Kuznar

 

2015+
 
ICH PRZYJACIEL JEST TRUP
albo
ZŁE OKO


czyli

DYSKRETNY UROK PROLETARIATU



© Zuzanna i Tomek  2015+
Wydawnictwo Mass O'Lite



*************************************************************

odcinki 1 do 7 są utajnione przez cenzurę i milicję do 2037 roku.

odcinek 8 : interludium

odcinek 9 : Nowy serial. Terroryści w Płocku i detektyw Eddie.

odcinki 10 i 11 zaginęły lub zjadł je kot.

odcinek 12 :
Bohaterki serialu pojechały do Kolumbii na zaproszenie Mirco, wielkiej światowej gwiazdy. Gdy przybyły, okazało się że Mirco został porwany przez tajemniczych agentów, a następnie podstępnie przechwycony przez bandytę Benito i uprowadzony za morze do Płocka. Bohaterki ruszyły w trop aby uwolnić przyjaciela.

odcinek 13 (skradziony) : Benito uciekł, dziewczynki uwolniły Mirka.

Odcinek 14 został zeszredowany dla zysku.

odcinek 15 : Z powrotem do Kolumbii. Na Amazonce.

odcinek 16 : Na statku. Mirco, Zuzanna i Pati. Intrygi bandyty.

odcinek 17 :
W Bogocie : Mirco, Zuzanna i Pati. Trójkąt gordyjski. Rozprawa o miłości.

odcinek 18 został skonfiskowany przez cenzurę, a to co zostało jest w cudzoziemskim psim języku, jakoby ktoś orzechami o ścianę rzucał.

odcinek 19 :
Zuzanna i Eddie po przyjeździe do Bogoty jadą do jego hacjendy. Dziewczynki szukają bandyty w Bogocie.

odcinek 20 został chwilowo wycofany do ponownego rozpatrzenia

odcinek 21 :
Pod hotelem gdzie mieszkały dziewczynki pojawiło się dwóch bankoludków przebranych za bandytę i blondyna. Porwali Zuzannę aby ją przesłuchać.

odcinek 22 : Operacja "Rubin" 11 XI, rzekoma aukcja kamieni szlachetnych, etc.

odcinek 23 : Skypowa rozprawa o jedzeniu i innych radościach, na przemian z obrzydzaniem.

*************************************************************

    Słowo wstępne

    Pierwsze siedem odcinków skonfiskowała cenzura i policja. Znajdują się w sejfie w banku PKO w Płocku, ale kopie są też w podziemiach różnych innych banków. Właściwie wystarczyłoby się włamać do któregokolwiek, zabrać worki gdzie dla niepoznaki na wierzchu jest dużo banknotów i dostarczyć je do Redakcji.

    Autor wydobędzie odcinki na wierzch, sprawdzi czy nic nie brakuje i odda wam, kochane dzieci, do przeczytania, a pozostałe śmieci sam uprzątnie.

    Godzi się abyście zorganizowały tę akcję, lub nawet całą ich serię, bo nawet jeśli was złapią, to mogą wam jako nieletnim katolikom skoczyć, a warto się postarać. Przede wszystkim, jest tam dużo o seksie. Prawie sam seks bez niepotrzebnych dłużyzn. O miłości też dużo, napisane językiem prostym i zrozumiałym dla nastolatek. Nie ma nudziarstw z geografii czy astronomii, gramatyka jest jasna i przejrzysta, a ortografia nieortodoksyjna.

    Odcinki poniżej mają deficyt miłości i seksu, bo już szczegółowo, barwnie i wyczerpująco zostały opisane w brakujących początkach. Można się podkopać lub wziąć zakładników, zhakowac kompy jak która potrafi, schować się i zostać na noc i złapać co pod ręką i wiać, nie zważając na dzwonki i gwizdki; niech młodość wasza rozwinie twórczo skrzydła i nie boi się aparatu ucisku i przemocy, wszystkich tych sędziów, milicjantów i adwokatów, bo i tak kiedyś będziecie rządzić światem i dokonacie serii rozliczeń starego reżimu, jak Władca Much lub Król Maciuś Pierwszy. („zastanów się kauzyperdo trzy razy chyba że niemiła ci starość”).

    Młodości, ty nad poziomy wylatuj !




INTERLUDIUM

   Odcinek ósmy

    EXCUSE ME, WE'RE TRYING TO JUMP THE SHARK OVER HERE !

    Pticyn wyjaśnił że przed kilku miesiącami umarła ciotka księcia, której książę osobiście nie znał, rodzona i starsza siostra jego matki, córka moskiewskiego kupca trzeciej gildii Papuszyna, bankruta zmarłego w nędzy. Ale starszy rodzony brat tego Papuszyna, też niedawno zmarły, był znanym, bogatym kupcem. Przed rokiem zmarli prawie w jednym i tym samym miesiącu dwaj jedyni jego synowie. To na niego tak podziałało, że starzec wkrótce potem sam zachorował i umarł. Był wdowcem, nie miał żadnych spadkobierców prócz ciotki księcia, rodzonej siostrzenicy Papuszyna, kobiety bardzo biednej i mieszkającej w cudzym domu. W chwili otrzymania spadku umierała już prawie na wodną puchlinę, od razu jednak zaczęła poszukiwać księcia, zleciwszy to Sałazkinowi, i zdążyła zrobić testament. Gratuluję panu! Dostanie pan zapewne również z półtora miliona, a może i więcej. Papuszyn był bardzo bogatym kupcem.

    Romeo i Julia: nieodebrany list wysłany mułem, telefonem, esemesem, faxem, emailem - niepotrzebne skreślić.


   Odcinek dziewiąty

    Nowy serial. Terroryści w Płocku i detektyw Eddie.

    Radadam dadam przedstawiamy pierwszy odcinek serialu po tytułem "Dyskretny urok proletariatu", w roli głównej Zuzanna aka Zuzza Ziuta Kuzznar, jej, oraz Eduardo Eddie vel Mirco, słynny detektyw, gra go Eduardo Perez! Jeej! Łał!! Oprócz tego Patrycja Katalina, Nadia..
    – Lusia! oraz Julia albo Oliwia.. O. Padecka..
    – i kupa innych. Zaczynamy!

    Zaczynamy! Pierwsza odsłona ma miejsce w miasteczku Plok Plotzck które znajduje się na Pustyni Mazowieckiej 100 km od Warszawy, dobrze za Emolinkiem, składa się z rynku a przy nim same salony a to samochodów, a to fryzjerskie lub z telefonami, też z katedry i czterdziestu blokowisk, trzech sklepowisk i fabryki smrodu. Początek w nocy..
    – w lutym.. na urodziny Lukrecji..
    – w poniedziałek. Sekwencja otwarcia: celebryci w wytwornych brązowych butach z modnymi noskami do granatowych gajerków i brytki całe w falbanach, w tle wille pod fantazyjną blachodachówką, skryte w złotych tujowiskach baseny i luksusowe auta w wersjach eksklusif produkowane na specjalne zamówienia w centralnej Azji dla Europy wschodniej. Muzyka z autotune, jakby się wszystkim bardzo spieszyło. Limo podjeżdża pod dwór, uśmiechnięci lokaje wyrażając zgięciem pleców najgłębszy szacunek wychodzą z pod barokowej tureckiej kolumnady korynckiej, stopa w szpilce ukazuje się wysiadając i frizujemy, na to napisy trójwymiarowym fontem Polikarp CE Bold Italic, dziełem polskich programistów.



    A teraz przerwa na reklamy. Pierwsza reklama: reklama majtek dla małych sikomajtek. Skrawki majtki kwiatki randki, po dwa złote bierzcie matki w galerii Wisła pod olchami między wschodem a zachodem Poloccka. Druga reklama, proponujemy płatki owsiane dla znawców z owsa przeżutego przez osła.
    – i w Paryżu nie zrobią z ciebie ryżu! Kupujcie sernik i wilki! Są kolorowe srebrne i wszystkie ekologiczne!
    – po dwadzieścia w galerii!
    – na wynos w promocji!
    – na pasku wybuchy, wśród ofiar nie było Polaków.

    Leci odcinek. Poniedziałek, ponury dzień lutego. Jest dopiero druga po południu ale przestawili czas i zaczyna być ciemno. Śnieg przestał padać, ślisko, pusto i zimno. Do tego ta wilgoć. W sali konferencyjnej przedsiębiorstwa remontowego siedzi Monika Delfin, pali szóstego papierosa i pije trzecią kawę, dwa szlugi na jedną. W pracy są same problemy. Ktoś kradnie. Monika zwołała zebranie zarządu, wszystkich prezesów, prezydentów, z udziałem księdza biskupa kandydata na kardynała żeby poświęcił zebranie oraz milicjantów w razie czego z kajdankami.
    Monika zagaja. "Mam smutną wiadomość. Ktoś kradnie nam papier toaletowy. Dziś w toalecie nie było tego nieodzownego dla godnego życia artykułu który odróżnia nas Polaków od kacapów jewrejów bambusów a jeszcze niedawno zrobiliśmy zapasy w sklepie.."  I tu następuje reklama sklepu.  "..i nie ma już tego papieru. To nie przypadek. Ktoś ten papier kradnie. Podejrzenie padło na panią, droga pani Szczupacka".

    "To jest nieprawda! Nigdy nie kradnę, czasem z nudów zrobię takie małe kulki i se pożuję bo siedząc tam czlowiek robi się głodny, ale mało, zaraz wypluwam i nie biorę na wynos". "W takim razie podejrzenie pada na panią, pani Murzynowa". "Ja swoje oddam cudzego nie wezne sama swój przynosze bo mieńkszy i lepszy a swoją drogą ciekawe ile to naszych pieniędzy idzie na taki badzewiasty towar.. A pani już papierosów wypaliła w życiu trzysta tysięcy i moczu oddała 30,000 litrów i od tego się psują rury na osiedlu". "Dziękujemy, no to może pani Gnuśnosława z księgowości", "Na zwolnieniu"  "Może na roz-wol-nieniu ?" "Cha cha cha" "Cha cha".

    Gdy tak sobie obradowały, nagle drzwi rozstąpiły się hałaśliwie i na salę wtargnęło czterech zamaskowanych terrorystów. Jeden z nich wykrzyknął głosem stłumionym przez maskę "wysch bypsch" i zdetonował bombę. Wybuchła z hukiem i dymem w różnych kolorach a sala zmieniła się w kupę gruzu. Koniec pierwszej odsłony pierwszego odcinka a teraz reklama pieprzu. Nie pieprz pieprzu wieprza wietrzem bo przepietrzysz pieprza wieprzem. W naszym sklepie są morliny to wędliny jak z berlina. Doktor Dusimir przyjmuje w klinice im. Katobrzozy w tym roku już pacjentów 400-75-112 (żywi - martwi - okaleczeni), honorujemy wszystkie ubezpieczenia.

    Druga odsłona. Karetki, straż pożarna, jedna druga trzecia, wszyscy pędzą na miejsce wybuchu. Pędzi cała jazda płockiej policji z sierżantem, starym Jawnutą, co przerwał wypisywanie mandatów za siki na działkach, nieprawidłowe przechodzenie, jeżdżenie pod wpływem i brudne felgi i miał ich już uskładane trzysta pięć, czyli tyle co trzeba było uskładać przez tydzień, a był dopiero poniedziałek. Resztę tygodnia możnaby przespać albo oglądać mecze, chyba żeby pójść po rekord, cztery tysiące w jeden miesiąc, w nagrodę wycieczka z księdzem do Polskiej Strefy na kanarach. Ale został przywołany przez dyż. por. Kocimira Pszczenię, który nakazał mu udać się natychmiast na miejsce tragedii. Coś, mówi, wybuchło, pierdolnęło, ale nie wiadomo co, gaz czy elektryczność, pojedziecie zabezpieczycie zbadacie i wskażecie w raporcie.


    Przyjechał na miejsce. Kupa smrodu, odłamków, jakiejś czarnej dymiącej masy z której wyłaniała się biała ręka z papierosem. Monika Delfin ocalała, choć zamroczona i omdlała. Zabrano ją do najlepszego szpitala w mieście przy ul. Jasnego Poczęcia na rogu Niewiniątek Smoleńskich koło kościoła Podolszyckich Męczenników. Tam otoczono ją doborową opieką. Zakopana po szyję w ziemi wysłuchała kazania i egzorcyzmów a do uszu dostawiono jej najlepsze kampinoskie pijawki.
    W międzyczasie policja przeszukała teren i znalazła w gruzach urwaną głowę owiniętą w czarny plastikowy worek z wyciętymi dwoma dziurami tam gdzie byłyby oczy gdyby się nie wytopiły, z napisem 'terroir-ista' na metce. Telewizja zdążyła to sfilmować więc trzeba było zwołać naradę milicji i episkopatu. Zadzwonił też prezydent oraz premier i jeden minister i były premier i uchwalili że należy powołać Sztab z udziałem organów i lokalnego przedstawiciela opozycji żeby potem nie było, by sytuację natychmiast opanować bo godzi w dobre imię, co uwypuklił sam Sekretarz Gabinetu Prymasa.

    – To nuudne! Dużo gorsze niż tamto o miłości co wcale nie było nudne! Kiedy wrócimy do tamtego? Niech mój ukochany się ujawni!
    – on tam gdzieś został, pisał Zuzannie tajne wiadomości kredą na różnych budynkach. Miało to na celu rozmiękczenie jej mózgu żeby był jeszcze miększy.
    – ogarnij się!
    – Sztab się zebrał. Płocka policja rozłożyła ręce, nieprzyzwyczajona do zagadek na które nie dało się wystawić mandatu karnego lub wezwania do kolegium. Tu trzeba było ustalić kto, co, kogo, dlaczego i którędy, bo była telewizja. Sztab wyłonił wielostronną komisję która od razu zaczęła obradować jak by to zadanie przerzucić na kogoś innego. Ogłoszono pierwszy komunikat że to jest misja dla policji warszawskiej bo jest naczelną policją a w Płocku są niedofinansowani i nie mają środków. Warszawa odpowiedziała komunikatem "my musimy przekazać śledztwo federalnej policji wszystkich województw z całej Polski, mają nowe czarne kubraki i kamizelki". Feda wskazała że to wina Unii Europejskiej, odebrali nam suwerenność to teraz mają. UE na to że nie ma czasu na regionalne głupoty, chyba żeby NATO, które nie chciało i się odwołało. Tak zatoczyło się koło. Wtedy kapral Sterculiusz Jan oznajmił że zna człowieka co widział w telewizji jak jeden taki aktor rozwiązuje różne zagadki kryminalne i nazywa się Eddie. Jest to największy serialowy detektyw na świecie, mieszka w Kolumbii i pomoże nam w dochodzeniu.

    Wykonali telefon do Kolumbii. "Halo, kto mówi", "tu Kolumbia, słucham?" "Tu Polska, co słychać" "Hujowo, a u was" "hujowo" "To co chcesz?" "Jest Eddie?" "Zajęty rozwiązuje zagadki a o co chodzi?" "Mamy dla niego zagadkę i prosimy niechby do nas natychmiast przyjechał"
    Na to Kolumbia: "przepraszam bardzo ale on tutaj też ma swoje obowiązki. Tu musi rozwiązać różne sprawy narkotrafikantne dla netfliksa oraz śledztwo o pucze i przewroty wojskowe które na ten miesiąc mamy zapisane w kalendarzu, bo telewizja"
    "My bardzo prosimy" mówi milicja –  "wyślemy wam za to pomnik, tylko głowę trzeba będzie przełożyć z innego i sutannę zakasać". "A nam to na h..  mamy swoje, tylko wystarczy wąsy zgolić, okulary domalować i mundur podwinąć, potrzebne nam są pieniądze". "Sie wie, nie?" "No a jak, nikt nam nie płaci od hektara, my nie w unii a Si Ajej daje ostatnio czeki bez pokrycia za które jeszcze w banku walą opłaty za fundusze non suficzjent i bałnśnięcie. Chcemy z góry co najmniej sto tysiaków w euro i jedenaście tys.talarów lub pesos".
    To było trochę podejrzane. Znowu jedenaście? W innym serialu notoryczny złoczyńca liczył do jedenastu. Skąd on się tu wziął? Jak przeskoczył ze strumienia na nurt na innych kanałach dystrybucji? Nie wiadomo, ale dojdziemy do tego później.
    Polska siła policyjna zgodziła się natychmiast przelać pieniądze, mówią tylko „zamknij oczy otwórz buzię” i od razu zabrała się za przelewanie. Policja kolumbijska patrzyła na skejpie jak się przelewa i usatysfakcjonowana, zgodziła się wysłać Eddiego do Polski.


    A tymczasem w Bogocie...

    "Po co było wstawać.." Osiem godzin dobre może od biedy do regeneracji, ale żeby naprawdę uszanować sen trzeba jeszcze przykryć twarz podusią, dać oczom się przywyczaić, poprzewracać się z lewej na prawą, od jednego strzepku snu do drugiego i z powrotem do pierwszego, aż powieki staną się ciepłe i leniwe. Należy się rzetelnie poprzeciągać, wyruszać palcami od nóg, bo kto snu nie szanuje tego Sen nie ratuje. Rano jest wtedy gdy się już nie da dłużej spać, nieważne co kłamie zegarek. Gdzieś na świecie zawsze jest zorza. Nic dobrego nigdy nie przyszło z pośpiechu który zawsze jest ukarany, śpioch i po śpiochu.



    Eddie obudził się za wcześnie, w momencie gdy ostatni nocny sen już się rozrzedza, zaczyna się powtarzać, zwalniać i zatrzymywać jak auto w którym kończy się benzyna. Jego sny zwykle oscylowały wokół jędrnych krągłości, ale ten był inny, zły i mocny: na ławce w publicznym miejscu zobaczył siebie jakby w telewizorze jako czterdziestolatka dwa razy starszego od przytulonej do niego łakomie laski. Kamery dyskretnie poinstalowane w mieście, koło dworca i w parkach, często pozwalały obserwować takie scenki. Eddie znał je z własnego zawodu detektywa i sam udostępniał nieraz w formie plików dla sądu jako dowody rzeczowe. Patrzenie na siebie z zewnątrz rzadko bywa przyjemne, ale to było coś nowego. Ukosem, niechętnie zerknął w lustro. 

    "Starzeję się". Powlókł się do kuchni. Nalał sobie soku i wlał mleko do rondla. Podpalił gaz. Do kubka wsypał półtorej łyżeczki żółtawego cukru trzcinowego z Veracruz i dwie brązowej demerary z Mauritiusa; lepszy lepki z Barbadosu już się skończył a w miejscowych sklepach był nie do dostania. Otworzył szafkę i zanim mleko zawrzało, dodał łyżeczkę Nescafe Clasico dla mocy, dwie Mt Hagen dla smaku i pół espresso dla aromatu: czasem, jak miał, Medalia d'Oro, częściej bardziej prozaicznego Davidoff'a lub Kronung. "Coupage. Sauvignon i Franc, jak dobre Bordeaux".
    Mleko było gotowe i powoli opadalo. Zamieszał miksturę i ostrożnie, zatrzymując dużą łyżką zawsze czyhające wstrętne kożuchy, wlewał mleko cieniutkim strumieniem do garnuszka z wysoka i powoli, żeby była pianka. Nie można było przelać bo psuły się proporcje, za dużo i trzeba dodawać kawy i cukru, lepiej żeby było dokładnie w czterech siódmych wysokości. Odczekał 60 sekund, w sam raz, nie za krótko bo parzy w język i nie czuć smaku. Pił szybko i chciwie.

    Najlepszą część dnia miał za sobą. Podgłośnił ściszony na noc telefon i z obrzydzeniem popatrzył na nieodebrane numery. "Bydło dzwoni od szóstej". Eddie miał już dosyć. Ciągłe pogonie i szarpanina dawno przestały go ekscytować, co więcej, zaczynał czuć próżność tego wszystkiego."Cóż to za różnica kto kogo za co, na końcu i tak chodzi tylko o to kto co wyszarpie". Nie ma różnicy między jednym procentem co siedzą na jachcie, a tymi dolnymi dziesięcioma co po prostu siedzi, pierwszym się udało a tamci mieli pecha i wpadli. Kilkunastu kolesi ma już więcej niż 2/3 ludzkości. Reszta pośrodku grzecznie słucha i płaci podatki. Przeczuwał że te wątpliwości zwiastują koniec jego kariery.

    Eddie wolałby może pójść do Wilczycy, szczególnie teraz gdy wyróżniono ją prestiżową Gwiazdą Mich... choć Eddie nie doczytał, druk się rozmazał - że była to Gwiazda Michalika. Michelin się obraził bo akurat natrafił na protest: duże niby-żaby stały na szczudłach przed restauracją i głośno, obraźliwie kumkały. Zachęcony dyskretnym upominkiem powiatowy prokurator wniósł zarzuty o złośliwe lewackie zakłócanie legalnej działalności gospodarczej przez zagraniczne płazy i wniosek o areszt, ale zdjęcia poszły w świat. Wilczyca została chwilowo zamknięta "na remodeling" żeby nie prowokować ekologów. Zresztą od pewnego czasu, a ścislej odkąd właścicielka zaszła w coraz bardziej widoczną ciążę, kuchnia tam zdziwaczała. Zachwalane sezonowe menu okazało się smorgasbordem z kiszonych ogórków z dżemem, tuńczyka w sosie czekoladowym, rzepy smażonej z malinami i "specjalnie dla naszych sojuszników" Vintage beef with well-cured Rocky Mountain oysters wrapped in vanilla and liver ice cream.

    Włączył komputer i wszedł pod prysznic, akurat za ten czas wszystkie browsery, aplikacje i maile zdążą się pootwierać. Przejrzał ogłoszenia. "Sprzedam radosne rzekotki po udanej operacji stawu biodrowego i puste domki dla ślimaków. Wiadomość w restauracji. Le chef, L'Auberge de Salope. 773-732-1575". "Koty zdatne do roboty, hurtownia w piwnicy". "Very happy 420 Xmas wishes from P.Nash and Cleo Thorez" "valuable white canvas titled 'Elvis Has Left The Building" "Uczy, bawi, wychowuje, piwo Leżajsk pijcie.. zbóje (cha cha cha)".
    Otworzył maila, ale był tylko jeden, stary, od fanki: "Take me drunk Im home yrs4ever Chlamydia". Popatrzę jeszcze co w kinach, pomyślał. 'Apocalypse Now': spirited jungle romp sadly ends with animal cruelty. 'The Idiot': "A young woman struggles to escape her slut-shaming in mid-nineteenth century Russia with only a frail and simple outsider to help her", KikiBaka Theatre, 615 calle Venezuela, (54) 11-409-4863. Previews $15. "Austria Chick Flick 2. Nazywali ją Pig Lady. Trzymała ich w chlewiku".
    Pozostało jeszcze sprawdzić numery wczorajszej loterii, ale bez entuzjazmu, nic z tego nie będzie, 10 sekund zanim numery pokażą się na ekranie nie pozwolą nawet na dotarcie w myślach na lotnisko, bez bagażu, tylko z kasą, paszportem i kartą debetową.
    Było już późno. Rozdzwoniły się telefony i Eddie zamiast na zakąski i wino, musiał jechać do pracy. Na jego biurku czekał rysopis: oczy mętne, włosy mysie. I mail od generała.

