówi tylko po angielsku i nie rozumie polskiego. Milicja nie rozumie angielskiego a ona mówiła aj don spik polisz, bo jest turystką.
    – Skąd by się turystka wzięła gdzieś pod Płockiem w jakimś ośrodku dla dzieci?
    – Przyjechała z rodzicami tutaj zobaczyć jak wygląda Polska.. wiejska.. i oni byli zadowoleni nawet że turyści tam przyjeżdżają, dali jej broszurę taką..
    – Milicja jej dała broszurę?
    – Mają takie broszury, co się dzieje, gdzie są atrakcje turystyczne i w ogóle rozdają je.
    – Ano chyba że tak. Przyjeżdża milicja do sierocińca bo jakaś dziewczynka dwunastoletnia tam siedzi, w ogóle niepodobna do tej co tam była, nie zna języka polskiego, jest turystką, a milicja na to wyciąga broszurę i mówi : "dzień dobry pani witamy w naszym kraju" i odjeżdża?
    – To było inaczej. Ona do nich: a-j-d-o-n  a-n-d-e-s-t-e-n. Oni myśleli że ona taka głupia bo nie rozumie po polsku, a Agata wszystko rozumiała i oni wzięli tłumacz gugle i kim ona jest, to ona po angielsku że ma na imię Monique i przyjechała z lotniska z Modlina zobaczyć wiejską Polskę i jak zapytali co tu robi, powiedziała że się zgubiła.
    – Ale jak to: znaleźli ją w przebraniu i w łóżku, to jak: niby zgubiła się i ot tak poszła do czyjegoś łóżka?
    – Tamtą dziewczynkę każdy zna w tym miejscu więc uciekała w drugą stronę, a Agata w przeciwnym kierunku i dlatego poszła do łóżka. Zdarza się stale że dziewczyny lądują w cudzych łóżkach. I odpowiedziała na parę pytań, że szła do hotelu Tumskiego i się zgubiła po drodze.
    – Ale Tumski jest w środku miasta, więc skądby się wzięła..
    – Jak jest hotel Tumski to dalej jest wjazd do miasta i to jest po drodze jak się pójdzie przez pola. I powiedziała że rodzice tam gdzieś są, że jest z bogatej dosyć ważnej rodziny i już przejechała z nimi całą Polskę, była w Zakopanem i we Władysławowie, ma broszurę a na broszurze są różne języki. No to ją po prostu podwieźli do hotelu, ona tam chwilkę porozmawiała z recepcjonistką i oni poszli!
    – Milicja nie weszła za nią do środka, nie zainteresowała się czy oni tam rzeczywiście mieszkają?
    – Agata powiedziała że jak będą zakłócać spokój jej rodziców, to poniosą konsekwencje, bo rodzice są tak zapracowani że nie mają czasu.
    – Kotku naprawdę, przelej to wszystko na papier bo się marnujesz kompletnie. Wyzwalacie wszystkich, od małpki po dziewczynkę. Kolej na całe zniewolone narody i plemiona.
    – Tak się działo! Powiedziała recepcjonistce po angielsku więc ona jej dała na chwilę klucz.
    – Z akcentem płockim? G-i-w-m-i   ł-a-n   r-u-m   o-n-l-i  for  l-u-k-i-n-g ?
    – Ta pani nie zna akcentów bo sama nie zna angielskiego. To się działo i nawet dużo więcej. To był bogaty rok na wyzwalanie.

    ***** 

    Raz z koleżanką uciekłyśmy z domu. Przesiedziałyśmy całą pandemię w domach i już się dłużej nie dało. Na insta zaprzyjaźniłam się z Zeynem. Albo jego botem, nie wiadomo do końca, ale zaprosił nas na swój koncert "gdzie i kiedy tylko chcemy". Tosia wysłała mu nawet załącznik, jej wykonanie jego hitu "Aj kom on ju tu" czy jakoś tak. Na pewno ten załącznik otworzył, bo przeciez inaczej by nas nie zapraszał. Siedziałyśmy przez tydzień i planowałyśmy na internecie. Najpierw patrzyłyśmy na hotele w Egipcie bo to przyjazny jest dla dzieci kraj i tani. Moja koleżanka ma dużo pieniędzy bo ma porządne kieszonkowe, nie jak to moje sknerskie, i sobie odkłada. Zamówiłyśmy dwa bilety a od dwunastu lat można samemu podróżować, wystarczy powiedzieć że ktoś tam na nas czeka i jakbym ogólnie skłamała to nic by się nie stało. Nikt by się nie zainteresował.

    – Ale jak kupiłyście te bilety? Trzeba zapłacić kartą kredytową. 
    – Ona ma, bo jej rodzina jest taka bogata dosyć. Jej tata dał jej jedną swoją. 
    – Żaden tata nie da dwunastolatce karty kredytowej. Jeszcze się taki tata nie narodził odkąd świat istnieje. 

    – Jej tata dał bo ją kocha i się nie chytrzy! Zabukowałyśmy sobie dwa bilety, w tej klasie dobrej, tylko nie pamiętam która jest lepsza, pierwsza czy biznes, i hotel z ogromnym basenem, śniadaniem i obiadokolacją i zaczęłyśmy się po cichu pakować. I pewnego dnia powiedziałam mamie że idę do koleżanki na noc, a ona powiedziała swojej że idzie do mnie na noc. Jej mama do mojej nie zadzwoniła bo była zajęta rozmową z siostrą o jej kuzynie, którego zła narzeczona rzuciła że niby nic nie robi tylko siedzi na kanapie i w gry gra, choć jego tata jest bogaty to co ma niby robić jak ma dopiero 28 lat. I pojechałyśmy autobusem do Warszawy, za dwadzieścia złotych. Tam normalnie wszedłyśmy, powiedziałyśmy że na nas czekają dziadkowie. 

    – A jak dostałyście się na lotnisku z autobusu? 
    – Pieszo bo to niedaleko. 
    – z Zachodniego lub z pod Pałacu na lotnisko idzie się ze dwie godziny! 
    – Nie, bo on podjeżdża pod lotnisko. 
    – Znam autobusy z Płocka do Warszawy, żaden z nich nie podjeżdża pod lotnisko. Ani jeden. 
    – Wtedy jechał! Ale my i tak podjechałyśmy taksówką. 
    – Ano, chyba że tak.. Ile taksówka kosztowała, bo ja dokładnie wiem ile. 
    – Koło dwudziestu. 
    – W nocy? Powiedziałaś że w środku nocy to było.. 
    – Ale na osobę! I dojechałyśmy na lotnisko i tam się okazało że nasz lot wcale nie jest do Egiptu. 
    – Kupując bilety nie wiedziałyście dokąd? 
    – Moja koleżanka myślała że England to znaczy Egipt. 
    – To ta co udawała amerykankę w schronisku? 
    – Tak. No i mamy do Egiptu lecieć ale w ostatniej chwili.. bo tam ogólnie jest taka możliwość że możesz na inny co jest w tym samym czasie.. 
    – Nie ma takiej możliwości. Możesz tylko wejść na lot na który masz bilet, na żaden inny nikt cię nie wpuści pod żadnym pozorem. 

    – Nie zrozumiałeś, na początku chciałyśmy jechać do Egiptu ale okazało się że tam nie ma przystojnych facetów. Stwierdziłyśmy że Anglia będzie lepsza bo tam mieszka Zajn. I już wsiadamy w samolot i mama do mnie dzwoni, gdzie ja jestem. A ja mówię że do Maka poszłam i się wyłączyłam. I zablokowałam numer mamie. 

    – Omar Sharif był z Egiptu i bardzo przystojny.. Na bigmaka w środku nocy? 

    – Jaki szeryf? Makuś jest otwarty całą dobę. Ale dalismy sobie spokój z Anglią bo jak go zguglowałysmy, okazało się że Zayn ma pojutrze koncert na Ibizie. Szybko podeszliśmy do bramki i zamiast do wejścia na samolot do Londynu, podeszłysmy do innej, do Hiszpanii. 