    Na drugim końcu świata był już późny wieczór. Mała dyskotekowa kula rzucała kolorowe światła na chybotliwy namiot na środku pokoju, sklecony z koców, poduszek i kurtek. Zuzia i Oliwka kończyły zmywać sobie nawzajem lakier z paznokci, choć wiadomo było że zaraz zaczną malowanie od początku. W międzyczasie oglądały ulubione blogi i rozwiązywały kłyzy : "oceń nogi Katarzyny Grocholi", "czy ważna jest dla ciebie depilacja?" i "jak mu nie dać żeby mu zabrać". Zuzia lubiła też czytać o szerokim świecie. "Naturalnie, w podróży trzeba się dostosować. Polak lubi swojskie smaki jak pszenica i buraki".

    Puściły muzykę, stara dobra "Señora", potem domowej roboty „Zuzia śpiewa kolędy i rap” skomponowane jako oferta demo dla CIA żeby mieli na tortury, dalej modne „Góralskie zaloty”, zaplątany między nimi hit zespołu Wiggers With NoTude “Trzewik w trumnie” i intro z albumu "Korea disco classics ft. Justin Timberlake".

    Mirco otworzył załącznik i długo się zastanawiał. W myślach przeliczał dolary na swoje własne długi. "Ostatni raz i nigdy więcej...  każdy kryminał co się źle kończy, tak się zaczyna.." Popatrzył na kilka najnowszych listów z pogróżkami od Master Card i zarządu budynku. Rzucił je na stos koło biurka i jeszcze raz zerknął na Google Earth.
    Wziął taksówkę na lotnisko, tam przesiadł się na samolot, przeszedł odprawę normalnym przejściem aby zachować anonimowość, z tego samego powodu pojechał tramwajem na Centralny i pociągiem z dwoma przesiadkami przez Zachodni i Kutno na peron 1 w Płocku. Autobus z dworca wysadził go przez pomyłkę na przystani. Mirco, na pół śpiący wsiadł na parostatek niechcący, jak odpłynął z którego nie było jak wrócić kolego, więc hop na tratwę, na czółno i łódkę, przybił pod zoo, tam w sklepiku kupił wódkę, spocząć wielką miał ochotę, ale poszedł na piechotę po marmurowych stopniach wyłożonych czerwonym dywanem do Pałacu Policji.



    Był to najpiękniejszy i najokazalszy budynek w mieście. Dostojna półokrągła brama pod trójkątnym tympanonem z fryzem przedstawiającym portrety pamięciowe ministrów Policji prowadziła do rokokowego westybulu w stylu mauretańskim. Po lewej była wieża  neopseudogotybarokowa strażnicza, a po prawej kaplica wykładana onyksem i dojrzewającym ekoplastikiem. Na środku stała skrzynia na datki i wielki herb z pałką  skrzyżowaną z tejzerem na polu tarczy, orłem i staropolskim słoniem jako trzymaczami i zawołaniem "Cave quid dicas"* na wyrzeźbionym przez górali postumencie.
   [ * łac. = Pilnuj się co mówisz ]



    Przy wejściu czekała już delegacja i przedstawiciele instytucji. Eddie przywitał się, wręczył listy akredytacyjne i udał się do ubikacji. Tam zawsze mu się najlepiej myślało, nikt nie przeszkadzał, siedział sobie spokojnie, mógł sobie dusić co trzeba jak długo chciał, oglądać magazyny i tv na tablecie czekając na natchnienie. Gospodarze niecierpliwili się za drzwiami, nie wiedząc że najlepsze jego pomysły przychodziły w myśl zasady spiritus flat ubi vult i nie było rady tylko czekać aż wyjdzie lżejszy i lotniejszy. Po zapoznaniu się z materiałem Eddie pojechał na miejsce zbrodni. Wciągnął w nos poranny zapach zgliszcz i od razu wiedział : charakterystyczna woń nitratów złamana aromatem napalmu, to był zamach. Ale dlaczego ? Trzeba było znaleźć motyw. Wiesz co to?
    – Tak. Dlaczego ktoś coś robi. Jak gdy odpisuje żeby nie dostać dwói.
    – Nawet jak ktoś coś zrobi bez powodu to też jest motyw, na przykład gdy ktoś robi głupoty, jak moja córka, bo można śledztwo wtedy zawęzić do durnych małych dziewczynek. Ale gdy ktoś coś robi z jakiegoś powodu, trzeba wiedzieć czy z zazdrości, czy dla pieniędzy, czy z zemsty, czy z nudów, czy dla przyjemności, czy ot tak sobie, dla zabicia czasu. Eddie ruszył do szpitala przesłuchać jedynego niedobitka, Monikę, która już dzień i noc leżała podłączona do rurek i kabli.

    Rzuciło mu się w oczy jak piękna była niegdyś. Gdy miała 18 lat, zdobiła lokalne dyskoteki, a potem na uczelni zaczepiały ją miejscowe gwiazdy rocka i młodzi biznesmeni, pi-arowcy i giełdziarze i nawet jeden wiceminister. Przedstawił się, wytłumaczył że prowadzi śledztwo i przeszedł do pytań. Najpierw o imię i nazwisko, potem o wiek. Monika nie chciała powiedzieć, ale w końcu coś tam odrzekła. Wtedy, sposobem znanym wszystkim barmanom i bramkarzom świata, spytał ją o datę urodzenia, ale odparła atak. Wiedziała też w którym roku zdawała maturę i za ile lat skończy dwa razy tyle co ma teraz. Zapytał jakich piosenek słuchała w młodości ale zręcznie wyrecytowała idoli z początku ostatniej dekady. Na to Eddie: przy jakiej piosence straciła dziewictwo, przy Chopinie, dlaczego, bo akurat w tv leciał pogrzeb papieża i przez respekt nie zmieniła kanału, na żywo czy z vhs, "a co to takiego vhs?".
"Niezła jest" - pomyślał. Potem skoncentrował się na opisie porywaczy. Monika nie potrafiła wiele powiedzieć, ale zeznała że jeden był wysoki i gruby, drugi mały i chudy. Mówili z cudzoziemskim akcentem, którego Monika nie mogła umiejscowić bo z przyczyn patriotycznych nie znała żadnych cudacznych języków, ale powiedziała "mówili tak podobnie jak pan".

    Eduardo natychmiast się zorientował że byli to przybysze z jakiegoś latynoskiego kraju. Po polsku inaczej mówi Anglik że drzewo jabłkowe i kopalniki węgiel kopią, a inaczej Niemiec szwinina raus wodka szneler, a inaczej Rosjanin job ty polak dawaj suka. Już miał sporo informacji. Zapytał Monikę czym się zajmuje, jest kierowniczką i kieruje rzeczami. Jaki był przedmiot obrad? Monika zawstydziła się ale wyznała że poszło o rolkę papieru toaletowego.
    Eddie wcale się nie zdziwił. Po drodze do Płocka wiele guglował i dowiedział się że kiedyś w Polsce nie było wcale papieru toaletowego bo go cały zabrali komuniści i do dziś jak ktoś gdzieś zobaczy że papier toaletowy spadł niechcący na ziemię, to podnosi go z nabożeństwem, całuje, owija w najlepszą swoją wyjściową reklamówkę i odnosi do specjalnego okienka gdzie gromadzi się inne świętości, jak mięso i stare samochody, a także niepotrzebne dzieci. Jest używany obustronnie i to wcale nie przez najbiedniejszych, ale dla uszanowania. Wiedział że tych tematów przy tubylcach lepiej nie poruszać, ale wiedza o kraju bywa pożyteczna. Opisy wypadków w tv od razu pozwalały wyizolować najważniejsze elementy zdarzenia. Na pasku czarny fiat cazzo uderzył w czerwonego forda morona i wgniótł mu lewy zderzak, fiatu nic się nie stało. Wszystkiemu winien eurokołchoz. W galaktyce Betamale powstała nowa czarna dziura, nie wpadł do niej żaden Polak.

    Na zewnątrz czekali dziennikarze, telewizja, kamery i komóry. Eddie od razu uprzedził że nic nie może powiedzieć. Za wcześnie i nie chce płoszyć bandytów. "Jeśli bandytów to znaczy że to był zamach?" "Jak to 'płoszyć', przecież zginęli w zamachu", "no tak, ale mogli mieć pomocników i przyjaciół". Eddie oznajmił że to na razie dla dobra śledztwa wszystko. Poprosił też o tłumacza i żeby był mądry, inteligentny i obyty w świecie. Na to szur się podniósł : "nikt tylko nasza pierwsza obywatelka Płocka, Zuzanna!"
    – czemu pierwsza?
    – bo Zuzanna, mimo młodego wieku, już była znana, piękna, mądra i wygrała konkurs piękności..
    – ano, w szkole raz wygrałam konkurs na super dziewczynę.
    – hm, na czym to polegało?
    – na tym że różne zagadki, i się szyło ubranie i wygrałam.
    – No proszę. Zuzanna też świetnie rysowała, co było istotne..
    – aha i raz wygrałam pierwsze miejsce w konkursie na śpiewanie.
    – Super! Oprócz wyśpiewania rysopisu, mogła z pamięci narysować portret złoczyńcy, nawet gdy go sama nie widziała, a tylko usłyszała od świadka, jak Monika.
    – a przecież Monika to była jej mama..
    – psst! w ten sposób wygadasz komuś kiedyś zakończenie kryminału i sama zostaniesz zamordowana. Wszyscy jednogłośnie zaproponowali Zuzannę i wysłali delegację obywatelską pod jej dom. Zuzanna mieszkała w bloku, miała dwa pokoje i małą łazienkę, dość obskurną ale to jej nie przeszkadzało gdyż żyła wyłącznie w oparach miłości w świecie pełnym gwiazd.
    – Niee! Nie było obskurne wcale.
    – Po co robisz takie miny złe? Dobra, wycofałem się! Domek był skromniutki ale czyściutki, urządzony ze smakiem w wiele odcieni ametystu, fioletu, było duże łóżko po którym Zuzanna lubiła skakać, rozmaite szafki, lampki, szuflady. Na podłodze walały się wyłącznie dizajnerskie ciuchy. W kuchni różne patelnie, rondle, Zuzanna świetnie gotowała, miała wiele tuzinów widelców na ślimaki, specjalne szczypce na ślimaki...
    – Ona sama mieszkała bo jej mama wyprowadziła się do jej mamy swojej.
    – Tak jest. Tam sobie mogły przedyskutować najnowsze kazania, natomiast Zuzanna mieszkała sama, przyjmowała różne delegacje wielbicieli więc dom był pełen kwiatów. Miała telefon w kolorze różowym..
    – Nieee! Był zielony z taką deskorolką. Mógłbyś wreszcie się ogarnąć!

    – Tak jest, przepraszam. Zuzanna dojrzała bardzo wcześnie, do czego walnie przyczynił się zawód miłosny doznany gdy miała 11 lat. Nigdy nie chciała wiele powiedzieć, ale jej starsze koleżanki, którym Zuzia jako bardziej doświadczona i znacznie mądrzejsza służyła często radą, przez lata, ze zbieranych tu i ówdzie na necie skrawków i strzępków informacji, ułożyły sobie całość, jak archeolodzy ze spalonych kości i wybitych zębów. Wielką miłością Zuzanny był (chyba) jeden detektyw, aktor lub piosenkarz, zapewne z zagranicy, który (prawdopodobnie) też ją kochał ale potem (wybierz jedno) czmychnął, zaginął, został zamordowany, albo puścił się z inną (lub był to tzw. próbny trójkąt w którym się nie spisał, bo zamiast trzymać się tylko Zuzanny, obłapiał też tą drugą, a gdy Zuzanna chciała żeby za karę też wziął udział w trójkącie, ale tzw. diabelskim, ze względu na rogi, z drugim facetem, to podał tyły, naturalnie w przenośni).
    Rady Zuzanny były na ogół trafne (weź go upij, zwiń mu kasę i spadaj), jej reputacja rosła, po jakimś czasie przed jaskinią przerobioną ze starego garażu gdzie dla efektu (miała swoje M3) udzielała porad, stała kolejka dzień i noc, bo Zuzanna nie utrzymywała regularnych godzin i nigdy nie było wiadomo kiedy się pokaże. Znoszono jej dary: szminki, flakoniki perfum prawie pełne, skórę z lewisów, czokery i inne skarby.

    Tak więc delegacja obywatelska zapukała do drzwi Zuzanny. Był tam burmistrz, jego zastępcy, kilku kaznodziejów, ksiądz biskup, ksiądz ordynator pomocniczy, szef Milicji, szef Orlenu, szef zakładów mięsnych i inni szefowie najważniejszych instytucji miasta, ich obstawa, lokaje i kierowcy. Prosili Zuzannę żeby poświęciła swój czas i talent, niczym Wandę żeby zechciała ubogiego Niemca z Dede Eru. Gdy wahała się, zauważyła że z tyłu stoi Eduardo.
    – Nie wiedziała że stoi. Nie widziała go.
    – Ok, ale jak już wszyscy weszli i zrobiło się ogromnie ciasno, Eddie też wszedł, nie?
    – no wszedł..
    – i wtedy ona go zobaczyła. I jak go zobaczyła, jej oczy stały się jeszcze bardziej niebieskie..
    – Tomek, poczekaj, co znaczy n-o-w-h-e-r-e ? Tam na tym pisze.
    – Mówi się jest napisane. Noł-łer znaczy nigdzie, jak w odpowiedzi na pytanie „gdzie są twoje dochody”. Eddie spodobał jej się od pierwszego wejrzenia i serce jej zadrżało gdy wyjaśniło się że mieliby razem pracować. To był moment magiczny..
    – a ty kiedyś z moją mamą taki był? taki moment?
    – zawsze jest taki moment jak się dwoje ludzi spotyka.
    – i miałeś taki moment z moją mamą?
    – Tak. Ten moment to wtedy gdy butelka wciąż jest do połowy pełna, zanim zacznie być na wpół pusta.
    – i co dalej?
    – Zuzanna zgodziła się zostać tłumaczką. Orlen ufundował jej nagrodę w wysokości trzech baków paliwa do motoroweru..
    – nie, jak się nazywa co ty miałeś, o, motor. Chcę taki.
    – ok, paliwo do motoru, tego tańszego, i co miesiąc na każdej stacji jedną butelkę wody. Inne instytucje też zafundowały różne rzeczy, np. – wiem że się powtarzam, ale cóż zrobić – rolki papieru toaletowego na podróż, bez czego nie powinno się nigdzie ruszać. Zuzanna otrzymała oficjalną plakietkę z napisem "tłumacz", odznakę policyjną dobrą na nielegalne parkowanie i czerwone światła, cyfrowy milicyjny lizak i czapkę.

    Zuzanna i Eduardo zgodzili spotkać się później, omówić zasady współpracy i inne szczegóły. On udał się wreszcie do hotelu, a gdy wszyscy wyszli Zuzanna rzuciła się na kanapę i głęboko westchnęła. Westchnęła głęboko bo był to moment niebywały w jej życiu, serce zabiło, oczy zajaśniały, buzia uśmiechnęła. Zuzanna już wiedziała że być może za tym wszystkim czai się miłość.
    Nigdy wcześniej nie była zakochana i nie miała porównania. Zuzanna do tej pory, owszem, odczuwała miłość, ale do pieniędzy które podkradała ojcu z portfela. Instynkt kobiecy przemówił nagle do niej czysto i wyraźnie, to teraz! Zapadła noc.
    Wszyscy musieli odpocząć. Reporterzy musieli napisać artykuły. Monika chciała zapalić i spać. Zuzanna myślała tylko że ją jakoś tak rozciąga. Eduardo marzył o drinku..
    – Milicja myślała o tym żeby wypisać sto tysięcy nowych mandatów..
    – tak jest, tym bardziej że śledztwa nie trzeba było już prowadzić bo zrobi to Eddie i jak mu się uda to dobrze, a jak nie to tym lepiej, bo będzie na niego, choć było to rozumowanie najeżone potencjalnymi problemami.
    – Pac po łapach! nie skub noł-łer ! Dlaczego najeżone?
    – Bolało! Bo mogło być jak wtedy gdy dowcipniś przechodził nad rzeką gdzie rybak łowił ryby i nie mógł się oprzeć, pomyślał „O, rybak! Podejdę do niego i powiem: ‘Te, rybak, biorą?’ On na to że biorą to mu powiem, ‘wiadomo, na takiego h.. to biorą’. No dobra, ale co będzie jak powie że nie biorą? To jeszcze lepiej, wiadomo, na takiego h… nie biorą. Podchodzi i pyta „te, rybak, biorą?”, na to rybak odwrócił się, splunął i mówi : „sp… h…”
    – Coo ? To jakieś strasznie głupie!
    – Nie takie głupie jak pomyślisz.. rybak go wyantycypował.. Poza tem lepiej brzmi bez cenzury.
    – Mama zawsze mówi że wyrażasz się po chamsku i ordynarnie i wywierasz na mnie zły wpływ i wciąż wtrącasz obce słowa, jak gupek. Poza tem dlaczego splunął?
    – To może niech ci mama opowiada..
    – No właśnie, jeszcze się obraź na dziecko za słowa prawdy. Gadaj!
    – Splunął bo wyraził tym swą opinię bez niepotrzebnych słów. Zawsze jak przywołane są ludzkie wydzieliny, wyraża to najgłębszą pogardę.
    – lub miłość?
    – a niby czemu?
    – widziałam z Pati na necie.

    Część trzecia. Spotkanie Zuzanny i Eddiego, nie na osobności dla miłości, tylko na kocu na trawie, w śledztwa sprawie.

    Następnego dnia rano czyli o pierwszej po południu - Zuzanna nie lubiła wcześnie wstawać - powiedziała od razu z góry że rano ma ważne sprawy i jak się wyrobi na drugą to będzie sukces - przybyła na spotkanie. Zuzanna uważała że cywilizowanemu człowiekowi od obudzenia się do wyjścia potrzeba 3-4 godzin i nie godziła się na szantaż "przyjedź pan rano".
    – Co to znaczy?
    – Że życie śpiocha nie jest łatwe. Jest bardzo trudne. Społeczeństwo prześladuje śpiochów od stuleci. Nie można uczciwie powiedzieć że na przykład nie rozumie się ludzi którzy wolą iść na 6:00 do pracy, zamiast jak człowiek zacząć o 11 śniadanie lub pojechać w góry na narty, żeby troszeczkę energii zbyć. Oni - i już od zarania zaznacza się podział na "ja" i "oni" - zużywają tę energię w nieustannych poszukiwaniach lepszej pracy, większych samochodów. Ciężko jest im wytłumaczyć że nieważne o której się wstaje, ważne jest jak długo się śpi. Nawet mądre zwierzęta, leniwce, susły, zawsze były prześladowane przez głupich ludzi i ich głupie psy - sługusy odziane w sierść. Nie można szczerze powiedzieć że wstawanie o 6-tej to objaw choroby umysłowej, więc na przykład gdy ktoś próbuje się ze mną umówić przed południem nie mogę tak, ot odmówić. Należy stanowczo oznajmić że rano absolutnie nie! Mogę dopiero po południu! I to stwarza wrażenie że od rana samego jest sie ogromnie zajętym, co tym ludziom z jakiegoś powodu sprawia ogromną przyjemność i budzi szacunek.

    Przypomina mi się jeden koleś który kiedyś naprawiał mi samochód w Polsce. Było wtedy w całym "stołeczno-królewskim" mieście może trzech ludzi co potrafili takie auto naprawić. Przyjeżdżam do niego po południu. "Przyjedź pan jutro rano" "O której?" "Rano!" "O ósmej?" "Nie, raaaano" "O 7:00?" "Rano!" "o 5:00?" "No co pan, nie w nocy tylko rano. O Szóstej Rano". Na to ja że zostawię ten samochód dzisiaj. "Ale nimom miejsca w garażu" "To rano o szóstej sobie go Pan odpali i wtoczy do warsztatu kiedy się będzie podobało".
    Popatrzył na mnie smutno, jak na wariata chorego, bo przecież kto normalny zostawia samochód gdzieś na ulicy, na całą noc, gdzie by trzeba się na niego patrzeć nieustannie, pod kontrolą mieć. Ale pomyślał sobie, pewnie dziwak z zagranicy i niechętnie się zgodził i dopiero po solennym zapewnieniu że "rano" koniecznie muszę być w Ważnej Sprawie Urzędowej w urzędzie. "Ale za szkody nie odpowiadam". "Nie ma problemu". Już odchodziłem, gdy znów mnie zawołał. "Wie pan co, ja se go przestawie pod swoje okno bo panu plakietke poodrywajom, wycieraczki ukradną".

    – Patrz, ale okropny tamten bordowy burakomobil!
    – To jeden z najgorszych, tak zwany chamer..
    – Gorszy ten prosziak..
    – Sto razy. Najwyższy szczyt buractwa, półtraktor półmobil.. na pewno w pierwszej piątce buractwa, zaraz za hitlomercem co już w latach 70 robił stacyjne wagony zamiast solidnych burżuazyjnych limuzyn.. a wydawałoby się że od pewnych firm można wymagać więcej.
    – Bimer się skończył na serii 2002, wiem wiem, ale mów dalej co w odcinku, te twoje dygresje nieustanne.
    – Spotkali się w sali konferencyjnej..
    – Ale sami?
    – Tak, musieli omówić swoją współpracę.
    – A po co?
    – Bo musimy chociaż udawać że jest tu jakaś akcja a nie same umizgi. Eddie powiedział że potrzebuje jej pomocy, jego polski jest bardzo kiepski mimo gugle translejt.
    – Co to gugiel translekt?
    – Coś takiego:
 
        Litwa, moja ojczyzna! Jesteś jak zdrowie;
        Ile musi być wyceniane, tylko odkrył
        Ten, kto straciła
        O Litwie, moja ojczyzna, jesteś jak zdrowie - tak ceniony, gdy stracił nie do wyleczenia, niech te słowa stoją teraz do przywrócenia cię, umorzenia, wygnania na jego koszt.
        Litwa, mój kraj!
        Jesteś tak dobry dla zdrowia
        Ile trzeba się nagrody, tylko można powiedzieć
        Kto mnie zgubiłeś

    A więc potrzebuje pomocy, będzie musiał przesłuchać wielu świadków i czy się zgadza. Zuzannie spodobał się, ale nie tak straaasznie, tak?
    – mhm
    – no dobrze, może być – mówi więc Z. – co prawda ja mam też ważne swoje zajęcia, może uda mi się zrobić czas ale..
    – Patrz tam siedzą dwa grubasy skubią jedzą dwa dryblasy
    – To turyści z Ameryki w strojach regionalnych, czapeczka, rejbany pseudomilitarne, tiszert wpuszczony w szorty z paskiem, sandały lub snikers na półskarpetki, a jeśli temperatura przekracza 2 stopnie Celsjusza to od razu krótkie gacie z dużą ilością kieszeni. Z boku plecaka w siateczce dynda butelka z wodą, must stay hydrated, przyda się w obliczu globalnego ocieplenia. Rączka zgięta w ramieniu, telefonik w dłoni wystawionej na 2/3.
    – Takie coś to wielbłąd dwugarbny, chyba że ma stik do selfi, to trójgarbny.
    – Masz rację, a wożą się metrem za cenę jednego biletu, zamiast siedzieć w wagonie towarowym. Nie lubią jak się ich fotografuje naruszając prawo do prywatności, ale śmiało można, za granicą oni boją się wszystkiego i nie śmią się awanturować, nawet jak im się urąga w ich własnym języku: jo aschol, jes ju, ju łajtrasz moran! Goł sak jomama kant!  Nie pójdą na skargę do policji bo na pewno skorumpowana, nic nie rozumie nawet jak głośno powoli mówić i jeszcze do gułagu zabierze. Dopiero w konsulacie można złożyć skargę, do kongresmana napisać i przy stole dziękczynnym indyczym dzieciom poradzić żeby w kraju wakacje bezpiecznie spędzały, taniej i patryjotycznie, pieniądze wesprą naszą ekonomię a nie terrorystów.