    – Jesteś pewna że Ibiza jest w Hiszpanii? 

    – Gugiel się nie myli nigdy, bo jest pałerowany przez AI, wyuczoną zbiorową mądrością wpisów pod clickbaitami z Wyborczej i Dejli Mejla. Dałyśmy kolesiowi kartę pokładową, to był kolega jednej laski ze szkoły więc nas wpuścił, bo mu powiedziałyśmy że jak wrócimy to mu zrobimy menage a trois.. ale miałyśmy na myśli Devil's triangle.. he he.. No i lecimy, udało się. Potem przeszłyśmy przez bramki i jedziemy do hotelu, tam spotkałyśmy buddystę i mu nakopałyśmy.. I spotkałam Zeyna! 

================================================================================= 

WE'RE GOING TO EAT PIZZA 

    Ojciec miał zły sen że jego córka Zuzanna zniknęła gdzieś bez śladu. Dzwonił i pisał, ale bez skutku; ostatni raz, miesiąc wcześniej, odpisała że nie ma czasu, jest na siłowni z Tośką, ma 2% baterii, a potem idzie do kina i oddzwoni w najbliźszych dniach. Następne próby pozostały bez odpowiedzi, więc postanowił odnaleźć jej mamę, Monikę. I pojechał do Płocka. 

    Moniki w domu nie było bo na czas Wielkiego Tygodnia do Rynku się przeniosła, aby być Kościołów bliżej i nabożeństwa zażywać do woli, a zarazem sycić oczy świątecznym wielkomiejskim gwarem. Na Tumskiej tańczył niedźwiedź czardasza pod wiązankę dyskopolo Zenka z Martyniki, obok góral smażył oscypki z dżemem. Na gazecie ściennej koło fontanny dużymi literami stało że "Dzięki Orlenie za drugą Norwegię! Płock Oslem Południa miał pierwszy w kraju Statoil". 

    Na rogu Tumskiej kiedyś murzyn bluźnił sąsiedniemu Caritasowi swoją terrorystyczną ksiegarnią z lekcjami jakiś obcych narzeczy jaskiniowych, ale po interwencji Urzędów poszedł sobie precz. Teraz stoi tam okazała ozdobna puszka na datki na krew dla młodzieży Narodowej, przy której wartę pełnią duzi chłopcy w koszulkach z Husarią i Panem Skrzetuskim. Zachęcają przechodniów: "Kmicic z wielkiej krwi a nie szczepiony jak chudopachołcy". Policjant obok, życzliwie uśmiechnięty. Większość szybko daje. 

    Czasem tylko przejdzie niemrawo jakiś paciaty, bez lewaka z nim ani rusz. Z niemową nieprzystojnie i nie po chrześcijańsku. "A poszwargocz no panie Andrzeju onym psim językiem" mówi jeden przez ajpada do wujka z milicji, co był na Jackowie i tam się nauczył. Ktoś chce sprzedać dom z ładną jardą, dużym porczem, dom jest czybedrumowy, ma karpety i w każdej sypialni klozet. Ale on że niegodne Polaka i żeby apką jakąś spróbować, albo rabina za pejsy przyprowadzić, a paciaty się wyrywa i chce odchodzić. Więc na odchodnym kopa tylko dostał, bo akurat stanął sędzia z Sądu Okręgowego co zaraz obok właśnie na sesji dał odpór konwencji haskiej innowierców, nasze dzieci chcą nam kraść, i z mecenasem Wątrowoboskim ze stolicy herby sobie opisują, na moim knypel jest wielki wyobrażony z Tobolska, go św Krzysztof przez rzekę przeniósł bo lwi blisko następowali. 

    Jedna sprawa znaczna przykuwała uwagę obywateli. Pod Sądem stali słuchać jak pierworodny szanowanego Właściciela Posesji z okolicy, niby przejechał jakieś dwie znajdy. I choć z dobrego domu, pod sąd postawili go. Zeznał że to nie on był, jego Putin opętał i zrobił go zombie. Mecenas dodawał że źle przez ulice przechodziły, a i tak przyhamował i niedaleko odjechał, tylko auto umyć, choć przecież spieszył się na wczasy. Sąd nasz tutejszy Okręgowy pochylił się nad krzywdą i przychylił, ale postkomuna z apelacyjnego, mimo telefonów, na złość po bolszewicku. Aż trzy lata zawiasów, pewnie daliby i więcej jakby to chłopcy byli, albo chociaż nie Ukrainki. Opinia szczególnie współczuła rodzicom co tyle łożyli na wychowanie w sporcie, lubił kładami sobie pojeździć i rasowanymi autami, i szykowali by przejął byznes rodzinny, zatrudniający wielu, dający godną pracę. 

    A teraz taka historia. Może celowo nagłośnione rozdmuchane, kto wie komu na rękę? Kuj bono, panie Mecenasie Brunonie Przeryblekieweski-Prbuń, to h.. bono, komu Panie potrzebne? To tak jak tę pomoc naszą sojuszniczą co oczerniali że w Szymanach.. tego... pewno ci sami co nie? A tam idzie Pani Asia! Dzień dobry pani Asiu! To Pani Małgorzata Asia z Trzaska-Zakrzewskich Darlińska. A to Pan Artur Noga-Bogomilski. Z ogromnym smutkiem żegnamy naszą Przyjaciółkę Zofię z Pstrągowskich Pelauńską-Wnęk, wieczorem o siódmej w restauracji Sterculius, będą goście Orlenu z zagranicy, doktor Archimimus de Soranus, wiceminister Irrumatio i Sophia Money-Cunts z Ambasady, Mme Milfette Bique z agencji i sam Car Tochtamysz, władca Kazania na wygnaniu, daleki potomek Bajezyda Drugiego. Dziś robi w nafcie koło Groznego. 

    Przyjdzie Prezes Sławisław Skiski i zastępca, Kawaler Maltański Kala-Jeżodajski. Dziennikarze zaprzyjaźnieni Ambrose Twat Evans-Pritchard, Chas Nigel Newkey-Burden i Hamish de Bretton-Gordon. Gwiazdy żurnalizmu z Muryki, Kristi, Krysten, Krysthie, Kaitlan, Kayleigh i Megyn. Bankiet pod wezwaniem Św. Holikrapy będzie katerowany przez wielogwiazdkową restaurację Bushmeat Wetmarket: potrawy z zagranicznych mięs, dla gospodarzy Tatar, ale na taco shells, z rzodkiewkami i avocado. Dla gości ptifurki i fintifluszki. Zagra grupa "Copious Discharge" jak zdąży z Przystanku Altamont. Afterparty w modnym islandzkim barze Endaþarmi, co go z samej Islandii przywieźli w kawałkach rodacy, powracający na łono ojczyzny jak się dorobili przy śledziach i tranie.

======================================================= 

Kuchnia Plocka Mazowiecka Regionalna Artinasalna 

potrawy z PRL (lista: brizol, antrykot, rozbratel) vs nowa kuchnia de Plotzk : I tak, zamiast pomidorow z polluted Vesuvio, stosujemy dobry keczup na licencji, etc. weźże ten roadkill i ponieś go Najświętszej Panience flaki po warsiasku Bracia Mniejsi z rusztu łajtrasz

------------------------------------- 

Obrzydzanie: potrawy lapońskie: sfermentowane flaki przeżutego przez narwala śledzia w upławach własnych zamarynowane z nadzieniem z jego pozostałości z tarła

tytuły z polskiej gazetki: Musk nie będzie już szarpał się z Trumpem? Tyle że ich wojenkę zdążyła wykorzystać Rosja Monika kupiła gazetę. "Linia Obrony powstrzymania imienia xxxx" polscy turyści w PL " za granicą (strefy) etc. 