    Eddie zapytał ile sobie życzy. "Przynajmniej jakieś czterysta groszy za dzień pracy". "Trochę dużo, no ale ok..."
    – Czterysta groszy?? Czemu takie małe liczby dajesz?
    – to mało? a ile byś ty chciała?
    – a ile to czterysta groszy? ile złotych?
    – cztery.
    – czteery? tak mało? Chcę chociaż dychę. Ale to jest strasznie mało! Ma być dwanaście!
    – Uwielbiam interesy z tobą.. podbieranie niemowlakom cukierków to przy tym ciężka praca. Eddie się trochę krzywił że za dużo.. Trochę marudził, pytał czy część może być w kotach lub w naturze, ale pomyślał że później da odpowiednio napompowany rachunek policji, więc niech będzie. Nawet obiecał podwyżkę, premię jak dobrze pójdzie, "szczególnie jeśli będziesz robić dobrze wszystko co ci każę", "na kolanach" dodał po cichu pod nosem. Uzgodnili godziny pracy, od pierwszej dla Zuzanny, która wytłumaczyła Eddiemu że w jej kraju 13 to wieloletnia tradycja i wcześniej na plaży nie ma sprzedaży. Od razu trzeba było pojechać przesłuchać kilku świadków. Eddie przepuścił ją pierwszą, chciał obejrzeć jak ona chodzi.
    – po co?
    – na pupę jej się chciał popatrzeć..
    – beee, fuj!  Mów co dalej.

    Rytm naszych seriali wyznacząją śniadania, obiady i kolacje, współgrają ze sobą jak Sly i Robbie. Pojechali więc do najlepszej restauracji w mieście, w hotelu Tumskim. Jest tam taras z widokiem na rzekę, w miarę przyzwoity sandacz i tanie ale nietrujące wino. Zuzanna piła tylko sok jabłkowy, ale Eddie czuł się nie najlepiej, co zwykle zmuszało go do kuracji winem. Miał podwyższone tętno i wiedział z doświadczenia..
    – Tętno? Kuracja? A na co chorował? Fuj..
    – rytm bicia serca, a gdy serce bije mocniej..
    – a, to wtedy miłość, rozumiem. Czyżby Eddie zaczął sobie uświadamiać że chyba się zakochuje? Napisz że Zuzanna piła takie wino bez tego..
    – z porzeczek i owoców. Innego nie, bo wierzyła że alkohol jest przyczyną wszelkiego zła, szczególnie taki zawarty w obcym nam winie. Już sama nazwa Al Kool kojarzy sie z Al Quaidą. Alkohol zawarty w wódce jest mniej zły bo nasz, a jabłka bronią od Putina naszej niepodleglości i picie cydru jest obywatelską cnotą, wino szkodzi, szkoda mówić, a mówiła to na przykładzie swojej znajomej i przyjaciółki, niejakiej Pati Kateriny Maciołek. A czy wszyscy na Pati mówią matołek?
    – Nie.
    – Nie przezywają jej?
    – nie.
    – czemu?
    – bo nie. Tylko taki Duja wyzywa ją od matołów. Nie z nazwiska tylko idzie o rozum.
    – a do ciebie?
    – nie powiem.
    – D...? We Francji wszystkie dobre nazwiska zaczynają się na D.



    Zasiedli do obiadu. Eddie zamówił wiślane trepangi i na drugie wątróbki gęsie w malinowym sosie z dodatkiem winogron, a Zuzanna zaordynowała swoje ulubione pierogi w 3 smakach, naleśniki, pomidorówkę i deskę serów które miała zapisana na kartce, Pont l'Évêque, owczy z Pirenejów i jakiś trzeci, eksperymentalny, może kozi (tu dyskretnie zerknęła na ściągę): Rocamadour, Sainte-Maure de Touraine, Chabichou du Poitou, Valençay lub Pyramide. Po chwili przyniesiono jej pierogi i zupę, a kelner zapewnił że jest ser Podlaski i twarożek a reszty poszuka. Zamiast tego wzięła więc specjalność "Szef poleca", rozwielitki po karpacku.



    – Zuzanna lubi dobre jedzenie, szczególnie sery, byle nie pleśniowe na śniadanie. Jak dojedziemy zrobię deskę serów.
    – a kto pozmywa?
    – ty!
    – ja zawsze zmywam!
    – Tak, bo jesteś stary. Pomyśl jak mało ci już zostało okazji do pozmywania. Ile? Sto? dwieście? Powinieneś cieszyć się każdą chwilą!
    – mała little...
    – .. i przemawiasz do przedmiotów! Krzyczysz na przedmioty martwe!
    – co, co?
    – Wszystko słyszałam! Jak ci się raz złamał korek przy otwieraniu tego twojego wińska to krzyczałeś "Co za bydlę!". Albo jak się obijasz o meble, są takie stare że już powinieneś je rozróżniać, nadaj im imiona. Albo jak komputer ci się zawiesza. Tak samo jak ci spadła kanapka serem do podłogi to było słychać na cały dom "fuuuck! co za byyyydlę!". Bo jakby ci spadła nieposmarowaną stroną to byś podniósł i zjadł! O, zobacz, szyba się zacina w twoim starym dżanku, starym jak twoje spodnie dziurawe.. Krzycz na nią! Co za bydlęęęę!!
    – you little.. uszczęśliwisz kiedyś jakiegoś matołka... a ja nie dam centa na wnusia. Idź sobie do klasztoru. Z milicji też nie wykupię.
    – co, co?
    – Nic. Więc szansę na robienie deski również powinienem wykorzystać.
    – Będziesz robił deskę z bobu. Jak umrzesz dostaniesz bobu, cha cha cha..
    – a ty zanim dorośniesz to dostaniesz w skórę. Poza tem trzeba uczyć przedmioty martwe że mają się słuchać. Jak np. coś mi leci z rąk, to mówię 'no chodź tu, gdzie leziesz!", a jak spadnie: "k..., co za j... bydlę!". I to działa. Mój kolega Zbigniew opierdala kelnerki i zadaje im dziesiątki pytań na które nie maja odpowiedzi, lub jeżeli to zdawkową. I to nie działa.

    – A ja kocham cię wkurzać... no pokaż.. złe oko! I nie myśl że nie słyszę jak mruczysz pod nosem ludowe pioseneczki ze wsi z wakacji w dzieciństwie na wsi, kiedy to jeszcze było kwaśne mleko i wiejska krucha łamliwa kiełbasa i kurki sobie jadły co wygrzebały, jakaś "Klamutka bałamutka przez wódka prostytutka".
    – A ja cię niniejszym oficjalnie wydziedziczam. Poza tem "do Klamutki bałamutki przyszedł sołtys, przyniósł wódki". Ale do rzeczy, Zuzanna była chudą dziewczynką bo miała trudne dzieciństwo i jak była mała nic nie chciała jeść poza lodami z keczapem i frytkami. Dzięki temu utrzymała piękną filigranową figurę i była jedną z najpiękniejszych młodych kobiet w regionie. Eddie zachwycał się jej fantastyczną hiszpańszczyzną, sinke i oczo wymawiała bez akcentu i umiała zamówić salsę z czipsami a jak pytali czy rocho czy werde, to bez wahania mówiła ambos por favor. Zuzannie Eddie coraz bardziej się podobał, jadł po męsku męskimi dłońmi, trochę palcami trochę widelcem, ale głównie widelcem. Pił dużo czerwonego wina z Czile i Argentyny bo już trochę tęsknił za Ameryką południową.
    Zuzanna nie była zbyt głodna, gdyż wcześniej zjadła już w domu śniadanie. Wiedziała też że restauracja w Tumskim nie ma nic co chociaż stało w pobliżu księgarni gdzie sprzedawali książki o francuskich serach i że zamiast Pont de Something podadzą jej Polofetę z mleczarni w Emolinku, a przyciśnięty do muru małoletni kelner powie że on kibicuje Legii, tu tylko dorabia za gówniane pieniądze i na pedalskim jedzeniu sie nie zna. Już to wielokrotnie przerabiała, więc rano zrobiła sobie szybkie jajko na bekonie, starannie wykroiła obleśne żółtko, i podśpiewując "Ziuta (tak nazywała siebie w myślach) nie wie co to poruta", wrzuciła jeszcze trochę szewra z Ałszana, zagryzła tostem, ubrała ładny tiszert z kotem i pobiegła na spotkanie. Teraz tylko udawała że je, bardziej do towarzystwa, wiedząc z jednej książki że małoletnia głodna jest w dużo lepszym stylu niż małoletnia najedzona.

    Rozmawiali rzeczowo, Eddie nie chciał poruszać tematów osobistych.
    – dlaczego ?
    – chciał być stricte profesjonalny
    – co znaczy strykte? Te twoje anglo makaronizmy..
    – sorry, wyłącznie, tylko zawodowy. Zuzanna mu się bardzo, baardzo podobała i nie chciał jej płoszyć.
    – dlaczego?
    – bo myślał że jak zacznie mówić o sprawach osobistych to ona pomyśli że ją podrywa..
    – no to co?
    – to że jak się czegoś chce to trzeba najpierw udawać że się nie chce.
    – dlaczego?
    – bo łatwo przyszło łatwo poszło.
    – no to co?
    – nie zależałoby jej na trwałym związku?
    – po co?
    – kiedyś tak było i było lepiej.
    – kiedyś miałeś 50 groszy i budkę telefoniczną, stale o tym ględzisz. Nie nudź więcej i mów co dalej bo cię zwolnię!
    – a ja cię oddam do wilków.
    – nie ma nic takiego i żadne leks lupus nie istnieje bo wiem bo sprawdziłam. Paszcza też nie istnieje. Gadaj!
    – Na razie kończymy. Musisz pozostać z uczuciem niedosytu.

******************************************************************

    Odcinek dziesiąty

    Odcinek dziesiąty zjadł kot i popił śmietaną. Siedział nażarty i oblizywał się z ironią co wprowadziło redaktorów w szok. „Na stół go i ciach, może jeszcze nie strawił”. Poddany badaniom zeznał że było tam o reszcie śledztwa w Płocku, Mirco trafił na trop bandyty i gonił go po Europie w towarzystwie Zuzanny która traktowała to jako wycieczkę krajoznawczą za pieniądze podatników.


******************************************************************

    Odcinek jedenasty

    Złapał Kozak Tatarzyna… Benito, żeby zamieszać w pogoni dał cynk agentom specjalnej troski że „jest klient”, ale ci, zamiast bogatego finansisty, schwytali Mirco. Dziewczynki ruszają go uwolnić...


******************************************************************


    Odcinek dwunasty

    Niby kontynuacja, ale w tym odcinku i następnych więcej będzie o dziewczynkach - koleżankach Zuzanny, duuużo więcej o miłości i seksie i o tym wszystkim co odróżnia trzynastolatki (od 8 do 14.5) od reszty ludzkości.
Dlatego nadajemy nastepnym rozdziałom nowy, piękny tytuł - gdzie jest powiedziane,
że książka ma mieć tylko jeden?
Oto on :


********************************************************

JAKĄ ChCiAŁabYŚ
BYĆ KSIĘŻNiCZKĄ


opowieść przygodowa w odcinkach
cała w ametystach, tiulach
i innych niezbędnych elementach cywilizacji

na różne rozdziały podzielona
mądrym dla nauki, idiotom dla pamięci
znudzonym dla rozrywki erygowana


********************************************************

Bohaterki serialu pojechały do Kolumbii aby odszukać Mirco, wielką światową gwiazdę. Mirco, porwany przez tajemniczych agentów, został następnie podstępnie przechwycony i uprowadzony przez bandytę Benito za morze. Bohaterki ruszyły w trop aby uwolnić przyjaciela.


********************************************************


    Jechały strasznie długo, z lotniska przez całe miasto, potem ze dwie godziny wąską drogą wzdłuż wybrzeża, a ostatnie 10 kilometrów po piachu przez las. Domek stał nad samym morzem, klucze pod doniczką. Mimo szoku wywołanego wiadomością o porwaniu Mirco, musiały koniecznie wypocząć i coś zjeść. Niestety, lokaj nie istniał, lodówka była pusta, ale obok stały wędki. No cóż, trzeba było sobie radzić.
    Brakowało im doświadczenia ale instynkt podpowiadał jak machać nadgarstkiem żeby coś się mokrego przylepiło. Szybko schwytały okonia, piskorza i małego rekina, gdyż ryby te, zwabione widokiem nieoczekiwanym a pełnym splendoru całej kupy młodych i pięknych xiężniczek, same pchały się do rąk. Po namyśle postanowiły zjeść rekina, dlatego że rekiny czasem zjadają niektórych ludzi, tak z siedmiu na sezon i przyszła pora na to aby ludzie zaczęli zjadać wiecej rekinów z masy szacowanej na od 63 do 274 milionów likwidowanych rocznie na paszę, poza tem okoń stawał okoniem a piskorz piszczał i zwracał na siebie niepotrzebną uwagę.



    Jak postanowiły, tak zrobiły. Wszystko inne wylały z kąpielą, zwróciły się do rekina i spytały czy jest może złotą rybką i jak ma na imię ale nie chciał zeznawać, powiedziały więc, złe, chórem : "Ty rybo zdradziecka! Dlaczego zjadłeś tylu ludzi?" "Nikogo nie zjadłem, żywię się planktonem. Ja jestem z rasy wielkogębowych! Megamouth shark..
Megachasma pelagios" – dodał po chwili, niepewny czy go rozumieją. Zapadła chwilowa konsternacja, ale Julia (zamierzająca w przyszłości studiować prawo) nie pozwoliła zbić się z tropu: "Tak tak gębę to ty masz mega nie od parady, ale zaraz poznasz konsekwencje oporu i obrazy władzy! Plankton jest ważnym elementem łańcucha pokarmowego. Co sobie wyobrażasz! Za karę my teraz zjemy cię po kawałku: zaczniemy od płetwy ogonowej, potem będzie grzbietowa, z niej podobno jest znakomita zupa, z innych kawałków zrobimy sushi, potem odejmiemy ci siusiaka którego wysuszymy i sprzedamy, są bowiem ludzie w Chinach co wiedzą że rekinie siusiaki są doskonałe na wiele rzeczy, zwłaszcza dla zasobnych seniorów, albowiem siedemdziesiątka to nowa czterdziestka". A już tyle wiosen liczył sobie bandyta, o czym wiedziały, choć było im wszystko jedno, bo każdy kto miał więcej niż siedemnaście lat wyglądał dla nich tak samo, za wyjątkiem Mirka.



    Rekin, przygnieciony argumentacją, postanowił ratować co się da i zasugerował carpaccio z części ogona (liczył że odrośnie), prosił tylko aby niedojedzone szczątki i ości przekazano do modnej restauracji Les Nématodes gdzie na wieki spoczywała już jego rodzina: mama i mała córeczka. Wreszcie zapadła noc. Dziewczyny powłączały telefony które radośnie ćwierkając łapały zasięg, zbierając w pośpiechu skumulowane wiadomości i zajęły się esemesowaniem. Martwy dotąd telefon Mirka nagle ożył intensywnym pobrzękiwaniem. Znudzeni porywacze poderwali się...

    – Czekaj, zaraz, jak doszło do tego?
    – Tak, że Mirko... mogę to zamknąć?
    – nie zamykaj okna bo się udusimy.
    – To było tak, że ... Mirko ..... został przecież porwany, tak?
    – Tak..
    – .. przez wielkich agentów tajnych służb, nie wiadomo jakich, bo one były tak tajne te służby że oni nawet sami nie wiedzieli dla kogo pracują.
    – ci agenci?
    – Tak, to było tak utajnione że oni połykali specjalną miksturę która im kazała wszystko zapominać jak tylko coś się wydarzyło, po to by nie mogli niczego zdradzić, dlatego że jak tajny agent zostaje złapany to natychmiast rutynowo jest poddawany torturom i wtedy mógłby coś wyśpiewać, a jak zapomni to już nie wyśpiewa choćby nawet chciał.

    Ale, niestety, to właśnie przydarzyło się Mirkowi: zapytany jak się nazywa, powiedział: "Mirko", więc znowu: jak naprawdę się nazywa? Dostał parę razy po twarzy i znów: jak naprawdę się nazywa? powiedział: "Eduardo, Corroccio". Jak go zapytali co robi, zeznał że jest piosenkarzem, tancerzem celebrytą oraz gra muzykę dyskopolo z elementami jazzu. Na to zaczęli się śmiać, takim chichotem drobnym, w przeciwieństwie do bandyty Benito który się śmiał tak: ha ha ha ha, oni się śmiali: chi chi chi chi chi i mówili: "na pewno kłamiesz! Nie wyśpiewałbyś tak ładnie swoich tajemnic, w związku z czym musimy poddać cię torturom".
    – Już to byyyłoo, noo..
    – Ale muszę sam sobie przypomnieć... więc najpierw poddali go torturom brzucha, potem torturom ucha, potem nosa, oka i na końcu podbrzusza, ale Mirko cały czas powtarzał swoje: że nazywa się Eduardo, jest śpiewakiem, a im bardziej to powtarzał, tym bardziej ci bandyci byli przekonani że to jest jakiś wyjątkowo chytry agent który nawet na torturach nie jest w stanie nic wyśpiewać, bo pewnie zażył miksturę niepamięci. Wreszcie Mirko poszedł po rozum do głowy, zajęło mu to parę godzin ale w końcu tam doszedł i pomyślał że oni na pewno chcą żeby cokolwiek im wyśpiewał, byle co, i wtedy przestaną go torturować. I zaczął opowiadać niestworzone historie: że jest agentem Mossadu zaplecionym silnymi węzłami namiętności z agencjami FSB oraz CIA, MILF i WTF.

    To pomogło. Bandyci ucieszyli się że wreszcie coś wycisnęli z Mirko: "chi chi chi widzisz trzeba było od razu śpiewać chi chi chi to byśmy cię nie torturowali, a tak to chi chi musieliśmy choć to nic nie szkodzi bo za to dostaniemy premię, od każdej tortury lecą nadgodziny, i tobie też się to opłaci bo w/g regulaminu dostaniesz wyższą rację żywnosciową, ale dopiero jutro".
    – Wyższy okup! W takim razie okup powinien być większy i mów do kogo mają zadzwonić, a jeszcze czym dziewczyny były zajęte...
    – Ok, dobrze, Mirko powiedział: "słuchajcie, za mnie zostanie wypłacony bardzo wysoki okup, tylko musicie wysłać sms'a lub zadzwonić na numery telefonu" "A jakie numery i kto to jest?" "Proszę zadzwonić do agentki Nadii, na taki-a-taki numer telefonu, bo ona ma różową komórkę z koronką z tyłu, i do agentki Oliwii, która ma z kolei kwadratowy telefon fioletowy z dwoma wypustkami.."
    – no nie musisz tego mówić..
    – Muszę mówić! Potem Zuzanna, co ma zielony telefon okrągły..
    – nieeee, nie ma czegoś takiego..
    – a jaki ma?
    – normalny, jak ma moja mama, tylko że taką deskorolkę ma z tyłu taką..
    – ok, deskorolkę. Lukrecja ma fona neoretro na korbkę, a Patrycja posiada telefon w kolorze écru z wypustkami, kutasami oraz lampasami. No i bandyci zaczęli dzwonić. Ale niestety nie mogli się dodzwonić, a dlaczego? Dlatego że dziewczynki, wyposzczone brakiem zasięgu nad Atlantykiem, siedziały przy stole i każda puszczała esemesa. "te, co slychać, co robisz?" i ten sms od Nadii szedł do Zuzanny. A Zuzanna pisała "nic nie robię a ty co robisz?" i wysyłała do Lukrecji, która odpisała "jak będziesz coś robić to zatekstuj", to poszło do Patrycji, a Patrycja "no co wy słuchajcie jak chcecie coś robić dajcie znać" i do Oliwii, a Oliwii nie chciało się samej smsować więc przesłała to dalej do Julietty, i tak sobie w kółko te smsy chodziły i telefony były wciąż zajęte. Porywacze myśleli: "no nie, te agentki to jakieś absolutne mistrzostwo świata, kto by tak był zajęty non stop i to jeszcze w godzinach pozasłużbowych (bo już noc zapadała), widocznie wciąż przesyłają tajne kody, instrukcje i różne inne tajne rzeczy których nawet nie ma jak nazwać, bo są aż tak tajne że nie da się ich nazwać w żadnym języku, bo nie ma słowa na to, tak jak Eskimosi nie mają słowa na opaleniznę". Tak minął cały wieczór.

    – Zaraz, przecież od smsowania telefony nie są zajęte..
    – ale obciążają sieć, szczególnie w krajach trzeciego świata.
    – Co to za trzeci świat?
    – To tam gdzie gdy dwóch się bije zawsze ktoś inny korzysta. Wreszcie Patrycja zmęczyła się esemesowaniem i spauzowała swój telefon. I w tym momencie jednemu z porywaczy udało się dodzwonić. Był to lokalny biznesman Tadzio Nuvolari, który na co dzień zajmował się przekuwaniem lemieszy na miecze, a gdy biznes szedł słabo (co czasem się zdarzało), dorabiał trochę w porwaniach i wymuszeniach.