======================================================= 

    Monikę odnalazł przy kiosku z papierosami, gdzie - zajęta oglądaniem kartonów i dziwiąc się ich fantazyjnym napisom ostrzegawczym, dała się zaskoczyć. "Zuzanna jest u Tośki na nocowaniu, czego się jej czepiasz?". "Od tygodnia?" "No tak, są przecież wakacje". "A co na to mama Tośki?" "Jest na pewno zadowolona, każdy by się cieszył. A Zuzanna codziennie pisze i dzwoni". "Tylko skąd?" "Paranoik. Zaraz się przekonasz i może wreszcie się od nas odczepisz na zawsze". 

    Pojechali razem do mamy Tośki i ona "pani Mecenas, pani Moniko, a czemu to ja zawdzięczam taką łaskawą wizytę Pani Mecenas, bo odkąd Pani, P.Mecenas, stała się Mecenas, to Pani M. już się nigdy nie odezwie ani nie powie dzień dobry". A na to Monika "Proszę tak nie mówić, ja jestem zajęta na palestrze, zwykła hołota to sobie może ze mną przez tłumacza rozmawiać, ale dla Pani czynię wyjątek tylko jeden jeden raz pani Jolu".

    Tomasz postanowił milczeć jak długo się da. Jola, oburzona: "moja Tosia wybrała się z pani córką, ona Tosię namówiła, na wakacje sobie pojechały same, ja wiem gdzie ale nie powiem, pani jest dla mnie nieuprzejma, odkąd została Mecenem to pani zadziera nosa z każdym, a jak Bóg Kubie.. i tyle tylko powiem że pojechały i nic więcej". 

    Pani Monika na to się obraziła ale po refleksji troszkę się poniżyła nawet, "przepraszam Panią Pani Jolu, rzeczywiście ma Pani rację, zostałam mecenasem po 10 latach walki z moim tym tu byłym mężem który mnie zmuszał do brania egzaminów, a płacić nie chciał choć te pieniądze mi się po prostu należały, przez niego mi się porobiło, ale już przemogłam i kochana Jolusiu najmilsza powiedz kochanie tu masz sto złotych, kup sobie coś ładnego". 

    Pani Jola się udobruchała i mówi: "pani córka Zuzanna, znaczy się twoja Zuzanna z moją córką pojechały na Ibizę, ja nie wiem gdzie to, może na północ albo wschód gdzieś tam za Łotwą Rumunią za oceanem.." "A kiedy pojechały?' "A ze tydzień temu" "A po co?" "A na siedemnaste urodziny Zuzanny czy jakoś, więcej szczegółów nie wiem, nie wiem o co chodzi" "A gdzie te 17" "Tego nie wiem" "A jaki mają numer telefonu?" "A nie wiem i już musze iść bo się dziennik zaczyna". 

    Poszli więc do rezydencji pani Moniki, za kutą bramą w alei dostojnych tuji, najpierw wielkie drzwi, potem okna z firankami koronkowymi, na to fioletowe zasłony, ściany pięknie pomalowane na różowo z fioletowymi ślaczkami, wokół tego wypustki w kolorze ecru, zielone półki, trzy lodówki z których dwie były puste i służyły tylko jako podpórki na magnesy, jak w każdym zamożnym domu. "OK więc już wiemy że jest na Ibizie". A mama też już wyguglowała. Mama wszystko gugluje. To co sie dzieje na Ibizie. Zdjęcia z klubów. Monika pyta "a po co ty jej tak szukasz tam ten?" Tomek się nie chciał przyznawać że miał widzenie że Zuza jest w niebezpieczeństwie, więc tylko powiada "się stęskniłem za nią". Monika sarkastycznie "to może sobie tam do niej pojedziesz?", wyciągnęła mapę, znaczy się telefon i zaczęła szukać Ibizy. Patrzy i nie może znaleźć, ale Tomek mówi "koło Hiszpanii", "ja rozumiem ale za Sardynią też by można powiedzieć że jest ta wyspa, dobrze szukałam wcześniej, to co, będziesz tam jej szukał, ją prześladował przeszkadzał?" a Tomek "chyba nie" i się rozstali. 