    Powiedział: "tu mówi tajny agent... przepraszam nie tajny ale age.. to znaczy kolega.." - i widząc że się zaplątał, przeszedł do rzeczy: "..mamy tutaj ważne wiadomości w sprawie niejakiego Eduardo, który podaje się za piosenkarza Mirco, ale chyba jest agentem.. więc potrzebny jest wysoki okup".
    Na to Pati, zasłaniając słuchawkę: "dzwoni jakiś w sprawie chyba okupu za Eddiego" po czym wróciła na linię i spytała "rozumiem Pana, ale jak to zrobić, w jakiej formie, gdzie go odbierać, czym będzie nadany? gdzieś na poczcie?" Agent na to: "proszę mi tu nie kręcić, wymagana jest ogromna suma dziesięciu lub jedenastu milionów dolarów w grubej walizce, mają być na wierzchu funty funty funty, pod spodem dolary dolary dolary, na dole ruble ruble a na samym końcu podsypać drachmami dla niepoznaki".



    Pati nie wiedziała że tę rozmowę od dawna podsłuchiwał ich odwieczny nemesis, słynny bandyta Benito, który jak wiadomo umiał liczyć tylko do jedenastu i był ukryty w krzakach. Jak usłyszał słowo "jedenaście" ucieszył się: "Wreszcie coś co ja mogę zrozumieć! Do tego się mogę podłączyć!" Wtargnął przez okno z wielkim hukiem i wrzasnął : "Jedenaście? Kto tu mówi jedenaście?! Ha ha ha ha ha!!!!"
    Pati na to: "wiem że jesteś Wielkim Bandytą i żywisz do nas ogromne uczucia nienawiści na styku miłości połączonej z pożądaniem i wstrętem, ale Mirko został porwany przez okropne siły nieznanego pochodzenia, więc jeśli natychmiast nie zdobędziemy tej wielkiej sumy jedenastu w talarach dublonach i innych takich, będzie zmuszony do wysłuchania 58 godzin disco polo non stop, i potem jeszcze jedenaście minut, żeby było razem 69".
    Bandyta pomyślał i mówi: "Te jedenaście to dla mnie żaden problem, ja tu mam w kieszeni tyle w drobniakach" choć zdaje się że nie zrozumiał że chodzi o miliony. Pati, która cały ten czas osłaniała słuchawkę ręką, mówi do porywacza: "mamy dla ciebie te jedenaście, jak to zrobimy?"  Na to agent: "Musimy się spotkać w ciemnym i tajnym miejscu". Ale przerwał mu drugi agent: "Przeciwnie, spotkamy się w publicznym. W tajnym i ciemnym mogą nas zastrzelić". Patti na to skromnie: "a może by go tak pocztą nadać, za zaliczeniem?"
    Agent teraz sam zakrył słuchawkę ręką i mówi do swoich: "Słuchajcie, to jest jakaś niesamowita agentka. Z taką nigdy w życiu... Mata Hari to by jej mogła majtki zacerować".
    – Kto to Mata Hari?
    – Mata Hari była agentką w czasie I wojny światowej, była jedną z pierwszych płaskodesek wyprzedzając tym modę z lat 20-tych i pracowała dla Niemców, Niemcy walczyły wtedy z Francją, a ona działała w trójgwiazdkowej oberży Les Selles de l'intestin, skąd przekazywała im informacje o francuskich siłach zbrojnych.
    – Była piękna?
    – Była przepiękna, trochę jak Jane Birkin tyle że z fryzura niemodną i bez torebki za 100 tysięcy, ale i tak wszyscy się w niej kochali, swym brakiem wypukłości i nowomodną superciasnotą rozkochiwała w sobie różnych oficerów francuskich i tajemnice, które jej mimochodem zdradzali podczas dirty talking, przekazywała swoim mocodawcom Prusakom aby czynili brzydki użytek, za co płacili jej kwasem pruskim dobrym na prusaki.

    I dalej agent: "..to doskonała agentka i trzeba ją będzie kiedyś zwerbować, ma mega genialny pomysł żeby pocztą, bo po pierwsze, nie musimy go wozić w klatkach, zakładać mu worka na głowę, przejmować się że ucieknie, dawać mu jeść, pić, wyciągać mu siusiaka żeby się mógł wysikać jak ma ręce związane, odpada nam cała masa mokrej roboty!
    A po drugie, nawet jak przesyłka się zgubi, nie dotrze, to przecież jest ubezpieczona, my swoje pieniądze dostaniemy, nie? Genialny, genialny pomysł! Zrobimy tak jak ona chce, ale potem musimy się z nią zapoznać, zwerbować do naszej organizacji, ktoś taki to kwiat, kwiat zawodu agen.."
    – ale Mirko musi się uwolnić i z Zuzanną się spotkać!
    – Oczywiście. Ale teraz jesteśmy na etapie nadawania Mirko na paczkę. Pojechali więc na pocztę, wsadzili Mirko do dużej skrzyni wymoszczonej trocinami dla wygody, przez wieczko do karmienia dali mu trochę papki, trochę wody żeby miał co jeść w trakcie podróży w paczce. Porywacz oddzwonił do Pati i mówi "słuchaj, został nadany, numer przesyłki zero zero siedem łamane przez pe de i trzy dwa łamane przez ...ęć, pojutrze dotrze do miejsca przeznaczenia, ale proszę żeby należność za zaliczenie została wypłacona, bo inaczej przesyłka być przez was odebrana nie będzie mogła. Dostał tylko papki i wody na trzy dni, więc jeżeli go nie odbierzecie to biedaczek będzie musiał zjadać najpierw własne kończyny, potem trawić własne wewnętrzne organy a na końcu wynicować się kompletnie i zdechnąć z głodu, radzę żeby było zapłacone! No! tyle! A tak...przy okazji.. jak Pani ma na imię?"

    "Chce poflirtować" – pomyślała Pati – "potrzymam go na linii, dowiem się więcej" – i mówi: "ja jestem znana jako modelka z Persji i zajęłam trzecie miejsce w Wielkim Mazowieckim Konkursie na Palcownictwo na Mądrofonie. Moje imię..
    – Katalina! Tak ma Pati na drugie, tylko w Polsce mówi że Katarzyna!
    – Quousque tandem, Catilina, abutere patientia nostra?
    – Przestań znów gadać po hiszpańsku! Mów "moje imię Katalina".
    "A skąd się wziął ten piękny przydomek?" – zapytał agent. "Urodziłam się na wyspie Catalina na Pacyfiku za Świętą Moniką, tam gdzie się skręca przy plaży żeby kupić marychę, jest ze mną moja przyjaciółka Zuzanna, palimy elektroniczne papierosy, rozmawiamy o gwiazdach i o tym kto kogo kocha najbardziej".
    Szef porywaczy: "Katalino jesteś na pewno piękna sądząc po Twoim głosie" a na to Pati "tak bo tylko piękne kobiety mają piękny głos, brzydcy ludzie mają brzydkie głosy, a najbrzydsi ludzie w ogóle nie mówią tylko myczą yyyy jak barany". "Tak, bo kto nie jest piękny nie powinien zajmować niepotrzebnie miejsca na naszej zatłoczonej planecie, a jak już musi to niech się jakoś z daleka odróżnia bo w ciemnościach można się czasem pomylić" - tu agent pomarkotniał bo coś mu się przypomniało.
    I tak sobie flirtowali flirtowali cały wieczór.

    Reszta dziewcząt bardzo się ucieszyła, pogratulowały Pati że tak sprytnie załatwiła sprawę. Bandyta Benito też się ucieszył bo pomyślał że zawczasu zakradnie się na pocztę, zapłaci te jedenaście czegoś tam, odbierze paczkę zanim dziewczyny się połapią i schwyta Mirko dla siebie samego! Taki plan sobie uknuł! Ale żeby nie dać nic znać po sobie rozpływał się w uprzejmościach, zapraszał na wino którego wiele butelek miał przygotowane, oraz egzotyczne zakąski: homary, fugu i na drugie quesadillas de huitlacoche na bedzie z lików. Był bardzo uprzejmy, powiedział że od teraz przestaje nastawać na ich godność, cnotę i życie. Przeciwnie, zacznie ich bronić jak od Budionnego bolszewika Częstochowy harcerze dzielni przed wrogami zewnętrznymi wewnętrznymi, tak że w końcu się zaprzyjaźnili. Tylko Zuzanna była jakaś smutna, zamyślona, trochę chora, pomyślała tylko o Mirko, "Mirko, a nikt się mną nie zajmie, nie pogładzi po główce, nie przytuli, nie pocałuje choćby nawet w policzek..."

    – I zadzwoniła do Taty!
    – No i zadzwoniła do taty. A tata jak zwykle był zajęty zbieraniem butelek po Benito, był to dobry biznes bo Mussolini wypijał takie ilości że gdy pozostawał gdzieś na dłużej, małe huty szkła prosperowały w okolicy. Butelki pobrzękiwały na pożyczonym z Tesco wózku, tata mówi "kochanie słabo cię sły.. brzęk brzęk butelki tu mam brzęk brzęk brzęk więc powiem brzęk ci brzęk bo brzękbrzęk brzęk". Zuzanna mówi "Tato, kochany tato gdzie jesteś? Ja bym na ciebie tak chętnie dzisiaj wlazła, wskoczyła na głowę, ja bym się śmiała a potem mówiła Osioł Osioł Osioł..."
    – hi hi..
    – głupawka? Wywołałem głupawkę?
    – nieee... hii hi
    – albo głupawka albo opowieść
    – no dobraaa

    Więc Zuzanna się pocieszyła bo mogła sobie podworować z taty, a tata i tak nic nie słyszał bo brzęk brzękbrzęk brzękbrzęk, tata cały czas sobie te brzęki przeliczał na pieniądze, kaczink kaczink. Obliczył że otrzyma 73 złotych na pół nowej koszuli albo jako zadatek na całą, a po cichu liczył że jak da zadatek to mu dadzą całą a potem nigdy więcej nie dopłaci i ucieknie z resztą i całą koszulą do Ameryki.
    Inne dziewczyny świętowały ciesząc się że Mirko zostanie uwolniony. Ale potem zauważyły smutek Zuzanny. "Zuziu, kochanie nasze! Nasza siostro aniołku nas co  wywiodłaś z prowincjonalnej nudy na uwodzicielski Świat emocji  i pokuszenia, choć jeszcze pięć lat nam zajmie żeby wszystko się nam porządnie uformowało, powiedz czemu jesteś taka smutna?"
    No i Zuzia pocieszyła się że się nią interesują i zaczęły się ściskać, obejmować, gratulować sobie dobrego gustu, w jakich ładnych kolorach mają sukienki. I tak, Nadia miała sukienkę różow...
    – nie, to Patrycja!
    – Patrycja miała różową, z wypustkami, z kokardkami. A Nadia miała sukienkę... jaką?
    – taką ... w kratkę..
    – sukienkę w kratkę, w szkocką kratkę. Lukrecja z aksamitu, a Oliwia spódniczkę mini oliwkową. Julieta nosiła spodnie, Zuzia wdziała sobie ramoneskę skórzaną czarną kurtkę..
    – a Julka miała ubraną niebieską..
    – .. a Julka niebieską. Zuzia w swym ulubionym kolorze czarnym, w którym jej było do twarzy mile kontrastując z jej słowiańskimi rysami oraz z włosami które miała zapuszczone aż po pupę, tak?
    – mhm..
    – .. i lekko na bok, i tutaj z przodu, a tam trochę taak i tu trochę taak, i w ogóle była przerażająco piękna. I tak sobie myślała: "O Boże nie daj żeby to piękno się zmarnowało, to piękno które ja unoszę i pielęgnuję wobec zgrzebnego świata przaśnych ludzi, co wolą iść o szóstej do fabryki zamiast jechać na Karaiby. Dlatego Mirko musi natychmiast przybyć, musimy się znowu spotkać, troszkę potrzymać za rączki, pokazać sobie księżyc, gwiazdy, porozmawiać, porozmawiać" ..ale to dopiero w kilku następnych odcinkach, dlatego że na razie wszystko zostało ustalone i nazajutrz dziewczynki miały udać się na pocztę po paczkę.
    – ale opowiesz mi DWA odcinki !
    – no pewnie, ale na razie poszły po paczkę zawierającą Mirka, lub ewentualnie szczątki Mirka w zależności od tego czy pracownicy poczty obchodzili się z przesyłką łagodnie czy brutalnie. I na tym kończymy ten odcinek. No co, ładny?

    – Tak... teraz drugi..
    – Drugi potem.. Myszosławo, co dzisiaj robimy?
    – idziemy na basen!
    – tak prosto z samochodu?
    – dzwoniłeś do tego swojego kolegi co ma własny basen?
    – dzwoniłem już do niego, nie ma go, a i basen ktoś zepsuł. Maszyna się odezwała. Możemy pójść tylko na publiczny basen jak chcesz, tam gdzie przejeżdżaliśmy kiedyś. Chcesz?
    – aha!
    – jako przewidujący.. popatrz do tyłu.. są twoje łaszki, pomyślałem że będziesz chciała na basen więc ci kostium wziąłem..
    – a swój?
    – swój nie..
    – nie będziesz się kąpał?
    – do publicznego basenu wszyscy sikają, ja nie gustuję, ale jak ty masz ochotę..
    – nie każdy wcale..
    – wszystkie takie małe sikacze jak ty, Nadia i Pati sikają w basenie, więc możesz się pluskać a ja będę czekał na brzegu, powiewał chusteczką i płakał za tobą. Chcesz?
    – Tak! Co dalej?
    – Poza tem musimy kupić jajka na śniadanie. Te kulki które jadasz są jadalne? Takie jak ostatnim razem miałaś? Były dobre?
    – tak.. ale mów co było dalej...
    – No dobra, ale jakie jest magiczne słowo?
    – poproszę!
    – poproszę kogo?
    – Pana.
    – a dalej?
    – jak ci brakuje konceptu to zawsze marudzisz.. niech będzie że Pana Ojca.. surowego.. ale sprawiedliwego, bla bla bla. Nie nudź stary krabie!

********************************

    A więc nadszedł oczekiwany dzień, poranek, ale najpierw trzeba było znowu zjeść śniadanie, bo bez śniadania dziewczynki czuły się niespełnione i jakieś próżne. Życie ich zbudowane było na solidnym fundamencie ze śniadań, makijażu, tiktokowania, mesendżerowania i tekstowania i pominięcie któregokolwiek z tych elementów mogłoby spowodować poważny kryzys całego systemu.
    Dziewczynki zwiedzają. Najpierw podróż po 'apartamencie' i selfie przed lustrem. Trzeba włożyć szpilki i bieliznę, selfie. Sukienkę, poza, selfie. Idziemy zwiedzać: hotelowa restauracja i bar, Pan Miksolog serwuje czerwone na żółtozielonej podstawie, ma się nie zmieszać i wydzielać widoczne różowe opary. Potem zamawiamy coś na zdjęcie i do maka na jedzenie. Gdzieś tam jest nasz cel, klub Hedonist, wiele wiele selfies.

    Po śniadaniach zawsze były pełne. Pełne wymowy, radości, pełne miłości, ale gdy nie jadły śniadania czuły się puste jak lalki lub butelki w które nic nie jest włożone. W lodówce która nb. słabo grzała były tylko resztki rekina, więc na śniadanie zajechały do pobliskiego Radissona, przy samej plaży zaraz za Palomino. Budynek w stylu indigenous, projektu Caroline Meersseman, zainspirowanej lokalnymi kulturami i communities Huichol i Cora, którzy to amusing natives nie dawali rady z niczym zanim im Karolina nie pomogła. Jak napisał Torygraf, "Furniture is soft and natural, with lots of rattan and other wood. We were in a rooftop studio suite with a plunge pool and each morning we opened the curtains and looked out over the hazy mountains, listening to the weird and wonderful squawks of birdsong. The bed was huge, the floor had been made from volcanic stone and the bathtub carved from rock. There was a butler on WhatsApp, a golf buggy on speed dial and bicycles parked outside".

    Dość pełno, dookoła turyści grubawi z Anglii czerwoni, starawi, Angolki bez mejkapu bez fryzury zrzędne rozmamłane, trochę tubalnych Niemców, Amerykanie siwi z długimi włosami w kuc starzy w sandałach, nawet jedna koślawa Francuzka z bachorami. Każdy gapi się w telefon i w nim grzebie, ale wifi słabe, więc co chwila wołają kelnerki, karenują, wszystko nie tak.  E l   o m e l e t o   n o   s o ł   h a a a t   n o  c z i l i  p l i i z   p o r  f e j w e r !! I zaraz ciszej pod nosem "stupid nig....", przewracają oczami do siebie.
    Zuzanna była w podłym nastroju. Inaczej wyobrażała sobie miejsca bardziej egzotyczne od tych, gdzie była do tej pory. Myślała że będzie inne towarzystwo, ekskluzywne, jak Angielki to takie jak Julie Christie albo Jane Birkin a nie jak Głyni z Jorkszajer. Wytworne butiki, tyle kasy i czasu żeby tu dojechać, młodzi bogacze, będzie kogo poznać.. Brzydactwo wokół zdawało się obrażać ją personalnie. "Na głupiej Ibizie jest lepiej, a nawet w Playa". Co sobie dziewczynki pomyślą, dla których szczytem egzotyki była do tej pory Grecja? "My jestesmy tu najlepsze", nie wiadomo tylko czy się cieszyć czy płakać..
    – Heeej!
    – Powiedz sama, ale szczerze, czy zachęciłaby cię broszura z Dżesiką na okładce? Wysiada z Lambo - ale traktora - i wchodzi do kasyna z garścią drobnych pograć w maszynki.
    – Sam mówiłeś że jak są reklamy to z definicji nie jest ekskluzywnie ani cool.
    – Good point.
    – Znowu mówisz po makaronowemu!
    – Ok, dobry punkt. Wkrótce podszedł nieletni kelner ubrany w poranny, świeży mundur i uroczo się uśmiechnął. Nadia zamówiła empanadas, pierożki miejscowe. Oliwka - chleb z oliwą i twaróg, Lukrecja: bisque. Pati poprosiła o salceson i setę, na co kelner zareagował „nice try” więc zmieniła na kotlet z redbulem, a... kto tam jeszcze był?
    – Julieta.
    – Julieta zamówiła ... jadalne niezapominajki.. posypane płatkami róży.
    – jest coś takiego?
    – .. nie wiem, może.. Zuzanna poprosiła o jajka na bekonie, kilka różnych kozich serów i jeden taki czerwony francuski. Więc kelner zapytał: jaki czerwony ser francuski? bo jest sporo takich, na co Zuzanna że owczy, ale jak on nie wie to znaczy że się nie nadaje tutaj, tupnęła kilka razy nóżką i powiedziała że ma być jej ulubiony ser, albo zostanie zwolniony, a przedtem zdeptany i pobity przez jej ochroniarzy. "A jak ja mam się dowiedzieć jaki to ser?" "prawdziwy zagraniczny kelner sam by się dowiedział, rozpytał po różnych miejscach" "Ja jestem lokals stąd.. w jakich miejscach?" "To twój problem, koleś amigo".

    Chłopak odszedł, tylko Pati posłała Zuzannie pytające spojrzenie. Zuzanna nagle się zreflektowała. Przeprosiła, wstała od stołu i zaczęła szukać kelnera, po drodze napotkała dwie 20+ Rosjanki obwieszone złotem i z satysfakcją pomyślała że im też sporo brakuje. Znalazła go w końcu. "Sorry wygłupiałam się. Jestem w pracy i nie mogę odstawać od reszty. Muszę udawać głupią turystkę, dużo od tego zależy, inaczej bym sie wsypała... wiem że to brzmi sztucznie ale wszystko ci wytłumaczę" - uśmiechnęła się przepraszająco. Chłopak zmierzył ją badawczym spojrzeniem, w końcu uśmiechnął się też. "No offence". "Ale, naprawdę. I mean it. Hit me on snap". "Sure thing". "I am Suzan.. yo.. uno y siete" "U mean 17, diecisiete años? I'm Rodrigo". "Pizdumiczju", "lajkłajz. Zrobię ci ten ser na czerwono, en rojo, posypię papryką". I uśmiechnął się znowu.
    Wróciła do stolika. "To nasz człowiek, Pati. On tu wszystkich zna. Specjalnie go zaczepiłam żeby potem wypytać". Zaczęły ładnie jeść, widelce cały czas w lewej ręce, bez krojenia wszystkiego prawą na kawałki. Wiedziały że eleganckie damy nie oblizują się i nie wiercą. "Jak ten koleś ma na imię?" –  uczepiła się Pati. "Zapomniałam, ale on się nam jeszcze przyda". "Do czego?" "Gdzieś go do tej historii później wsadzimy" "Albo on tobie" "Gupiaś!". Szczebiotały tak od niechcenia, a każda się cieszyła że niedługo wykupią Mirco. Niemce wpijały w nie wzrok usilnie, korzystając z tego że ich samice zajęte były wrzucaniem swoich dań na instagram i zezowaniem na rosłych ochraniarzy. Rosjanki udawały że patrzą na swoje wymyślne paznokcie.

    W Radissonie był sejf na który Rodrigo od dawna miał ochotę. Przyjął się więc na busboya, miał ambicje zostać warlordem i narkoszefem i od czegoś trzeba zacząć. Szybko zauważył że zawsze jak przyjeżdża duży wycieczkowiec, tona dziadów przywożona jest na hotelową plażę, a koło drzwi do sejfu staje dwóch ochroniarzy. Dziady roją się na leżakach, co chwila któryś chce a to piniakoladę, albo seks onebicz, choć snadniej by im dać klusek albo papkę. I czemu tak daleko do toalety? Kelnerzy latają z karteczkami do biura, tam składane są na wielką kupę, a pod koniec dnia, czyli o trzeciej, jak już pora zwijać się do portu i na statek żeby spać, podchodzi dwóch innych mięśniaków z workiem, opróżnia go z kasy, z powrotem zbiera karteczki i jeszcze jakieś paczuszki i spokój do następnego tygodnia. Wszystko gotówką, po cichu i dyskretnie. Paczuszki wędrują tym wycieczkowcem po różnych wyspach i portach, kilku staruszków zawsze też po każdym rejsie trzeba odtransportować w opakowaniu do kochającej rodziny, więc następne pudła się wiezie, biznes sie kręci, a glina i straż morska zajęte pogonią za rybakami.

    Na tarasie hotelu, tymczasem, dzień się wolno snuje. Turyści instagramują na leżakach przy basenie, choć 30 m. dalej jest fotogeniczna plaża, ale kto by tam wchodził do niehigienicznej wody, tylko kolorowe miejscowe dzieci i brudni lewacy. Turystki leniwie obracają się na leżakach jak na rożnie, trzeba zgubić blady odcień, ale uważając żeby się za bardzo nie zlatinozować, a te mniej upigmentowane, nie uindyczyć. Trudna sztuka wymagająca znastwa, stąd wiele influencerek wzajemnie się tępiących, z blond bojfrendami się nudzącymi po tej plaży wałęsających. I w tej ciszy wilgotnej leniwej nagle znienacka jeden Swiggin pobił się z Nooginem. Poszło o śledzia, co już całe rano leżał na plaży przykryty mrówkami. Widok sępa opodal krążącego zwabił Svena. Jak wiadomo, nie ma lepszej przyprawy od kwasu mrówkowego. "Będzie uczta". To lepsze nawet od mchu co jak go z kamienia zeskrobać, na sałatkę pyszny z robakami. Ale obok lazł biały jak zwłoki Noogin. Gniewał się on na Swiggina, bo nie tylko zaszłości z przeszłości i pretensje do gjetości, ale i nowe ich chamstwo, bo my w NATO od początku, a ci teraz na gotowe, łaskę Murykanów łaskawą zebrali i nawet z Finami byłymi psami pogodzeni swoimi. A ile w czasie wojny się obłowili na handlu z Himmlerem, to tylko Szwajcaria wie. "Oddawaj!" Obok przepychał się  tzw. Bryton, oni najwięcej doświadczenia mają, i szczycą się swoją biegłością w pośrednictwie i rozstrzyganiu tubylczych sporów plemiennych, jak w Indiach na Cyprze czy Palestynie. "Szwecja nigdy nie byłaby zamieszkiwalna gdyby nie polowania z psami co sobie wolno biegają. To dziedzictwo kulturowe i święte prawo musi być chronione. Wojny się wygrywa na boiskach szkół dla chłopaczków i potem po sraczach po nocy. Narysujemy wam linię jak Lord Kużoń".
    "WTF!?!" - Noogin aż się zatoczył. "No tak, tu cytuję: “Uważamy za konieczne usuwanie przeszkód dla myśliwych którzy wykonują swoją pracę w tegorocznej nagonce na niedźwiedzie" - tak rzekł wasz Joachim Lundqvist, minister ochrony zwierząt na okręg północnej Szwecji". “To dlatego że nasilają się protesty przeciwko polowaniom na rysie i wilki" "Tu nie o jakieś tam rysie! To mój śledź! U nas dba się o przyrodę! Nasz Tony Christian Tiller, norweski sekretarz stanu, wyraził nadzieję że zwierzyna i myśliwi będą mogli koegzystować i podkreślił wagę kooperacji i wzajemnego porozumienia stron".

    Zwabione hałasem, zleciały się szwedzkie brunetki i blondynki, tak tak, są czarne Szwedki jak czarni Ajrysze. I dawaj na Norwega: "A weźże sobie swoje Gjente- i Kvinnehird! Śledź jest nasz!". Stojący obok turyści komentowali: "Angole mają swoją własną kulturę zwaną dogging. Dogging and knifing" "No tak, bo ammo is expensive! Stilton jest dużo lepszy niż Roqe..something. Przynajmniej mamy praworządność. 'Group That Vandalized Trump Golf Course Faces U.K. Ban as Terrorist'" "It's a given that drunk Sweegins will swing at Noogins and eventually one will slip and die. Why bother even to investigate? It's part of the landscape, like sucked-out herring remains lying on a sidewalk in a pool of vomit". "Patrz na te masywne walkirie. Biedny Assange". "Byłem raz w Sztokholmie, wygląda jak brudniejsze kwartały Hamburga, tyle że bez prostytutek i pamiątek po Bitelsach". "To jedź do Oslo, jak chcesz zobaczyć zatokę zazielenioną wysiękiem z fabryki ropy". "To jedź do Helsinek, zobaczysz tanią imitację Leningradu dla reżyserów co ich nie stać na real thing". "Przynajmniej mamy smaczną kuchnię. Szorstki język rena, sfermentowany w kałuży z pijawkami i upieczony na tlącej się trawie". "Tak tak, jak ren był młody, język ten służył dla Finek gdy ich mężowie po stu Malianne i opróżnieniu galona na głowę, próbowali sobie trafić swymi wyciągniętymi z pochew puukko".

    Korzystając z zamieszania, Sven złapał śledzia za ogon i zbiegł pod skarbczyk. Coś tam szepnął ochroniarzom, sięgnął do kieszeni i zniknął za drzwiami. Po chwili wyszedł i stanął na warcie, a zluzowani goryle poszli na piwo i niebawem zniknęli z niemieckimi babciami za palmami. Widział to wszystko Rodrigo. Widziała i Zuzanna. Na plaży Norweg dalej wykłócał sie z Angolem, do czego dołączali kolejni z desantu z wycieczkowca. Przyłączył się Duńczyk: "Jedni i drudzy nasi byli niewolnicy". Norweg: "A wy wymyśliliście pornografię, ale wciąż nie macie pojęcia jak ją robić". Szwed: "Finowie to zwierzęta nasze domowe". "Nieprawda, bo nasze" – wrzasnął gruby Niemiec,  chwycił jednego Lapończyka za kark, podniósł go jak kota do góry i obejrzał ciekawie, następnie postawił go na nogi i rzekł: "Żeby mi kapitan naszego okrętu takiego jednego podarował, kazałbym go uwędzić i w kościele powiesić, gdzie z innych osobliwości grube jaja się he he he znajdują i pamiątki bohaterów Drugiej Bitwy o Charków". "A tu pisze: "The Swedes, whom Germans call Lichendeutsche on account of their diet, used the Finns as stable slaves, not fit for domestic duties due to odor."

    Rodrigo cały czas zerkał z ukosa na pilnującego skarbca Svena. Zuzia przyglądała mu się z porozumiewawczym uśmieszkiem. W końcu nie wytrzymał: jak chytrego Szweda pokonać? Na to cytat mu podsunęła z grubego tomu co go na plaży poczytywała, "O tu patrz. Podzielisz się? Dobrzy pachołkowie, ale przecie nie z żelaza. Impetu nie mogą wytrzymać. Impet to grunt! Byle z impetem!.. Najlepszy to sposób na Szweda!". I dalej: "Mdły to naród, bo ziemia tam okrutnie nieurodzajna i chleba nie mają, bo jeno szyszki sosnowe mielą, z takiej to mąki podpłomyki czyniąc, które żywicą śmierdzą. Inni nad morzem chodzą i co tylko fala wyrzuci, to żrą, jeszcze się z sobą o owe specjały bijąc. Czasem po roku mięsa nie widują i ciągle głodem przymierają, chyba że połów ryb zdarzy się obfity." Rodrigo z uznaniem popatrzył na Zuzannę, taka młoda a tyle już wie. "OK, to ja go z byka a ty szur, łap co przeładowali do dużej torby z tych małych pudełek. Bierz kasę i walory".
    Na plaży kłótnia tylko się wzmagała, co skutecznie odwróciło uwagę wszytkich obecnych. Francuz: "Jak zwołać quorum skandynawskich dyplomatów? Rzucić zgniłego dorsza do kubła w ONZ. Jak wywołać bratobójczą wojnę? Podzielić go nierówno". Niemiec: "Dowódcy rycerskiego Wehrmachtu nie wiedzieli nic o rzekomych zbrodniach i aktywnie im się sprzeciwiali. Pojedyncze jednostki mogły czasem być nieuprzejme dla schwytanych sowieckich politruków ze względu na to że komuniści nie podpisali konwencji genewskiej. Generałowie kultywowali staropruskie cnoty jak honor i ascetyzm i nie socjalizowali się z Waffen-SS poza miejscem pracy. Dlatego niesprawiedliwe kary zostały skrócone dzięki staraniom angielskich oficerów i rozsądnemu stanowisku OSS". Amerykanin: "Razem pójdziemy wszyscy na bolszewika, ale musicie nam więcej płacić".    
    Sven co chwila odwracał się i przez dziurkę od klucza pociągał z lubością nosem. Gdy tak był zajęty, Rodrigo zdzielił go przez łeb i przytrzymał, a Zuzanna czmych i łap za torby. Wepchnęli Svena do środka, zamknęli drzwi i chodu do pokoju rozdzielić łup. Rodrigo wziął prochy i część kasy, Zuzia resztę.
    Rodrigo: "Niech se tam posiedzi. Nas uczyli że Virgin Islands sprzedali wraz z inwentarzem, czyli nami, do USA w 1917 za 25 million dollars! FFS! A w 1784, France oddała St Barts Sweeginom 'w zamian za prawa do handlu w porcie Goteborg (what?!?). Ale potem oddali to Francji po referendum in 1878. This it even funnier than Brexit!". "My też mamy swoją historię, kiedyś ci opowiem, jeszcze się na pewno spotkamy, ale chodu teraz, adios!". Ucałowali się na do widzenia, Zuzia pognała do dziewczynek, natychmiast trzeba było się zbierać.

***************************************




    Zegar ścienny wybił dwunastą, o której to godzinie przesyłka miała być dostarczona na pocztę. Wsiadły szybko do burakomobila, na co pozwoliły sobie wyjątkowo, bo było ich sześć i do normalnego auta nie zmieściłyby się - znając zasadę że jeżeli wiesz że nie wolno czegoś robić, to znaczy że możesz to robić - i ruszyły.



    Przyjechały na pocztę - a poczta zamknięta. Przed pocztą wyleguje się pracownik poczty na słońcu. Na nosie ma sombrero, w ustach cygaro. "Czemu poczta jest zamknięta? Co to za zwyczaje, obyczaje?" On na to: "jest zamknięta bo po co ma być otwarta?" "Jak to po co?" "Praca się skończyła, przesyłka tylko dzisiaj była jedna awizowana, już została odebrana kilkanaście minut temu przez jednego pana, który tak się dziwnie śmiał : ha ha ha ha ha.. no i nie ma nic".



    Dziewczynki nagle zrozumiały że Benito Mussolini, złoczyńca wyjątkowy, podstępny, ubiegł je! Ubiegł w podstępny sposób szachrajski, przyjechał na pocztę, wypłacił jedenaście sestercji czy co tam miał w kieszeni i zabrał Mirka w nieznane. Dziewczynki rzuciły się do pracownika poczty : "Pokaż awizo!" Pracownik powoli podrapał się po grubym brzuchu..
    – Co to jest awizo?
    – Awizo to jest taki kwitek, dostajesz na przykład list polecony i kartkę która się musi zgodzić z odbiorcą i trzeba ją podpisać aby odebrać przesyłkę. Kiedyś w lepszych czasach były też awiza na telefony międzymiastowe, na zaś. Przychodziła do domu kartka żeby przyjść pojutrze na pocztę o trzeciej bo będzie telefon i to rozumiem. Pracownik wyciągnął z kieszeni pomięty papier, było tam nabazgrane okropnie "by my", Benito nie umiał czy nie chciał podpisywać się imieniem i nazwiskiem w całości, a pod spodem stało "nal.pob" co znaczyło "należność pobrana". Rzuciły się na niego żeby pokazał tę należność, ale wytłumaczył że tę należność już przepił i przejadł, zapłacił zaległe alimenty więc już nie ma nic poza 3 groszami które mógłby im oddać jakby chciały, ale lepiej nie, bo potrzebuje jeszcze na drugs te trzy grosze.
    Zobaczyły że nie ma tu co robić - ale na awizo był naskrobany adres! Głupi Benito wyskrobał swój własny adres! Zamiast napisać fałszywy, podał swój prawdziwy! Ulica Otolińska pięćdziesiąt pięć przez coś tam, "przez" było przekreślone i pomazane, ale Zuzanna od razu wiedziała że tylko jedna jest ulica Otolińska na całym świecie. Wsiadły do samolotu, prywatnego ultranowoczesnego szybkiego samolotu zostawionego im w poprzednim odcinku przez Mirco i natychmiast poleciały do Płocka.


*********************************************************************

    Lotnisko w Płocku mieści się na łące za Galerią gdzie nie ma żadnych niepotrzebnych bohomazów tylko same Wspaniałe Kapitalistyczne Rzeczy. Pękata i wypukła, przyciąga tubylczych obywateli którzy omijają pobliskie błonia (bo błoto), choć żyją tam żurawie i czaple i czasem lądują małe smukłe prywatne dżety z Kolumbii pełne prawie dorosłych panienek i paczuszek obklejonych taśmą.



    W mieście bardzo wiele się zmieniło. Region się zmodernizował, ubogacił w blachodachówkę i tuje. Zaraz po szóstej, gdy tylko wybrzmią dzwony, żwawo budzą się kosiarki. Zachęcone, dołączają spalinowe piły. W ekskluzywnych Podolszycach pojawiają się Ukrainki pomóc Państwu spakować do szkoły przyszłych Prawników i Właścicieli, a na Radziwiu babcie i dziadkowie po małych Przedsiębiorców i Mechaników. Popołudniami nawet w uboższych dzielnicach unosi się zapach startera do paliwa do grillów, na których za chwilę zaskwierczą kiełbasa i żeberka. Dokończono przedostatni, prawie 3-kilometrowy odcinek północnego fragmentu obwodnicy. Ksiądz Sz. z Archidiecezji wypowiedział przy tym kilka trafnych i mądrych uwag. "To wielka chwila. Mamy już jedne z najlepszych autostrad, mimo że sieć pozostawia trochę do życzenia". Ogłoszono nowe prawa uchwalone przez Parlament: O Podwyższonych Karach za Niemycie Samochodów i O Sikaniu Na Poboczu i Punktach za Brak Apteczki.

    Zdarzali się malkontenci. Jeden lewak naszczekał na internecie: "Życie ludzkie staje sie za bardzo hałaśliwe, za mało w nim spokoju dla ducha", co spotkało się ze zdecydowanym odporem prokuratora, "Niech tam, ale turkot pił zabezpieczających paliwo dla naszych pieców jest może lepszy od spokoju ateuszy bez duszy". Ustalono też że poproszony o opisanie sytuacji wypadkowej, nie potrafił opisać marek, modeli i koloru samochodów. Szok wywołały zeznania mechanika jak to nie chciał przyjechać "z rana" i jak źle dbał o samochód.
    Wprowadzono zakaz stania i nakaz przechodzenia, opłaty z automatu i brak zezwolenia. Ponadto ograniczono i uregulowano oraz wylegitymowano i zatrzymano. Komendant Jawnuta napomniał, podkreślił, zapobiegł i surowo przestrzegł. Z centrali nadeszły należne środki którymi eurokołchoz głuszył swoje pojałtańskie sumienie, więc postawiono przy udziale lokalnych przedsiębiorców wiele świateł czerwonych. Suweren powstał z kolan aby żyć i jeździć godnie, nie jak za bolszewii gdy tylko nomenklatura miała samochody za pozwoleniem Moskwy, a komuniści kazali jeść ludziom kwaszoną kapustę zamiast cytryn. Po ulicach kręciły się wielojęzyczne tłumy, dawno minęły czasy gdy obywatele barykadowali się w domach na widok Cygana, od tego teraz jest Straż Obywatelska. Miejscowe gazety wspominały nawet że Płock bywa niekiedy nazywany Wiedniem Północy, choć wciąż nieczęsto.

    Więc przybyli na festiwal Amerykanie na reprezentacyjnej ulicy Tumskiej grali folk i kantry i z daleka dobiegało "Bin haroteksa świlisisi O jebenabe renifery dałniu orlin" a zaproszeni na wykłady w katedrze Kiło i Kotoznawstwa Rosjanie komentowali "Pachochnost wjebana na blać chuclita waszy mjas", na co Francuzi pod nosem "Trędu pęotretułar" a Hiszpan pod rękę z Grekiem "Klaramanti kalako lapiniareskal sjendoles direlito tiwibrama profesjonal des putos". I tylko "Mister Szerstobitow, Pan Buś, Gaspadin Gimler, Mesje Czerczil, o dzin dobri pan Pilsudki Lomniki Grosiki how are ju łonderful tusiju" a wszyscy w drodze na festiwal.

    Na afiszu wieczór otwierała jutubowa sensacja Masłosojuz, za nimi na głównej scenie Stargard Fishing Enterprise 51 (deathmetalowcy z Danii) i Amish Gangbang z didżejem Madafaka; ale to atrakcje nocy: megazespół Rozpustny Staruszek i Kocoń spodziewany grubo po północy, ściągnęły entuzjastyczne tłumy. Niestety w ostatniej chwili wycofał się konkurencyjny Wścibski Starowina, wdany w fiut (z ang. feud) z Rozpustnym, a to przez to że jego solistka Rebekkah Patrykoliwia Skorupka, natchnienie jedenastolatek z całej Pustyni Mazowieckiej, szczególnie tych elitarnych, należących do Jednego Procenta Załadowania Baterii na Mądrofonie (bo mają dużo lajków i stale ktoś do nich dzwoni), dostała nerona. W dodatku od Wścibskiego odeszła basistka Straponella i założyła własną grupę Schludna Suka.

    Tylko w Marjocie zostało bez zmian. Wieżowiec upchany biednymi nie dostawał funduszów bo podobne do uchodźców dzieci roznoszą choroby, a w środkowej klatce mieszkali kociarze. Na dowód często przytaczano popularną wśród dziatwy piosenkę :
    ara wara kocia wiara
    kici miał, kici miał

    Miasto było pełne optymizmu. Na wiatach autobusowych cytaty: "Światowe media: Rośnie świadomość, że Polska jest graczem, z którym trzeba się liczyć." Władze nie wątpiły że wkrótce zaistnieje na mapie Unii co przyniesie obfitość wieżowców autorstwa Sera Fostera, przypominających rozmaite domowe przedmioty codziennego użytku lub opakowania środków czystości, te autentyczne z Niemiec. Powoli ale systematycznie, panorama patrzona od Oszana w stronę Podolszyc zaczęła wreszcie wyglądać zupełnie światowo, niczym w Dubaju czy u Turkmenbaszy pięknie nocą podświetlone, co z tego że jeden pseudoarchitekt szkalował że jak otwarte usta dziada z powybijanymi zębami. Nie załapał się na deweloperkę to teraz pluje. Jeden taki obiekt zaczęto nawet budować, w formie zmiętego opakowania bigmaka, adaptując ściągnięty z internetu szkic na szkołę dla niepełnosprawnych. Była już prawie gotowa, mimo opozycji obywateli protestujących przeciw dałnom i znajdom. Otwarciu zapobiegła interwencja proboszcza parafii Matki Św Smolnej z argumentem iż w sąsiedztwie mieszkają katolicy i może się zdarzyć że będzie musiał tamtędy przejść kapłan z Panem Bogiem.
    Zamiast tego przebudowano więc szkołę na żłobek. Ale zdarzyło się że szła nieopodal siostra z zakonu Dzieweczek Bosonogich Smoleńskich z Matką Boską i czart spowodował że poślizgnęła się roniąc Panienkę w błoto. Budowę uznano więc za nieczystą i przywalono kamieniem wielkim, na którym umieszczono drogowskaz do Sanktuarium w Krakowie, gdzie Dzban jeden, czyli stągiew, w której woda w Wino się przemieniła w Kanie Galilejskiej się znajduje, a żeby reszta parceli w takim trudzie dla zakonu od postkomuny odzyskana nie zmarnowała się, zamiast niemoralnego żłobka (bo żeby urodzić trzeba trzeć się najpierw i sparzyć) powstał bar ze sklepem alkohole 24 i z tyłu salon gry na automatach.

    Przyleciały późno wieczorem bo to daleko z Kolumbii i, proszę Pani, idą, skradają się i myślą sobie: ten dom musimy otoczyć. Jeśli nie otoczymy Otolińskiej, bandyta zobaczy z balkonu i natychmiast ucieknie kanałami, piwnicami, a tak to go mamy! Oliwia stanęła na jednym rogu przy piaskownicy, Lukrecja na drugim koło garaży, Nadia i Pati na 3-cim za śmietnikiem przed Milą i 4-tym przy przejściu do szkoły na Szopena, a Zuzanna z Julietą - iż znały ten dom jak własną pustą kieszeń - uformowały grupę szturmowo-bojową i ruszyły do ataku. Już prawie się wspięły po schodach gdy nagle Zuzannie błysnęła zbawienna myśl: przecież na balkonie zawsze przebywa niejaka Monika Delfin która nie wybiera się tam inaczej jak tylko uzbrojona w telefon i zapas papierosów. Pomyślały wziąć ją do pomocy.



    Postały chwilę pod balkonem i po paru minutach jak w zegarku ukazała się Monika D. Była wysoka i zgrabna choć lubiła skromnie się garbić, szczelnie owinięta we frotowy szlafrok. Stanęła na balkonie, w jednej ręce trzymała szluga, w drugiej następne już zapalone żeby nie tracić czasu odpalaniem jednego od drugiego. Miała baryłkę kawy, stała zamyślona i wzdychała do księżyca: "O mój ukochany gdzie jesteś gdzie jesteś, gdzie cię powiodły dalekie twoje drogi..".
    Źli ludzie ją czasem obmawiali i mówili że wszyscy są od czegoś uzależnieni, Monika od papierosów których wypaliła już w życiu ponad ćwierć miliona, ale głównie od wydawania wszystkim rozkazów i od narzekania że nikt jej nie słucha. Czasem wpadała do Wilczycy, nowej restauracji co niedawno zdetronizowała tę w hotelu Tumskim. Tam, przy mikroszaszłyku z avocado i serów, patrzyła z ironią jak w nowe pokolenie lasek wgapia się zarząd petrochemii i ich zagraniczni goście na delegacji z Baku, Houston, Kuwait City i Maracaibo. Niektóre czasem schodziły po wszystkim na śniadanie z modnych białek sadzonych, inne łapały ostatni autobus na Podolszyce.

(...)
    Zbliżyły się z czterech stron. Podniosły worek. Skrzynia była pusta.

    tu odcinek dwunasty się urywa, ale wiemy że w następnym odcinku dziewczynki uwolniły Mirka, a Benito uciekł.

    Odcinek ten jednak (trzynasty) został skradziony. Zachowała się jego przybliżona treść:

   Osaczony Benito w ostatniej chwili dotarł do pomnika wraka. Policja lubiła tam służyć zamiast biegać za przestępcami. Mieli też stamtąd niedaleko do "drabinki" jak popularnie nazywano wieżowiec Orlenu, w podziemiach którego był nieoficjalny black site dla lewaków.



    Kuchnia regionalna dla milenialsów: zwiedzić wszystkie Makdonaldy całego świata i opisać narodowe potrawy. I tak w Rosji południowej sałatka jest bardziej strzępiasta a majonezu więcej, za to w Ojstrelji dodają do szejków kolorowe sprinklersy.