    Było bardzo późno i busiki dawno już spały w zajezdni. Tomek od razu poszedł na stację Kolei Mazowieckich złapać pociąg do Kutna, jeden jedyny jaki był, nad ranem, zielony, o szóstej, z Kutna pojechał do Łodzi, stamtąd do Warszawy, z Warszawy wrócił do Modlina, i tak oto, zatoczywszy dwustukilometrowe koło, z Modlina poleciał. 

    – Jedna rzecz jest baaardzo nierealistyczna: że mama się nie wkurzyła, że nic nie powiedziałam, że pojechałam sama na siedemnastkę na Ibizę z koleżankami. 

    – Może nie chciała nic przy Tomku gadać ale jej stan wewnętrzny musi pozostać na razie tajemnicą, bo nie mamy aż tyle czasu żeby penetrowac jej duszę jak warstwy cebuli. Tak czy inaczej Tomek miał jeszcze sześć złotych dukatów, więc sprzedał jednego na dworcu w Warszawie w całodobowym kantorze za niską niską cenę, ale na bilet do Barcelony tanimi liniami starczyło, a tam poszukał przeprawy na Ibizę. 

    Dopłynał późno, po jedenastej, koncert miał się zaczynać o północy. Zuzanna z Tośką właśnie doszły na miejsce. Jeszcze z Płocka pisały do niego przez insta i po kilku tygodniach pisania, Zejn je zaprosił na scenę. Mogła to byc automatyczna odpowiedź wygenerowana przez AI, ale po co zaglądać darowanemu.. Wzięły wydrukowane skrinszaty i od razu poszły za scenę. Nikt ich nie zatrzymał bo miały aurę, wyglądały jakby tam właśnie i nigdzie indziej miały być, szły swobodnie ale zdecydowanie, pogadując i nie rozglądając się na boki, niczym oficerowie Wehrmachtu w Paryżu. Wreszcie jakis ważny z tabletem je w końcu zagadnął. "My do chórków. Gościnnie z Polski! Patrz tu" – Zuza podsunęła mu pod nos wydruk emaila, jak kapitan Kloss legitymację Abwehry Brunnerowi – "a jak mało, idź do Zeyna, on ci wytłumaczy!" "Dobra, tranquilo, zaczynamy za pół godziny, pierwszy numer, jawohl, jak mówią gdzieś tam u was". Powiedzieli co mają robić, gdzie stać na pierwszym numerze.. za dużo nie twerkować, puściły sobie parę razy wideo z kawałkiem żeby się go nauczyć.

    Trochę po dwunastej zaczął się koncert. Tłumy wielkie, szum oczekiwania i pojedyncze piski, nagle światło błysło, perkusja walnęła i zespół wbiegł na scenę, Hel-looooo Iiii-biii-zaaaaa i od razu zaczęli od najwiekszego przeboju Aj Mi Low Du Du, potem drugi Jor Szit Is Ap, trzeci Maj Hed Hurts From Sinkin Łen Aj Tink Of Ju. Sala oszalała. W międzyczasie Tomek lazł sobie po nabrzeżu, zobaczył tłumy w kolejce i plakat, coś go tknęło, podszedł, biletów nie było ale na nie takie imprezy wchodził był już w życiu. 

    Raz na Stonsów w małym miasteczku gdzie w ogóle nawet nie mieli grać, ale zbudowano tam nową salę i mieszkańcy napisali petycję żeby przyjechali i zagrali, i się zgodzili. Biletów wcale nie było, tylko ci co podpisali petycję dostali wejściówki. Pojechał tam z jedną laską z głupia frant, a nuż się uda.. ale bez szans, całe miasteczko siedziało w środku, więc tylko jeszcze stali pod budynkiem, już Go-Gos przestały grać, nagle drzwi z boku się otworzyły i jakiś koleś, chyba z technicznych, wyszedł, rozejrzał się i zamachał, laska podleciała - dał jej wejściówkę! Obok stała inna para, mieli jointa, gadali sobie, wtem usłyszeli pierwsze takty Start me up.. Tomek jej mówi "leć sama, spotkamy się tu po koncercie", gdy znowu drzwi się otwarły i znowu wyszedł koleś i skinął i ta druga podleciała, dostała.. Tomek zaproponował im pięć dych i.. 