    "Deweloperskie" systemy budowy "luksusowych apartamentów" w rozmaitych krajach:
    – arabskie : beton to mieszanina zmielonych krzaków, odchodów wielbłądzich, piasku i wody
    – polskie : cementowy płot w sekcjach, gotowy krużganek z Obi, blachodachówka i miejsce na tuje
    – amerykańskie : tubajfory, szytrak i sajding na kleju z kopyt i racic
    – latynoskie : blacha falista i rozdeptane beczki po ropie


******************************************************************

    Odcinek czternasty

    Dziewczynki gonią zbója po całym świecie.
    Odcinek ten został częściowo zeszredowany przez autora w nadziei (niespełnionej) że wzrośnie oglądalność i sprzedaż à la Banksy, tyle że nie miał kasy na mini shredder w każdej okładce, więc po prostu niektóre kartki podarł i dołączył do książki w torebce w formie konfetti. Liczył na to że rzesza fanek się skrałdfunduje i zabierze się do składania łamigłówki żeby odtworzyć każdy drogocenny przecinek, ale... umsonst…


******************************************************************

    – Mamy problem. Nie wiem jak powiedzieć... ale.. cała opowieść na nic... odkochałam się od Mirca.
    – Jak to? I dlaczego na nic?
    – Jakoś tak popatrzyłam na scianę i się odkochałam.
    – Co ci zrobił?
    – Nie to że zrobił... ale już się jakoś tak odkochałam. Ty nie rozumiesz kobiet.
    – Masz 13 lat!
    – musisz pozbyć się Mirca i cała opowieść na nic.
    – Jest taka funkcja w Wordzie, nazywa się search and replace. Wpiszemy jakieś inne imię i po krzyku.
    – Ale to zmieni fabułę i będziesz musiał pisać od nowa, bo dziewczyny nic nie wiedzą i Pati dalej mi go chce odbić i nie mogę jej mu go dać.
    – Takiego! Sklonujemy Mirco. Możemy nawiązać do już napisanych sekwencji i niech sobie go odbija ale sklonowanego, bo nad prawdziwym musisz pastwić się sama?
    – Ahm. Ale najpierw muszę go.. tego..
    – gdzie ci się tak z tym spieszy? Przecież się odkochałaś?
    – Mówiłeś sam żeby wyrzucić to z systemu, żeby móc się zająć bardziej pożytecznymi rzeczami, np. francuskim. Pozatem im prędzej go skonsumuję tym szybciej będę mogła podeptać jego uczucia. A raz słyszałam jak sam mówiłeś do telefonu że gdybyś miał dolara za każdą której nie chciało się entuzjazmem nadrabiać braków w wyszkoleniu..
    – Wiem dlaczego naprawdę się odkochałaś. Bo ci powiedział że sława męża pada na żonę jak światło słońca na ziemię. A gdyście się spotkali to usłyszał: "A waćpan Chrystusa wyznajesz czy-li też, bez urazy mówiąc, w sprośności żyjesz?"
    – Chroniona byłam przez Opatrzność bożą, której oko ustawicznie na pasterzów narodów i pomazańców bożych jest zwrócone.
    – W twojej głowie rzeczywistość miesza się z fantazją tworząc obrzydliwy koktajl ociekajacy seksem jak sobie małoletnia dziewica go wyobraża, z młodymi milionerami piosenkarzami pi-arowcami...
    – nie, pijarowcy to mama! A mnie teraz bardziej podoba się Zejn.
    – Zenek?
    – Zejn! Malik! On jest piosenkarzem. Mirco jest bardziej aktorem. Ale Zejn ma dziewczynę Vedię i ja jej go odbiorę. Mirco może zostać w rezerwie, ale Zejn musi być też dla mnie. Obaj. A ona niech cierpi.
    – Nie wystarczy samemu być szczęśliwym, trzeba jeszcze by nieszczęśliwi byli inni?
    – Nie!... to znaczy, może? Ciągle mnie konfudujesz. Napiszę kiedyś krytykę twojego brudnego rozumu i cały świat zamknie przed tobą drzwi.
    – Nie kantuj, Rain Woman. Niechby więc Mirco pojedynkował się z Zejnem, to co im wystaje by sobie poodrąbywali i z dwóch byś jednego skleiła. Z dwiema głowami byłby jak smok, z jedna głową byś się mogła całować, a druga głowa by ci mogła, wiesz, też się przydać..
    – lecz się!
    – mnie się wydaje że to jest dobry pomysł. A i tak Paszcza to jest to z czym na stare lata wylądujesz. Paszcza jest ci przeznaczona. Ludzie czasem cały świat przejadą.. całe życie... potem wracają do swojej wioski z tekturową walizką, a tam już na nich czeka narzeczona z przed 50 lat, taka staruszka posiwiała.. a w twoim przypadku to będzie stara pomarszczona Paszcza, wyschnięta trochę.. Widziałaś kiedyś zwłoki żaby? Wysuszone? Jak straci tę wodę którą jest cała napęczniała, czy napęcznięta się mówi, to wtedy zostaje taki ten..
    – Nie, bo to obrzydliwe.
    – Ty ją uratujesz. Wsadzisz ją do kałuży, nabierze w siebie wody i błota i napęcznieje i odmłodnieje i będzie znała takie cudowne zaklęcie żebyś ty też odmłodniała i będziecie żyć razem szczęśliwie do końca.
    – Pogarsza ci się. Idź do lekarza.
    – Lekarze teraz zajęci są Roną. Wszystkich specjalności, nawet emerytowani. Którego wolisz od pasa w górę, a którego w dół? Mirco?
    – Nie. Obydwu jednakowo.
    – Ale jakbyś musiała wybierać?
    – Nie będę wybierać, jesteś nienormalny.
    – Wmiesza się w to jeszcze ta Wedia i też jej sie oberwie. Na pobojowisku zostanie kupa szczątków i strzępów ludzkich i z tego się zbuduje jednego osobnika płci obydwóch. Tej Vedii kawałki weźmie się i tak się skonstruuje żeby nie trzeba było potem mówić "raz dziewczynka raz chlopaczek".
    – Co ty masz do Vedii?
    – Bo jak widzę te imiona idiotyczne co je wymyślasz..
    – To nie jest Vedia Malik tylko Vedia Parker!
    – Wszystkie są identyczne: wargi odęte jakby w nie ktoś piąchą przywalił, wytrzeszczone wybałuszone oczy jak po solidnym uderzeniu patelnią w łeb, ten sam pusty wyraz twarzy i brwi węglem pojechane po całości jako płoche czynią.


******************************************************************

    Odcinek piętnasty

   
    Z powrotem do Kolumbii. Na Amazonce.

    – Stanęło na tym że lecieli samolotem do Kolumbii i on myślał żeby się sko..lonować..
    – Aha żeby się sklonować... no więc przyszedł do Zuzanny dlatego że była znaną piosenkarką i tancerką, literatką, poetką oraz filmowcem-scenarzystką, i jeszcze oprócz tego naukowcem, bardzo dobrze zna biologię, historię, geografię - jak była mała, jej tata codziennie wypytywał ją o geografię i potrafiła nazwać wszystkie kraje między Grenlandią a Patagonią... tak?
    – mhm
    – a jakie są te kraje, jeszcze raz? zaczynając od góry i idąc na południe..
    – Kanada... potem było.. no... aa... Ameryka, potem... takie... ten kraj na N... Meksyk.. potem taki półokrąg, plasterek.. Pa..loma.. Kostaryka, i inne tam co już nie pamiętam, i potem jest na dół Kolumbia i dalej to nie wiem.
    – i dalej Brazylia, Argenty...
    – tyna .. a po drugiej stronie tego morza, wielkiego takiego, zapomniałam jak mu jest, to jest Japonia albo Chiny za wyspą z plastiku. A jeszcze jedno, w Japonii kwitną takie duże kwiaty jak wiśnie.
    – więc dalej.. Zuzanna znała się na nauce, wiedziała co to jest Einstein...
    – aa.. Einstein.. taki najmądrzejszy człowiek.
    – .. wiedziała co to jest teoria względnosci...
    – .. czasem mama mówi do mnie "mały ajnsztajnie" czyli bardzo mądra, jak Ajnsztajn.. jestem bardzo madrą osobą.
    – A wiesz co to jest sarkazm ?
    – Tak, wiem.. takie gadanie, specjalnie żeby dokuczyć niby dla żartu w zabawie. Tyle że mama mnie uczyła że jak nie masz nic dobrego do powiedzenia to nie mów nic. A ty stale szydzisz z dziecka zamiast je czasem pochwalić. Ładną mam fryzurę?
    – Ale Schopenhauer uczył że komplementy są jak fałszywe banknoty i kto je szczodrze rozdaje, ten nic nie traci. Chcesz parę?
    – On by tak nie mówił bo komponował cały czas. A ja jestem w klatce której pilnują rodzice. Jak tylko skończę 18 to wychodzę za mąż za bogatego faceta.
    – Wolność to nie jest przejście z jednej klatki do innej, której będzie pilnował mąż. Ja nie mam nic przeciwko temu. Cyganki i Elwisy żenią się w wieku lat dwunastu, dam ci nawet posag, worek sieczki i kulawe dwie owieczki. Będziesz własnością Jareda lub Kadiego jak koza lub koszula i nie licz na pomoc moją lub milicji jak będziesz wiać przez okno od ukochanego. Ale z tymi konstelacjami świeżo wycisniętych syfków na czole małźeństwo ci nie grozi, chyba lewe, żeby cię potem dalej odsprzedać. Lepiej trzymaj się Pati, jedźcie do jakiegoś liberalnego kraju. "Sprechen Sie Deutsch?" - zapytał niemiecki urzędnik panie Pati i Suzi jak wystapiły o licencję na małżeństwo. "Ja, Ich kann nicht. Ausweis bitte!" - odpowiedziały chórem dziewczynki.
    – Ha ha ha. Bardzo śmieszne. Pozatem to nie ty tylko pan Warchał.
    – Oburzone że szwabisko nie zna chrześcijańskiego języka, Pati i Suzi pojechały do Anglii. "Do you speak English?" - spytał facet z Immigration. "Yes, we don't" odpowiedziały polskie rusałki. Oburzone że glupi Angol nie umie wyrazić się po katolicku, pojechały do Kolumbii. "Habla usted espanol?"- etc.
    – Si, yo hablo espanol. Yes, I speak English. Ja, Ich spreche Deutsch. To wersja realistyczna.
    – "Help", "Hilfe", "Spasi Christu" - to wersja rzeczywista.
    Już bez żadnego sarkazmu Mirko zapytał Zuzannę czy uważa że to dobry plan? Wszystkie dziewczynki będą zadowolone, będzie im się wydawało że każda otrzyma swojego Mirka, a mało tego, sklonowanych Mirków można obdarzyć ukierunkowanymi cechami, na przykład ten co by był dla Patrycji to by się tylko interesował całowaniem i sekstowaniem, ten dla Lukrecji by się bardzo bardzo bardzo interesował jazdą konną, ten dla Nadii... czym? Co ta Nadia lubiła?
    – Muzykę..
    – tak tak, muzykę... okaz dla Julii mniej utalentowany ale dobrze pływa i nigdy nie pije, klon dla Oliwii zajmowałby się kuchnią, chodziliby tylko po restauracjach, jedli różne pyszne rzeczy, tak?
    – Tak!
    – Ale istnieją też niebezpieczeństwa. Kiedyś jedna moja znajoma laska się sklonowała. Zapytałem czy mam jej pokazać na klonie co bym zrobił z oryginałem. Źle sie skończyło, tak samo jak trójki z udziałem girlfriend zawsze się źle kończą..
    – Co, dała ci w twarz?
    – Nie, przyglądała się z zainteresowaniem, a potem mnie obmawiała na mieście. Wszystko jej było nie tak.
    – A czemu te trójki się żle kończą?
    – Zwykle to jest jakaś tam koleżanka lub wizytantka jednorazowa z innego miasta. GF partycypuje tylko po to żeby cię wypróbować. Nieważne że sama to naraiła, spróbuj się dotknąć tej drugiej..
    – Ultymatywna próba wierności, ja to rozumiem..
    – Kiedyś uszczęśliwisz jakiegoś biedaka, nie mam wątpliwości. Dziś za karę pozmywasz naczynia.
    – Ogarnij się! Mów że dla Zuzanny to Mirko prawdziwy ma być, a inne niech mają te klony z plastiku.
    – Oczywiście. A więc Mirco mówi: ten dla Zuzanny byłby tym prawdziwym, jedynym.. Autentyczny, stuprocentowy. To jak, będą robić czy nie te klonowania?
    – Zuzanna właśnie tego nie chciała, tylko tak powiedziała: nie chcę, muszę poczytać książkę i spać, dobranoc!
    – No i poszła spać, sprawa dalej nie rozwiązana, pomysł Mirko nie został zakceptowany przez Zuzannę, a każde słowo Zuzanny w jej mniemaniu powinna być święte dla Mirka, ma być zakochany, co by Zuzanna nie powiedziała, on ma wykonać, nawet jakby kazała mu skoczyć gdzieś do wody pełnej krokodyli.

    Mirko wzruszył ramionami, co miał zrobić? Kobiety nikt nie jest w stanie zrozumieć, on myślał że ona chce dobrze dla wszystkich koleżanek, a okazało się że Zuzanna chce Mirka tylko dla siebie, żadnych jego kopii nie, więc Mirko wymyślił jeszcze jeden pomysł. Żeby tym koleżankom chociaż cokolwiek zostało, to podaruje im rozmaite części swojej garderoby. Na przykład: jednej kapelusz, drugiej spodnie, trzeciej buty, czwartej gacie swoje, piątej drugie gacie, takie co z kosza już miały iść do prania, a dla Zuzanny cały Mirko zostanie, co prawda pozbawiony garderoby, goły, ale autentyczny. Ale Zuzanna już spała, więc nie mógł jej tego pomysłu przedstawić.
    – Ale powiedziała mu że ma się zachowywać jak normalny człowiek, przyzwoicie, no i poszła spać.
    – I poszła spać. Samolot leciał i leciał, dziewczynki śniły sobie różne sny. Marzyły o tym jakie będą jak dorosną. Oliwia pozna księcia z Lagos przez emaila i będzie czekać aż odwrotnym przekazem przeleje jej z powrotem szesnaście milionów na bilet i drobne zakupy. Nadia na razie popracuje w sklepie z winem "Romani-Disconti" jako kiperka na zapleczu gdzie przelewa się tanią wódkę do butelek po Stoli. Ambitna akwanautka Julia zatknęła polską banderę na Wyspie Plastiku na Pacyfiku, teraz czeka na nominację na jej gubernatora od Pana Prezydenta. Zuzanna marzy o Ibizie na osiemnastkę, jak już starzy będą musieli się odczepić, ale jeszcze z rozpędu będą dawać kasę.

    W końcu wylądowali w Bogocie, która jak wiemy jest stolicą Kolumbii.. prawda to?
    – mhm
    – i leży w środku samym Kolumbii. Gdy wylądowali, jak w każdym serialu polsko-amerykańskim, było bardzo dużo wsiadania i wysiadania z samochodów, łapania za klamki, otwierania drzwi, zamykania drzwi, lokajów, schodów, wchodzenia po schodach, schodzenia po schodach i znowu otwieranie i zamykanie drzwi, itd. co połowę co najmniej odcinka każdego zajmuje. No ale jak już to wszystko zostało pozamykane, pootwierane, powchodzone, i jeszcze raz pozamykane i pootwierane i zeschodzone, to przyszła pora na śniadanie.
    – w samolocie to już było...
    – ale drugą główną cechą każdego serialu polsko-kolumbijskiego jest to że nieustannie ktoś coś je. Albo jest to śniadanie, albo drugie śniadanie, albo trzecie śniadanie, albo lunch, albo..
    – dobra, już nic nie mów..
    – .. albo obiad, potem jest podwiecz...
    – Mów odcinek!
    – Ok, więc zasiadły przy śniadaniu i podjęta została decyzja gdzie jadą. Zaraz.. gdzie już były? Atlantyk.. w górach też, więc jeszcze pozostało dorzecze Amazonki na południu Kolumbii, co prawda większość dorzecza Amazonki to Brazylia, ale tam ich kawałek też jest.
    – jeszcze są dżungle...
    – To właśnie Amazonia. Najpierw dolecieli do miasteczka Leticia, skąd blisko do Brazylii i Peru, a potem, ponieważ po Amazonce najlepiej poruszać się łódkami, tam nie ma dróg w ogóle, wynajęli jedną dużą łódź, z kapitanem, bosmanem i załogą, i mniejszą łódkę do dopływania do brzegu tam i z powrotem i puścili się w wyprawę. W dorzeczu Amazonki jest bardzo gorąco i wilgotno, często leje, dużo owadów..
    – krokodyli...
    – są piranie...
    – są różowe delfiny nawet...
    – różowawe.. żyją w słodkiej wodzie. Podobno zabijanie ich przynosi pecha, ale dać się im oczarować jeszcze większego. Miejscowi przysiegają że czasem przybierają one postać kuszącej syreny i wabią do wody młodych chłopców, którzy potem gdzieś znikają na zawsze. To nie są do końca stuprocentowe delfiny, które żyją w słonej wodzie, to taki kuzyn delfina, nazywa się delfin słodkowodny, jak Monika Delfin, która też bywa różowa, zwłaszcza po kąpieli. Było tam dużo moskitów, komarów, więc ich łódka była przykryta siateczką.
    – a też są takie jadowite owady które gryzą..
    – .. i miliony rozmaitych owadów. Dżungla amazońska jest pozornie dosyć przyjazna dla człowieka, może i bardziej niż na przykład takie lasy w Polsce ponure, gdzie jakieś wilki i wilkołaki mogą żyć, a dżungla amazońska pachnie jak ogród botaniczny, wszystkie te rododendrony i inne rośliny co ty znasz w ogrodzie botanicznym stamtąd są. Dżungla bardzo ładnie pachnie. Po drugie nie ma zwłok zalegających i rozkładających się w które można wdepnąć, tyle tam rozmaitych żyjątek, że cokolwiek padnie jest od razu zjedzone przez coś innego. Nie ma, jak w lasach Europy, cuchnących mokradeł, gdzie Paszcze czyhają. Jest czysto i przyjemnie jeśli nie liczyć węży i owadów wielkości talerzy. Najwięcej dzieje się w koronach drzew, tam żyje masa rozmaitych zwierzątek, są porobione kładki do chodzenia, ale porobione z desek, sznurków itd, więc większość się boi na to wejść. Na szczęście jest taki specjalny napój, Hayahuazca czy coś takiego, co pomaga pokonać lęk przestrzeni, i wtedy się wchodzi. Co prawda, niestety, wpływ tego Hujsco kończy się po jakimś czasie i wtedy problem jest z zejściem. Wszyscy się kurczowo trzymają liny i nikt nie chce zchodzić na dół, a dwie lub trzy osoby w grupie które nie mają lęku przestrzeni zachęcają: "chodź, nie bój się, nic ci nie będzie to tylko dzieścia metrów", a tamci "nie niee, niee! nigdzie nie idę! tu zostaję".