    – Nie nuuuuudź! Tu nie przerwa na wspominki i kanapki z bryndzą na brydżyku w domu starców! Opowiadaj dalej o Ibizie! 

    – Przy murze z boku budynku leżała miotła i wiadro, kombinezon, ewidentnie ten co sprzątał poszedł na moment za potrzebą albo na piwo. Tomek szybko to złapał i po chwili stał przed bocznymi drzwiami, były otwarte i nikt go nie zatrzymał. Niebawem znalazł się w korytarzu wychodzącym prosto na zasłoniętą kotarą widownię. Zuzanny nie widział, była wtedy za sceną. A koncert dobrze sobie trwał i jak to w połowie koncertu.. – ten Malik to jest lider tego zespołu? Kto on jest? 

    – Oni wszyscy mają równe prawa. 
    – No dobra, ale czy to frontman, czy gra, czy oni wszyscy śpiewają? 
    – Wszyscy śpiewają. 
    – To kto gra? 
    – Nikt. A wszyscy śpiewają po różnych kawałkach z piosenki. A on jest jednym z bardziej rozchwytywanych bo jest najprzystojniejszy. 
    – Ale musi być jakaś muzyka, chyba nie śpiewają a capella? Z płyty leci? 
    – Tak. Znaczy tam mają jakąś, nie znam ich. Jest jakaś grupa. 
    – Dobrze. Więc po kilku kawałkach zaczął przedstawiać siebie i zespół, "Heeeeello Lejdyssss En Dżenemen maj nej is Zadek Mały..." 
    – ZAYN Malik!!! 
    – .. z Saudi-Arabia.. 
    – Nie! Zejn pochodzi z Ameryki! 
    – z której Ameryki? 
    – Nie pamiętam. Dalej! 

    – "Teraz z nami gościnnie zaśpiewają.. dwie.." – bo to dwie miały śpiewać, tak? Zuzanna i Tosia? Okej. "Mamy tu gościnnie dwie nowe laski w chórkach, piękne dwie dziewczyny z bardzo dalekiego kraju za lasami za Rosją Panamą.. I oto one!! Pliz Giwa Ran of Aplaz Tuuuuu... Zoooozanna and Toshia!!!! Obie panny stanęły w potężnym słupie światła. Dookoła, w tle, cały zespół zamarł na scenę. Zuzanna podniosła obie ręce do góry, sała zawyła. I nagle, w tym momencie, z hukiem, wpadło na scenę trzech kolesi.. 

    *** 

    Z początku nikt się nie zorientował. Z boku sceny wyglądało to jak dodatkowy support, z widowni jak część programu. Nawet to że wystrzelili kilka razy w powietrze zginęło w ogólnym hałasie i blasku świateł. Byli ubrani na czarno, z czerwonymi akcentami i w maskach. Może zatańczą, może dołączą do chórku? Ale nagle zgasło światło i zaczęła postępować cisza, najpierw trochę, potem szybko, jak po wyłączeniu czajnika. I w tej świeżej ciszy i ciemności, zanim oczy i uszy zdążyły nadążyć, jedna z postaci ukazała się nagle w świetle potężnej latarni z megafonem. "Ewybady down! This is a stickup!!".

    Widownia zafalowała, a postać ryknęła ponownie "DOOOOWNNN!!!". Zuzanna patrzyła na to niezbyt rozumnym wzrokiem z boku sceny, nagle ktoś ją pociągnął mocno za łokieć. Tomasz! Nie zdążyła się zdziwić jak już była przy bocznym wejściu. "Siedź tu!" - warknął i zniknął na chwilę, by zaraz wrócić z Tośką. "Idziemy!" 

    Policja pojawiła się dokładnie trzy minuty po tym, gdy ostatni uczestnicy zajścia zniknęli z klubu. Rano w tv podano że był to napad rabunkowy albo i terrorystyczny, świadkowie są przesłuchiwani, a śledztwo prowadzi gościnnie światowej sławy detektyw. Zuza, Tosia i Tomasz oglądali to przy śniadaniu w kafeterii, gdzie się znaleźli po reszcie nocy przesiedzianej na plaży. Obie dziewczynki były trochę skruszone i bardzo podekscytowane, nienajlepsza kombinacja dla opiekuna nastolatek, jakim chcąc nie chcąc chwilowo stał się Tomasz. 

    Ibiza to już nie ta sama Ibiza, wiadomości były po angielsku, z katalońskimi napisami, dla expatów i digitalnych nomadów. Ale za chwilę ogłoszono specjalny biuletyn że zidentyfikowano napastników jako członków notorycznego gangu Bloods z Los Angeles. Działali na zlecenie, komuś zależało żeby przerwać koncert. "Pewnie tym z Maroon5 pizdokleszczom" – zawołała Tosia. "Albo jakimś zazdrosnym dziadersom" – dodała Zuzia – "że już nie są na topie i pora umierać." Tymczasem w TV pokazał się główny detektyw, słynny Mirco z Bogoty, mimo młodego wieku postrach złoczyńców na całym świecie. Mówił niestety po hiszpańsku, co mocno oburzyło Zuzannę. Tomasz próbował jej pomóc, starając się nadążyć z odczytywaniem pasków. Nie znał hiszpańskiego, ale w liceum uczęszczał na jeden semestr nadobowiązkowych zajęć łaciny. "Chodziły tam same kujony już w 15 roku życia w pełni ukierunkowane na medycynę farmację, ale też jedna laska której inaczej nie było jak spotkać, co prawda nic z tego nie wy.." "Cicho!" – przerwała gniewnie Zuzanna – "Twoje żałosne przygody z przed 50 lat nikogo nie interesują! Gadaj co tu pisze!" "Nie pisze tylko jest napisane.." – zaczął Tomasz, ale szybko urwał, ugodzony gniewnym spojrzeniem. "Coś chyba.. że niewykluczone.. teoria robocza.. że przebierańcy, a gdyby tak, to zespół odpowie za koszta, zagrożenie bezpieczeństwa.. 

    Rzecznik zespołu "TU CORPORATE DISCLAIMER SPOTKANIE Z ZAYNEM NA PROMIE, GDZIE ZWIAL INCOGNITO, BO REPORTERZY OBSTAWILI JEGO PRYWATNY SAMOLOT"

    Zayn się prawie przyznał że to był publicity stunt z Bladsami, trzech miłych chłopaczków w pełnym make-upie, ucharakteryzowani na pseudogangsterów, jak statyści z wideo Michaela Jacksona. Mieli śpiewać nową płytę, którą dopiero co przywieziono z fabryki w Turcji, ale nie zdążyli się jej nauczyć. Prawdziwy gang jest w LA i nawet nie wie że istnieją boysbandy, więc szanse na wpadkę zerowe. 

    – Ale nie dali mi zaśpiewać!!! 

    – I co z tego? Teraz jesteś w obiegu instagramowym na całym świecie, my też, a inaczej to tylko jeszcze jeden koncert, żadne publicity. Zuzia zyskała instasławę nie musząc nic robić. Chce tak dalej, kariery a la Kardashian 

    – A ja chcę, muszę ich zobaczyć! 

Spotkanie z Mirco, zamknięcie Nóg za Pas, Bladsy były wynajęte, ale ani mru-mru bo juz poszło że Zayn jest na liście terrorystów i to mu przysparza fanki. Przykład bushitu prasowego a la Ukie War Jak cos powiecie to terroryzm i więzienie + 2 lawsuity.

    Zejn ma amerykańskie tournee Zq jedzie za Zeynem i "niesłusznie oskarżonymi" Bladsami do LA Pomogła ich wybronić i chce się z nimi zaprzyjaźnić. 

    alt: zgubić tu Tomasza, niech to będzie Mirco only... jak połączyć to z Nogami? co najpierw ? Jak zamienić Tośkę na Pati? Skąd Kupa i Majchrówna ? 

    cdn

 t/b/c...

 

 novels and texts