    A więc chodziły sobie dziewczynki po tych kładkach, oglądały leniwce... Leniwiec to zwierzątko które bardzo Zuzannie się podobało ze względu na cechy swojego charakteru, dość podobne do cech charakteru Zuzanny, czyli generalnie, po pierwsze nie robić nic, po drugie jak już coś wcześniej zostało przełożone na dzisiaj nie zapomnieć przełożyć na pojutrze i zwalić na kogoś innego, a z pojutrza przełożyć na zaś, i to są cztery główne zasady którymi kierują się leniwce w swoim życiu. Jeszcze nigdy na tym źle nie wyszły.
    Następnie, leniwce jedzą liście. Liście rosną tam gdzie one mieszkają, więc nie trzeba się przemieszczać. Wystarczy ruszyć głową w lewo, jak już zjedzą wszystkie liście po lewej, ruszają głową trochę w prawo, jak zjedzą przesuwają się o 20 cm, i powtarzają. Oszczędzają w ten sposób ogromne sumy na kosztach transportu żywności i nie są zależne od wahań kursu baryłki ropy czy od strajku kolejarzy. Często robią gęste zdrowe kupy i generalnie prowadzą życie beztroskie i wesołe. Nie potrzebują nigdzie się spieszyć, nie mają za wiele spraw do załatwienia, żyją jakby świat miał się jutro skończyć i nie warto się niczym przejmować. Odwrotną stroną medalu jest wysoka zapadalność na narkolepsję, często z poważnymi skutkami, jak gdy pominą posiłek lub zasną podczas seksu. Zuzannie się podobał bardzo leniwiec jeden taki, czarny, nazwała go w myślach "Spożywczy", James Spożywczy. Inne dziewczynki miały swoje ulubione ptaki. Patrycji najbardziej przypadła do gustu papuga, kolorowa i skrzecząca, co odzwierciedlało trochę charakter Pati. Nadia lubiła ptaszki które robiły ładną muzykę, Oliwia wolała kuliste jagody..
    – a Lukrecja tapiry.. Julieta lubiła pływać!
    – Pływać. Z tym było gorzej bo w dżungli nie ma gdzie za bardzo pływać, a w Amazonce jest niebezpiecznie ze względu na piranie. Oprócz tego żyje tam inna rybka, długa i wąska, i to jest powód dla którego Mirco nie chciał wchodzić do Amazonki, rybka ma taki podły zwyczaj, że wkręca się i włazi w dziurkę od siusiaka i tam sobie robi mieszkanie i potem okropne rzeczy się dzieją posiadaczowi tego siusiaka. Siusiak rośnie do ogromnych rozmiarów, nie mieści się w spodniach, stwarza problemy..
    – nie ma czegoś takiego!
    – Jest takie!
    – Czy przydarzyło sie komuś coś takiego? Naprawdę urośnie potem do ogromnych rozmiarów?
    – Tak, i potem nie wiedzą co ze sobą zrobić, ciężko im chodzić, niektórzy z tym jadą do Doliny koło Hollywood próbować w filmach, ale inni muszą tu żyć.
    – Tomek, a jak może być duży? no ten.. ten
    – Ten siusiak zogromniały? Relatywnie duży. Wiesz co to znaczy relatywnie?
    – w odniesieniu do innych... a te ryby też są niebezpieczne dla dziewczyn?
    – Nie, tylko dla chłopaków. Dla dziewczyn niebezpieczne są piranie, bo one bez żadnej różnicy gustują w mięsie dziewczyn jak i chłopców, a jak poczują choć kroplę krwi to zlatują całym wielkim ogromnym stadem, bywa ich pięć, dziesięć tysięcy i wtedy potrafią ogołocić ze skóry i mięsa w 10 sekund i tylko kościotrup zostaje co wciąż przez chwilę wierzga rękami, nogami.
    – Obojętne im jakie mięso?
    – Dokładnie nie wiadomo, choć uczeni przypuszczają że mięso młodych dziewczynek smakuje im najlepiej, potem młodych chłopaczków lub rzemieślników. Staruchy i starcy są jadani niechętnie ale za to szybciej jak fastfudy, bo tu już na dzień dobry sama skóra i kości. I tak sobie chodziły po tym lesie, wąchały..
    – słuchaj, ale jeszcze jedno.. Czy ty kiedyś widziałeś taką rybę?
    – piranię?
    – niee.. tą taką co się wkręca?
    – nie, inaczej by mnie przeważało na lewo. Możemy ją zguglować i zobaczyć.
    – a jak ona wygląda?
    – długa i podłużna. I cieńka.
    – i ona może wejść? A czemu jak ona tam wejdzie to się powiększa?
    – Zaczyna się tam kręcić, wiercić i rozpychać.. to jest tak jakbyś sobie wbiła w palec drzazgę i ta drzazga zaczęła się rozszerzać jak balon.. palec spuchnie i zrobi się ogromny.. i wtedy nie mogłabyś nikogo wskazać palcem, na przykład dla potrzeb milicji. Ma to może swoje zalety, bo wskazywanie palcem jest nieuprzejme i niegrzeczne, nawet na przestępców i wrogów ustroju. Ale wskazywanie siusiakiem jest jeszcze gorsze.. bo życie jest krótkie i full of zasadzkas..
    – Co to znaczy?
    – Pełno zasadzkas. Na każdym kroku czai się zasadzka. Trzeba bardzo uważać.
    – A Mirco im mówił że jest taka ryba? I dlatego nie chciały iść do wody?
    – Tak. Mówił, czekajcie na odpowiednią porę miesiaca. Mirco miał jeszcze jeden sekret ogromny, z którego się nikomu nie zwierzał, mianowicie zanim zostal wielkim śpiewakiem, artystą ogólnoświatowym, to wcześniej był małym złodziejaszkiem i rozbójnikiem. Z tego powodu znalazł się w więzieniu i tam na plecach koledzy wytatuowali mu taki slogan, takie motto: "więzienie jest piekłem". Wielkimi literami! Całe plecy miał w tym tatuażu. Potem jak był już starszy i bogatszy, próbował ten tatuaż usunąć ale ślady zostały, i dlatego się nigdy nie rozbierał na plaży i nie pokazywał swoich gołych pleców.
    – Nie! Nie było czegoś takiego! Przecież już się kąpali na Karaibach!
    – Ale Mirco zawsze w jakiejś koszulce był...
    – Ale nie, bo pamiętam też jak opowiadałeś że Zuzanna go zawiozła do doktora jak Mirkowi się wbił kleszcz na Karaibach to Zuzanna mu go z pleców wy-ru-go-wała.
    – Było coś takiego? Na pewno? Czy teraz to wymyśliłaś?
    – Było!
    – Jak było to było choć mi się wydaje że teraz troszeczkę koloryzujesz, żeby Mirco był bez skazy..
    – Nie, było coś takiego. Było!
    – No dobra. Zapomnijmy o tatuażu, chociaż.. taki tajemniczy sekret z życia Mirco byłby bardzo dobry dla naszej opowieści.. ale skoro ma być taki super-święty..
    – Wymyśl jakiś inny sekret.
    – Jaki?
    – Nie wiem. To ty opowiadasz.
    – Na przykład... taki.. że.. Mirco... w młodości.. niechcący... zjadł własną siostrę?!
    – Nieee!! To niemożliwe!
    – .. przez przypadek otworzył lodówkę, a jego siostra bardzo lubiła zimne klimaty i chciała zawsze jechać na Antarktydę, ale rodzice Mirka byli biedni i nie mogli sobie pozwolić.. więc siostra Mirco, młodsza dużo, siadywała w lodówce, obkładała się lodami i wyobrażała sobie Antarktydę. Mirco w środku nocy zgłodniał, otworzył lodówkę i bez patrzenia sięgnął... i schrupał… swoją własną malutką siostrzyczkę... poszło potem na rachunek kota..
    – Nie!!
    – Nie to nie, jakiś sekret dla Mirka wymyślimy później. Na razie wracamy do przechadzki dziewczynek w dżungli, jak zawsze kultywujących swoje tradycyjne ulubione rozmowy o ubraniach, o kotkach pieskach i o tym co która lubi i czego nie lubi.
    – Tak. Co dalej?
    – Tradycyjnie wymieniwszy się spostrzeżeniami, i o nie wzbogacone, wracają na statek. Tam tradycyjnie czeka zastawiony stół szczodrym wyborem dań, i szampańskie, bo dziewczynki polubiły, jest takie powiedzienie kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, a one stale dużo ryzykowały, wciąż podróżując to tu to tam i narażając się na pogonie, więc odwróciły przysłowie i mawiały "ten kto ryzykuje musi pić szampana". Piły tylko najlepsze, francuskie oczywiście bo nie ma innych, takie jak Cristal czy Dom i tylko z dobrych roczników. Nigdy nie piły wina musującego które udaje szampana, to byłoby poniżej ich godności człowieka i obywatela.
    – Co to jest wino musujące?
    – Jest to wino zrobione podobną metodą co szampan, ale w innych regionach, z gorszej winorośli, tańszej, nigdy takie dobre jak szampan nie jest, ale czasem można podać gościom drugiej świeżości co się nie znają. Dużo ich sprzedawano pod Rumuńskim Dyskontem, w bramie.
    – Jest taki sok tam dla dzieci w sklepie, tak musuje ale ja go nie lubię...
    – ale jak sama wskazuje nazwa "szampan dla dzieci" to oksymoron.
    – dzieci nie mogą pić alkoholu bo mogłyby nawet umrzeć..
    – co mogą?
    – umrzeć.
    – myślisz że dziecko co wypije kieliszek szampana od razu umrze?
    – no.. sorry, ale może bardzo poważnie się rozchorować. Organizm dziecka nie jest do tego przyzwyczajony. A co gdybyś ty był bobasem i nagle ktoś ci wtyka do ust zamiast mleczka takiego szampana?
    – Szampana? pomyślałbym, o kurczę, ale mi się udało w życiu skoro od małego mnie karmią szampanem.. Lepiej wróćmy do opowieści.. Śniadanie. Te śniadania coś są wyjątkowo wielkie i częste, nie?
    – ja lubię te kulki.
    – Nie zawsze są. Naturalnie, w podróży trzeba się dostosować.
    – w Australii noga kangura w liściach eukaliptusa...



    – w Kastylii jamón ibérico de bellota, a w Meksyku chapulines, to taki mrówkoburger
    – mrówki? beee ..
    – Nigdy nie lekceważ mrówek. Przodkiem Myrmidonów, towarzyszy Achillesa w wojnie trojańskiej, był tessalski król Myrmidon, syn Zeusa i Eurymedusy, księżniczki Fytii. Eurymedusa zaszła w ciążę kiedy została uwiedziona przez Zeusa w formie mrówki, stąd imię ich syna, Myrmidon, z greckiego "myrmex" co oznacza mrówkę.
    – to niby mrówki jej wlazły?
    – Jedna. Zwykła mała jedna mróweczka. Mała bohaterka. Niech to będzie nauką dla zgorzkniałej młodzieży która "nic nie może" bo jej starzy blokują kariery.
    – To nieprawda, znowu fałszujesz historię. Naprawdę było tak, że straszliwa plaga wybiła ludność wyspy Egina. Za dewastującą plagę odpowiedzialna była Hera, zazdrosna że jej mąż Zeus nazwał wyspę za swoją kochanką, nimfą Aeginą. Król Ajakos z Eginy modlił się do Zeusa aby zaludnił wyspę, a Zeus odpowiedział błyskawicą, którą Ajakos zrozumiał jako afirmację od bogów.
    – omajgad, Zuzanno! Twoja erudycja nie jest wcale w charakterze tej opowieści. W ogóle nie pasuje..
    – Ja czytam bardzo uważnie, już dawno na przykład wydedukowałam że książę Myszkin z Rogożynem jechali pociągiem 27 listopada 1868 roku, we środę, a według gregoriańskiego kalendarza to było w grudniu, dziewiątego. A książę urodził się w czerwcu 1842. Tego nie wiedziałeś bo czytasz po łebkach i tylko po to żeby zaimponować innym, a nie z wewnętrznej potrzeby, jak ja.
    – A skąd to wszystko wiesz ? Było gdzieś wspomniane?
    – Jak by było to bym nie mówiła. W y d e d u k o wałam. Na wstepie wiemy że była to listopadowa noc, "w słotę". Potem generałowa pytała córki jaki dziś mamy dzień i wyszło że środa, a jeszcze dalej że 27. Szybki gugiel i środa 27. X, bo tak się prawidłowo pisze, z rzymską cyfrą na oznaczenie miesiąca i z kropką po dniu, a bez kropki po rzymskim miesiącu, a nie żadne 4/5 albo 04/05 jak debile, co nie wiadomo w ogóle co znaczy, jedni piszą najpierw dzień, inni miesiąc... A więc środa 27. X to albo 1868 albo 1863, ale wiemy że Dostojewski publikował książkę w 1868 i 9, a w roku 1863 nawet nie był jeszcze w Szwajcarii. A rozdział w Pawłowsku dzieje się w czerwcu i książę ma urodziny i pije szampańskie. Q.E.D. Dawaj mi stówę!
    – .. Mm.. masz. Ale tu w wikipedii pisze że on chyba był w Szwajcarii w 1863?
    – No to co? Nie mówi się że pisze, tylko stoi albo jest napisane. Zaczął pisać w Genewie w 1868 właśnie, a po co pisać co było 5 lat temu i musieć zmieniać realia, ubrania, bo inna moda i inne modele aut i wszystko, nawet jeśli kolej relacji Berlin - Petersburg oddano w 1862. Każdy wie takie rzeczy!
    – Stop!!!! Co tu się dzieje?! Nie znasz łaciny! Nie wiesz co to q.e.d.!! To nie jest z tej opowieści!!!
    – Jest! Sio! Poza tem umiem pięknie tańczyć i śpiewać! I każdy wie że Brad Pitt jest najpiekniejszy!
    – to już nie Mirco? Brad ma 60 lat..
    – Nieprawda! Pod Troją nie miał żadne tyle!
    – ja też mam zdjęcie z przed matury, choć niby jestem prastary.




    – Cha cha, ty i Brad.. on ma piękne włosy a ty masz wielki nochal!
    – Włosy kędzierzawe prętkiego ołysienia są znakiem, dla suchości głowy, a nos długi znaczy bystrość odoru. Mały: nikczemność, podły umysł i słaby odór.
    – Cicho! Następnie Ajakos widzi kolonię mrówek pokrywającą drzewo, więc prosi o tak wielu ludzi, ile jest tam mrówek. W nocy Ajakos ma sen że mrówki spadają z drzewa na ziemię i przemieniają się w ludzi. Kiedy rano budzi się, dowiaduje się że jego wyspa została ponownie zaludniona i że jego modlitwy zostały odebrane. Nazywa tych ludzi Myrmidionami, od słowa myrmex (μύρμηξ), które rzeczywiście oznacza mrówkę bo sprawdziłam!
    – Nie wiem co odrzec, zatkało mnie..
    – Nareszcie! Teraz zatańczę a ty będziesz klaskał i prosił o więcej!
    – Czy mogę zamiast tego dać ci 4 dychy? Twoje tańcowanie jest smutnym skutkiem tragicznego braku Murzynów w Polsce, a twoje śpiewanie, pomijając brak takich niezbędnych elementów jak głos, słuch i rytm, mimo że są, przyznajmy, mniej ważne niż attitude i creds..
    – Co to te kredy?
    – Street credibility czyli wiarygodność uliczna.
    – Po co to?
    – Ważniejsze nawet niż wygląd i fryzura. Ludzie są okrutni. Brak kredu zabija bez litości, nieważne czy jesteś subtelnym poetą jak Nero, czy grasz dobrze na tubie, jak gorzej ubrany brat B.B.Kinga, LeBaron. Kiedyś było inaczej. Dziś sto tysięcy biedaków gapi się na kilkunastu multimilionerów biegających z piłką, odwrotnie jak dawniej, gdy chorzy na suchoty Chopin lub Mozart zabawiali bogaczy.
    – Ja to mam?
    – Masz. Urodziłaś się na Sałsajd w Chicago, twój ojciec pochodzi z najbardziej hardkorowego getta w Europie wschodniej, z Nowej Huty, a mama z Międzytorza, z kawałka za Mariotem a przed składem złomu. Pamiętaj jednak że łatwo to stracić. Zacznij tylko wpłacać na konto emerytalne, udzielać porad w tiwi lub brać udział w wyborach.. Nawet Johhny Rotten coś tam reklamował, choć dopiero po czterdziestce i zmuszony głodem.
    – W dodatku mam piękne włosy. Wszyscy chłopcy za mną chodzą żebym im stale coś tłumaczyła z angielskiego na hiszpański, albo żeby mi coś pokazać.
    – 11 to nowe trzynaście, więc może czas żebyś dowiedziała się paru rzeczy o chłopcach..
    – już mama mi mówiła i przestrzegała że chłopcy do trzydziestki chcą tylko jednego..
    – trzymaj się też z daleka od 30 do 59. Najlepsi są po sześćdziesiątce, łatwo ich w razie czego przewrócić i łatwo na nich zarobić, za proste chodzenie w prężnych podskokach dookoła stołu nawet kaszalot może otrzymać kosztowne prezenty.
    – mnie i tak wszyscy służą bo jestem piękną blondynką!
    – Sza-tyn-ką. Jesteś z gatunku Rusałki wschodnioeuropejskie, wersja buraczana (ciemne), choć jest też pszenna (pseudo-blond). Zachowałaś na szczęście niebieskie oczęta, ale pogódź się z faktem że nie jesteś blondynką i przez to stoisz znacznie niżej w hierarchii gatunkowej niż choćby twój nordycki tata. Tak będzie lepiej dla ciebie. Przestań się oszukiwać, ciemna kobiecino.
    – A ty nigdy nie wygrasz w loterię bo masz pecha i stale jesteś bez kasy.
    – Będę miał jak mi farbowane blondynki zaczną płacić licensing fee. Cieszcie się że Niemcy przegrały wojnę bo za sam wygląd byłbym dla was nordyckim półbogiem nie potrzebującym żadnej "kasy". Oprócz tego, jakiego pecha?
    – Spójrz na swoje życie. Gdyby Bóg chciał ci pomóc, to by cię nie wplątał w nieudane malżeństwo gdzieś tam kiedyś. A ile lat spędziłeś w sądzie? 20?
    – to może teraz mi wynagrodzi?
    – once a victim, always a victim, jak mawiała Nastasja Kinski.
    – Znowu coś się pokiełbasiło w tym dialogu. Nie wiesz kto to Nastasja i nie znasz angielskiego.
    – Wiem, przeczytałam bo mam tak na trzecie imię. A ty wiesz kto to jest Camila Cabello?
    – Jakiś kaszalot? Wróćmy do opowieści bo kręci mi się w głowie..
    – zaraz zaraz, za erudycję chciałabym jakąś nagrodę!
    – nagrodą jest brak kary.

    poniższe można pominąć jeśli nie jest się masochistą zainteresowantym co mieszka w łepetynach 13-latek.



    Więc śniadanie było skromne, składało się z sałatki i koziego serka, sałata to było trochę trawy i liści nazbieranych w rowie, a kozi ser zakupiony w pobliskim sklepiku od Indian którzy go wytwarzali jako kooperatywa w znikomych ilościach na własne potrzeby, mieli jedną kozę a ich siedemnastu, więc nadwyżki sera nie mieli, ale musieli trochę sprzedać bo potrzebne im były naboje. Po śniadaniu zaczęły się lekkie flirty..
    – jakie lekkie flirty?
    – zalecanki, uśmieszki, zaloty małe.. Kotku ale ja mam jedno pytanie jako scenarzysta: to już pięćdziesiąty raz to samo i nic się to w ogóle nie posuwa do przodu. Czy moglibyśmy już pokończyć te wątki miłosne i wreszcie pożenić to całe towarzystwo a reszta niech zdycha z zazdrości?
    – Nie.
    – To tak długo jeszcze będziemy?
    – Do końca!
    – Przecież z tych cielęcych flirtów nic nie wynika.
    – To są flirty bo mają dopiero osiemnaście lat.
    – Osiemnaście, więc są pełnoletnie! Sama powiedziałaś że jak ci wszystkie rzeczy urosną do odpowiednich rozmiarów to będziesz robić wyłącznie to ci się żywnie spodoba, łącznie z brzydkimi rzeczami. Twoje własne słowa.
    – Niee. Moze być tak że.. no.. no.. nie wiem.. Bałwan!
    – W ogóle się więcej nie odzywam. Tak się nie mówi do starszych.
    – bo jak tak można..
    – Powiedz mi w końcu jakie ma być rozwiązanie tej całej intrygi, tego serialu, bo w nieskończoność ten Mirco z tymi pięcioma dziewczynkami nie mogą tak podróżować.. wcześniej czy później wszystkie wakacje się kończą i zaczyna się szkoła.
    – no nie wiem...
    – w kółko mają tak romansować i wzdychać?
    – tak ma być!
    – ale rozumiem że tylko Zuzanna...
    – .. do Mirka! Mirko dla Zuzanny, tylko do Zuzanny!
    – a inne dziewczynki mają się spalać z zazdrości?
    – Tak, ale inne dziewczynki mogą się też mizdrzyć do Mirka...ale to na nic!
    - Żebym to zrozumiał dobrze: Mirco się śmielej zaleca do Zuzanny, Zuzanna na to.. reaguje? nie reaguje? odpowiada? nie odpowiada?
    – Nie wiem. To już ty masz wymyślić.
    – a inne dziewczynki bardzo ostro się zalecaja do Mirka, tak?
    – Tak!
    – .. który reaguje? nie reaguje?
    – Nie!
    – Jasne. A czy możemy tak zrobić że ktoraś wreszcie z zadrości popełni jakiś akt przestępczy?
    – Nie!
    – W ogóle? Może chociaż powie jakieś brzydkie słowo?
    – Na pewno nie do innej. Najwyżej do siebie samej.
    – A jak rzuci złe spojrzenie.. do Zuzanny.. która jak wiadomo zgarnia wszystkie afekta Mirka? Albo na przykład.. może być jakaś próba.. tych zazdrosnych, nieudolnych we flirtach dziewczynek, żeby Zuzannę... że tak powiem ... jakby to powiedzieć... zlikwidować?
    – Nie, ale Zuzanna może udawać że ona zdradza Mirka...żeby był zazdrosny, a one jeszcze bardziej, bo jak to: ona go zdradza, a on zamiast wziąć inną..
    – ale z kim ma go zdradzać jak tam nie ma innego faceta... może z jakąś dziewczynką?
    – No wiesz.. to ohydne, i w ogóle naprawdę to ona go nie zdradza! Ty masz powiedzieć też coś o Zuzannie. To znaczy że tylko masz opowiadać nastepną część. Jak nie to ci nie zapłacę.
    – Rozmowa z tobą pozwala mi zrozumieć dlaczego kobiety mają od małego tak pomieszane w głowie.
    – Myślałam że powiesz "i tak mi nie płacisz".
    – Po co stwierdzać rzeczy oczywiste.. Okej, więc Mirco się kąpał, ale tam nie było żadnych drzwi, to był przecież statek. Na statku miał się kąpać?
    – On był ogromny, na nim była łazienka i kuchnia, pokoje.

    Mirco bał się wody w Amazonce przez tę straszliwą rybę, więc kąpał się wyłącznie na statku gdzie była normalna łazienka. Ale drzwi się tam nie zamykały i nawet jak je przymknął to się same otwierały, skutkiem tego że Pati w nocy wykręciła zamek specjalnie, śrubokrętem.
    – czemu?
    – .. żeby się Mirco nie mógł zamknąć i żeby mogła podglądać. Mirco zamknął te drzwi na klamkę tylko, zasunął zasłonę i bierze prysznic. Na statku wciąż trochę kiwa i te drzwi się co chwila uchylały i dochylały. A Pati przygotowała sobie wcześniej stołek, w ciemności zasiadła, nie było jej widać i czekała aż Mirco wyjdzie żeby móc go podglądać. Chciała zobaczyć jak Mirco wygląda goły, a głównie czy nie padł ofiarą ryby.
    – aaa, ale później pomyślała że jeśli teraz nie odbije Mirka to odbije go następnym razem, a jak nie to jeszcze następnym, ale na pewno go odbije, bo Pati Catalina zawsze odbija.. Ale najpierw mów co było dalej, ale tak że nic nie widziała bo Mirco się zasłonił.
    – Stał za zasłoną, była trochę przeźroczysta ale zasłaniała. Pati była też zainteresowana jego pupą. Tak?
    – Tak.
    – Chciała zobaczyć jaką ma pupę, jakiego kształtu, rozmiarów, jakiej maści i co by było gdyby podeszła do niego z palcem jakby się nic nie spodziewał i mu tam.. Czy to trochę za mocno?
    – Za mocno.
    – Za mocno.

    tu odcinek piętnasty się urywa


******************************************************************


    Odcinek szesnasty

    Na statku. Mirco, Zuzanna i Pati. Intrygi bandyty.

    Muszę zjechać stąd. Kitko, czemu zrobiłaś że jest taki ruch ?
    – to nie ja-a-a !
    – nie umiesz tego jakoś zaczarować?
    – umiem tylko zaczarować dmuchawce. Mogę tylko zrobić chuuuuch.. i się nagle ruszy..
    – a nie możesz zaczarować żeby na tylnym siedzeniu pojawiła się walizka z pieniędzmi?
    – nie ma coś takiego. Są tylko burakomobile. Mam drugie życzenie żeby szybciej się jechało.
    – szkoda życzeń na drobiazgi. Znasz kawał o złotej rybce i pijaku?
    – pewnie już słyszałam.
    – Powiem ci i tak. Siedzi pijak, nazywał się Oppodeldok, i łowi ryby, łapie złotą rybkę i jak zawsze rybka mówi jak mnie wypuścisz to ci spełnię trzy życzenia. Pijak myśli, myśli. "Niech to jezioro, cała w nim woda zamieni się w wódkę". Rybka pomachała ogonem, pijak skosztował, rzeczywiście wódka i to porządna, Stoli, Sybirskaja albo coś podobnego, nie jakiś lakier do trumny. Ale myśli dalej: do wódki wpada rzeczka, jak tak będzie wpadać i wpadać to prędzej czy później całkiem rozcieńczy wódkę i zostanie sama woda.
    – no tak.
    – "Teraz, złota rybko, drugie mam życzenie, żeby jeszcze ta rzeczka co tu wpływa, też była zawsze wódka w niej, żeby ta wódka mateczka tutaj nigdy nie rozcieńczyła się". No i rzeczywiście, podszedł do rzeczki, kosztuje, super wódka, może nawet i Cristal. Popija i cieszy się, z uznaniem głową kiwa, a rybka mówi, te, Oppodeldok, chono tu i słuchaj, jeszcze masz tylko jedno życzenie...
    – pieniądze!
    – .. rybak myśli myśli i w końcu mówi, aaa, no dobra, to dawaj jeszcze pół litra!
    – zamiast pieniędzy? A złota rybka sama sobie też mogła zmieniać życzenia?
    – nie, złota rybka musi spełniać życzenia tych co ją złapali. Los kobiety...
    – ano.

    – Same burakowozy dookoła. Z przodu, z tyłu i po bokach. Wszyscy jadą jednym pasem a następny cały wolny. Głupota zawsze idzie w parze z burakomobilnością. Stoję w kolejce a tam CAŁY WOLNY PAS, nie?
    – no!
    – tak, oczywiście, zajedź mi baranie drogę i zwolnij. Tak, teraz jedź środkiem.. popatrz.. JEDZIE ŚRODKIEM!
    – i to Porsze, burakomobil od Porsza. Porsze niż te inne gorsze! Więcej się od nich powinno wymagać, co za obciach!
    – Pamiętaj, nie wolno ci się zadawać z nikim, z żadnym facetem w przyszłości jak już bedziesz duża, który jeździ czymś takim.
    – czemu?
    – bo wydziedziczę i oddam do klasztoru.
    – nie możesz, bo jak mam 18 lat to nie możesz.
    – ale to będzie zanim skończysz 18 lat, coś mam takie uczucie że wcześnie zaczniesz..
    – czemu?
    – bo zamiast się uczyć... i słuchać co ci tata radzi, masz głowę nabitą tymi romansami.. O, właśnie.. nie było ani wczoraj, ani dzisiaj jeszcze.. czeeego?? pięciominuto..
    – zamknij du...
    – o, ładnie tak mówić do ojca? Nie otwieraj okna bo się zaraz podusimy.
    – Dobra. Nie będzie żadnej historii teraz?
    – Będzie. Po pięciominutowej lekcji. No więc lekcja. Dookoła czego obraca się Ziemia?
    – dookoła Słońca.. ziemia się obraca koło słońca, nie słońce około ziemi, tak jak pieczeń obraca się koło ognia, nie ogień koło pieczeni.
    – a dlaczego? przecież to nielogiczne. Gdyby ziemia się obracała, tedyby rzuciwszy kto kamień do góry, albo strzałę prościusieńko puściwszy, zanim by z powrotem na dół padły, powinienby człowiek z Ziemią odlecieć od nich na kilka mil, a przecie często na tegoż który rzuca, albo strzela w górę, znowu padają na głowę one rzeczy do góry rzucone.
    – Zaraz dzwonię do Mamy! Powiem jej też to co już wczoraj mówiłeś, że kiedy na Paryż napadłszy wiele wilków, ludzi pożarli ośmkroć sto tysięcy, a to nieprawda, bo się pytałam pani od francuskiego!
    – ale to już prawda, że Kozacy wzięli stąd imię, że jak kozy dzikie wszędzie i rześko skaczą.
    – a co jeszcze robią?
    – piszą listy do Sułtan że on "świniopas, podolski złodziej, samego szatana wnuk i całego świata błazen, świńska morda, rzeźnicki pies".

    – Tych sułtanów się ostatnio sporo namnożyło. Tomeek, już starczy twojego głupotowania... a opowiesz mi co było dalej? Powiedziałeś że po lekcji jak wyjedziemy na tę główna drogę to powiesz co było dalej!
    – na czym stało?
    – na tym że opowiesz jaka to różnica między mną a Patrycją i powiedziałeś "tak, tak, już widzę"..
    – ale co to były za okoliczności?
    – to że Patrycja się z Mirkiem pocałowaa..ała.. i że Zuzia przyszła potem do Pati...
    – aaa, że Zuzia ma taki koci wzrok że przy niej wszystkie inne dziewczyny świata w ogóle nic nie znaczą?
    – tak, a Pati też ma koci wzrok, tak samo one wszystkie mają coś, tylko że raz Pati wygrała z Zuzią, dała Zuzi spać i tak ciągle było.
    – No właśnie, ale teraz już definitywnie i ostatecznie wygrywa Zuzia?
    – Nie, jeszcze dalej będzie się ciągneło... jak Zuzia... jak Pati..
    – Ale daj mi tylko nadzieję taką że to się kiedyś skończy. Jest taka nadzieja? Istnieje taka możliwość żeby to się kiedyś skończyło?
    – Mała, ale istnieje.
    – A ile lat musi to zająć jeszcze?
    – Nie wieeem... Dużo!
    – Ale ile ? Ja dożyję jeszcze?
    – Chyba nie.
    – Cha cha.. Dziękuję ci dziecko za słowa pociechy...
    – .. ale paskudny burakomobil...
    – Teraz tymi ulicami będziemy jechać tydzień. Ostatnio tu się w ogóle przejechać nie da. Czemu benzyna wcale nie drożeje?
    – crap.. jedź tamtędy
    – nie mogę poboczem, policja nas schwyta i dostanę mandat. Już tak raz dostałem..
    – kiedy?
    – Dawno temu, spieszyłem się i jechałem poboczem. Dobrze się jechało, ale minąłem policjanta który tam tkwił trochę dalej i od razu włączył syrenę. Jeszcze ze 20 minut wypisywał, cały nadrobiony czas straciłem.. Dlatego drugi raz byłem mądrzejszy i gdy też włączył syrenę..
    – ten sam, znowu?
    – nie, inny, w inny dzień, był parę aut z tyłu. Akurat był zjazd więc dałem w długą i prosto w środek getta, w boczną uliczkę i tam przycupnąłem... dał sobie siana, widocznie się przestraszył...
    – czego?
    – był biały, w stanowej same takie białe dupki z wiochy.. tylko potem się bałem wrócić na freeway i musiałem ciągnąć dalej ulicami następną godzinę.
    – gdybyś był jak leniwiec to byś tak nie musiał.
    – Racja. No dobrze, więc jesteśmy przy tym że Pati dostrzega swym kocim wzrokiem jak Zuzia przemyka się swoim kocim krokiem... czekaj muszę odebrać… aha, dobra, ok, ok. Dzwonił kuzyn. Wpadniemy tam do niego jutro, chcesz?
    – Tak.

    Wracamy do tematu. Więc Mirco po raz setny podjął decyzję że chce być z Zuzią i powiedział jej że tylko ona dla niego a on dla niej, odda jej wszystko co ma, nawet swoją sławę, chociaż Zuzia zaraz się skrzywiła bo dobrze wiedziała że gdyby przestał być sławny i bogaty, to by go zaraz puściła kantem i znalazła sobie nowego bohatera..
    – Nie!
    – Jakby Mirco był biedny i nieznany to by go w ogóle nie chciała. Tylko dlatego go chciała że był serialowym bohaterem...
    – Nie! bo był też ładny.
    – Ładnych jest cała masa, ale nie wszyscy ładni mają pieniądze, a Zuzia lubi pieniążki, szczególnie pożyczać od innych i nie oddawać.
    – tak, a szczególnie od ciebie. O patrz tam ten pas jest wolny!
    – Już niedaleko... więc Zuzia przewróciła zalotnie oczami...
    – to Pati była.
    – One wszystkie przewracały oczami. Zuzia tak głęboko patrzyła w oczy Mirka, nauczyła się ich na pamięć tak dobrze, że poznałaby je nawet gdyby leżały wydłubane dla zabawy przez złych ludzi na śmietniku i trzeba by je było zidentyfikować. Gdyby tak było że ktoś wyłupiłby oczu stu chłopcom, położył je na chodniku i uciekł, to potem policja prosiłaby Zuzię żeby rozpoznała które oko należy do Mirka, to by bez problemu dała radę, nawet jakby było rozdeptane, prawda?
    – Tak.
    – W tym czasie Pati znów poczuła zazdrość, no i Pati w tej zazdrości już nie wiedziała co ma zrobić. Tyle czasu zmarnowała żeby go zachęcić do siebie...
    – .. prawie już się udało..
    – .. już się całowała z nim, mocno, aż wargi jej popierzchły i język bolał, ale czego się nie robi, poświęca się zdrowie i życie, jak Julia, dla miłości. No i Pati nie miała już ani pomysłu... ani planu...  jak tego Mirka..  dopaść... ale... nagle... zauważyła w krzakach bandytę!
    – Na statku? W jakich krzakach?
    – W przybrzeżnych. Bandyta, jak wiemy, uciekł z Płocka, z milicji, uciekł za pomocą swoich tajnych metod. Cały czas był wściekły bo raz że wydał dużo pieniedzy za paczkę awizo Mirka, z własnej kieszeni 11 dukatów, nic z tego nie skorzystał, a potem jeszcze go trzymali w piwnicy. W końcu musiał wiać z Polski do Kolumbii, co znowu sporo kosztowało, a już nie miał kasy. Musiał ukraść kilka kart kredytowych, podrobić parę czeków, same kłopoty. Gdy więc wreszcie dobrnął do Kolumbii, pałał żądzą zemsty.

    I tak to Pati go wypatrzyła w krzakach i pomyślała "ja go użyję do swoich celów". Podkradła się tam gdzie on stał w tych krzakach, zaszła od tyłu, założyła mu rączki na oczy i zapytała "kto tam? a kuku". Bandyta zgadywał i zgadywał ale nie zgadł, więc Pati powiedziała "w takim razie jesteś mi winny 3 życzenia"...
    – zaraz, jak to go zaszła, ze statku?
    – mm.. cicho podpłynęła szalupą ...
    – a statek?
    – stał na kotwicy.
    Więc bandyta spytał o te życzenia, a Pati na to: "Tak nie może być. Musimy zrobić porządek albo z Zuzanną albo z tym Mirco, bo tak dalej być nie może. Co ich zostawię samych, od razu zaczynają się kiziać i miziać, przytulać, całować, tak być nie może, to jest obrzydliwe"...
    – Tylko z Pati tak może być..
    – Tak jest. Poza tem Zuzanna miała iść do klasztoru a nie się wałęsać i "musimy zapobiec temu, albo schwytać Zuzannę albo Mirco, odseparować ich, a najlepiej żebyś ty schwytał Mirco i Zuzannę jednocześnie, i ją zesłał na Antarktydę na 3 lata, tam rzadko okręty docierają, musiałaby tam siedzieć zbierać korzonki, porosty i prosić pingwiny o resztki ości i rybich ogonów. A Mirco uwięzimy w lochach zamku w Szwajcarii"...
    – .. ale Pati go kocha jeszcze..
    – tak, ale chciała go uwięzić żeby mieć tylko dla siebie.
    – a skąd ona wiedziała że jak ich zostawi samych to się całują?
    – bo ich podglądała nieustannie. I jeszcze mówi "Ta Zuzanna jest tak niegodziwa że potrafi mu nawet wejść do łazienki jak się kąpie, a potem udaje głupią, mówi że nic nie widziała, że coś tam po ciemku próbowała namacać, że się niechcący nadziała na coś tam", a to był.. no ten..
    – heeej!!!
    – wiem wiem, to skandaliczne, tak być nie może...
    – .. a ostatnio razem się kąpią...
    – .. tak, a gdyby tata Zuzanny o czym takim się dowiedział, to by ją jeszcze raz wydziedziczył i oddał do jeszcze gorszego klasztoru...
    – ale Zuzanna już miała 18 lat i by nie mógł! Już to przerabialiśmy!
    – to nie szkodzi, mógłby, bo miał znajomości w Urzędach, wystarczy żeby z kierowniczką, panią Karyną Brochuwofońską-Krypuć pogadał i pomógł dyskretnie w finansach jej, starczyło by przerobić dowód osobisty Zuzanny i metrykę żeby wyglądało że ma tylko 17 lat i wtedy milicja wkroczyłaby do akcji, Zuzannę skarauliła.

    Taka byla reakcja Pati na te wszytkie wydarzenia, a złoczyńca Benito pałał żądzą zemsty, pomyślał że trzeba skorzystać z okazji bo Pati może wywabić Zuzannę i on ją wtedy cap do worka. Wymyślili że Pati się dowie gdzie będzie jutro Zuzanna jak zawiną do portu.
    – a Zuzanna w tym czasie coś robiła ważnego.. całowała się z Mirco. I podała fałszywy adres, jak ją Pati podglądała.
    – Ok. Tym niemniej Pati była przekonana że tak czy owak jakoś tam się spotka z Zuzanną, skoro codziennie się spotykały, i dowie się gdzie wtym porcie zamieszka?
    – ale ona właśnie poda zły adres, a sama pójdzie z Mirkiem.
    – Tak jest, z Mirkiem aby spędzić kolejny uwodzicielski wieczór. Ale prędzej czy później będzie musiała wrócić do swojego hotelu, miała tam wszystkie swoje rzeczy, więc musieliby się z Pati spotkać.
    – Tomeeek, a czemu ona była bezczelna że mu właziła do łazienki?
    – Dlatego że do łazienki dobrze wychowana dziewczynka nie wchodzi.
    – Ale Mirco ją zawsze wołał do łazienki. Razem się kąpali. To nie była bezczelność. Przecież ją wołał. I oszczędzali też wodę..


Cdn..


******************************************************************

    Odcinek siedemnasty

    W Bogocie : Mirco, Zuzanna i Pati. Trójkąt gordyjski. Rozprawa o miłości. Brakuje początku bo go ktoś pożyczył.
    Najnudniejszy odcinek, tylko dla wytrwałych..

    – Stanęło na tym że Mirco pracował i Pati go poderwała.. Mirco wychodził z pracy i szedł do Pati..
    – i klamał że ma jakieś sprawy i się przedłuża, tak było.
    – i Zuzanna wyczuła że ściemnia.. i go śledziła.
    No tak, więc zaczaiła się pod jego pracą i gdy wyszedł o 4-tej zobaczyła jak wsiada do tramwaju, przejeżdza trzy przystanki i wysiada przy jakimś podejrzanym hotelu. Kręcą się tam różne zakazane typy, hotel obskurny, tani, bylejaki a Mirco tam wchodzi. Wszedł do środka i gdy zniknął, Zuzanna też tam za nim poleciała, weszła w korytarz, Mirka nie było ale usłyszała jego głos... i głos Pati. Mirco: "jestem z powrotem, jestem z powrotem", Pati "dobrze że jesteś, dobrze że jesteś. Musisz być mój i stale przychodzić a potem razem uciekniemy".
    Mirco na to: "ja nigdzie nie będę uciekał, muszę pracować jeszcze co najmniej pięć miesięcy, sześć, muszę popłacić długi porywaczom, nie chcę mieć z nimi problemów i oglądać się za siebie do końca życia, dałem słowo honoru i muszę dotrzymać". Pati zaczęła go namawiać żeby nie dotrzymywał żadnego slowa..
    – ale nie było czegoś takiego!
    – było, bo dał słowo honoru porywaczom..
    – ale nie było czegoś takiego by Mirco mówił "kochana, kiedy my, kiedy my, my", to ona powiedziała "jeszcze nie pora, nie teraz" i później Zuzanna tam stanęła w ciemności i Mirco wyszedł, a nie było tamtego.
    – ok, ale jak Mirco wyszedł to się natknął na Zuzannę?
    – Nie! Zuzanna się schowała w ciemność, człowieku! I on poszedł do domu a ona przyniosła mu kolację, potem Zuzanna rozczesała piękne włosy i przeszła parę razy i rano i następny dzień!
    – ale już wiedziała wszystko? Wiedziała że Pati..
    – tak! tak, tak tak tak!!
    – ale nic się nie odezwała i nie dała nic poznać?
    – Mirco przyszedł w kolejny dzień, na tym stanęło.
    – Ok, rano Mirco powiedział że dziś znowu się spóźni, znów kazali mu pracować w nadgodziny więc zamiast o czwartej będzie o szóstej, 7-mej, i "pa kochanie". Na to Zuzanna popatrzyła mu w oczy i powiedziała "uważaj na te nadgodziny, żebyś przez nie nie stracił wszystkiego". Mirco się spieszył, poleciał, ale potem zaczął się zastanawiać co ona miała na myśli.

    Zuzanna była zdeterminowana, albo Mirco raz na zawsze zerwie z Pati albo ona zerwie z nim. Praca mu się nie kleiła, Mirco wciąż myślał o co chodzi, trzy razy zadzwonił do Zuzanny żeby jej powiedzieć jak ją kocha i nie może się doczekać kiedy się spotkają, może nawet uda mu się wrócić o czwartej, słowem, przestraszył się. "A po co na co mi to potrzebne" i postanowił nie iść jednak do Pati. Wracając kupił kwiaty, to znaczy ukradł z klombu bo miał mało pieniędzy, a jednego dokupił żeby była wstążeczka i celofan. Przychodzi a Zuzanny nie ma. Jej nie ma ale rzeczy są, więc się chyba nie wyprowadziła, ale ona nie dba o rzeczy, więc nie wiadomo. I tak siedział i czekał i myślał. Zuzanna wiedziała że tak będzie. Wróciła po paru godzinach i mówi: "widzisz jak to jest, czym się kończy kłamstwo?" Mirco na to "nie, nic się nie działo, ja nie chciałem". "Nie kłam prosto w oczy"
    – Tak nie miało być. Ona nic mu nie powiedziała że się domyśla!
    – więc co? miała nie mówić że coś tam wie? Dobrze, zatem zasiedli do kolacji bo ich życie składało się z trzech elementów : śniadań, kolacji i rozmów o miłości..
    – nie! mów o Pati jeszcze!
    – for crying out loud. Idę na strajk! To co w końcu, dalej łaził do tej Pati czy już przestał?
    – łaził !
    – ale Zuzanna wiedziała że on do niej łazi? I jej nie przeszkadzało że tak łazi do niej? Miała rozmówić się z Mirkiem i powiedzieć mu "albo ja albo Pati", tak?
    – Nie... nie wiem, wymyśl coś...
    – to jest od dawna najnudniejszy odcinek a ty wciąż nie dajesz mi żadnych konkretnych instrukcji.
    – .. miała ochotę go poderwać, tak strasznie...
    – ale już go przecież poderwała! ile razy w kółko można go podrywać po pięćdziesiąt razy..
    – nie! on teraz był zakochany w Patrycji! Na razie był zakochany w Patrycji. Jak można nie zapamiętać tak prostej rzeczy?
    – kotku, to dawaj mi lepsze instrukcje..
    – to tylko dwanaście godzin, tak trudno zapamiętać?

    Dobra, myszolinko. Zacznijmy te instrukcje od początku. Mirco chodzi do Pati, zdradza Zuzannę z Pati, tak? Zuzanna o tym wie?
    – taaaak!
    – .. ale nie przeszkadza jej to bo nic nie mówi, tak?
    – przeszkadza ale nic nie mówi.
    – więc jak jej przeszkadza, to, wasza mysiość, Powinna. Coś. Zrobić.
    – podrywa go od początku!
    – ale po co ma go podrywać jak już jest poderwany? Słuchając cię żałuję że w swoim czasie nie miałem wglądu w fałdy umysłów nieletnich kobiet..
    – co z tego?
    – Moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. To przez kogo w końcu ten palant był poderwany?
    – przez Patrycję, głupku!
    – jakby był poderwany do końca przez Patrycję to by się wyprowadził do Patrycji.
    – nie do końca! Zuzanna go chce poderwać, tak jak Patrycja.
    – przecież to nie uchodzi!
    – Uchodzi. Zuzanna ma małe miękkie serce.
    – Zuzanna ma twarde serce jak bryła lodu lub głaz.
    – Nieee! To tylko do ojca, bo pamiętała z dzieciństwa jak ojciec ją karaulił. Bezczelnie ją karaulił.
    – Zuzanna miała miękki rozum i zamiast kopnąć tego osła tam gdzie radzą podręczniki kravmagi, zaczęła znowu się do niego mizdrzyć.. jak ja bym taką dziewczynę jak ty znał i stale ją zdradzał a ona by się mizdrzyła do mnie... jakkolwiek. Im bardziej się taka łasi, tym się ją gorzej traktuje.
    – Mirco był trochę inny. Jak się go poprosi on od razu poleci, albo do tej albo tamtej.
    – Mirco to idiota. Co ci z faceta co leci na każde zawołanie, nigdy nie będziesz pewna, odwrócisz się na chwilę a on już poleciał za inną.
    – skąd wiesz że on tak?
    – sama powiedziałaś że kto na niego skinie, tam on zaraz leci..
    – nie, nie skinie palcem, tylko gdy widzi zachowanie, decyduje czy ta, czy ta, czy siaka, czy taka... dalej!

    Niech ci będzie, to twoja stypa. Najpierw był z Zuzanną, potem przyleciała Pati i zaczął do niej łazić, nie może się na nic zdecydować. Najlepsze wyjście byłoby gdyby Zuzanna poszła gdzieś z nim na spacer gdzie są wysokie schody jak na Sacre Coeur i powiedziała "patrz tam w oddali, ładne, co?", stanęła za nim, wymierzyła mu wielkiego kopa w zadek żeby się sturlikał na łeb i to byłby koniec jego kariery. A może lubił z dwoma na raz? Co myślisz żeby tak skończyć ten serial? Menage a trois a la polonaise?

    – niee nie, no weź
    – dlaczego nie? Co ty masz na brodzie, pokaż..
    – nie wiem..
    – jezus, dziecko, całymi dniami siedzisz przed lustrem a nie widzisz?
    – czy jest szansa żebyś przestał nudzić?
    – Wytrzyj się. Więc Zuzanna zdecydowała się błagać Mirka, jak pies będzie go lizać po rękach? chodzić i prosić?
    – nie prosić ani lizać tylko pokazywać zachowaniem, tak dziewczyny robią. On wyszedł do pracy, gadaj co dalej!
    – Pati siedziała w hotelu, piła jabola i czekała aż Mirco przyjdzie po pracy, a Zuzanna robiła to samo, tyle że zamiast jabola piła sok jabłkowy..
    – co to jabol?
    – nie wiesz co to jabol a chcesz chodzić na randki? Pierwsze co się musisz nauczyć to co to jest jabol. Bez jabola nie ma twerkowania i jego rozmaitych konsekwencji. Pseudowino quasi-owocowe
    – o moj Boże!
    – o moj Boże. Aha, muszę ci pokazać siniaka jaki mi został po twoim ugryzieniu. Zaraz ci pokażę. Taki. Taki, ok? Nie ma się z czego cieszyć.

    – Przestań stale narzekać. Od staruszka wymaga się tylko żeby był schludny i z drogi schodził jak idą młodzi. Krótko przystrzyżone włoski, szczególnie w nosie i uszach. Tweedowa marynarka i porządne buty, skórzane i wypastowane, nie z plastiku. Koszula zapięta pod szyję i krawat. Dżinsy to dobre dla wnusia. Jak często zmieniasz skarpetki ty stary Ujgurze?
    – To zależy, normalnie czy w roku przestępnym? Naczytasz się książek bez zrozumienia i oto efekty. Starcy rządzą światem a młodzi są od wojowania i służenia na najniższych szczeblach korporacji. Płaczą i na starych pomstują narzekają, a i tak zawsze ich obierają jak barany, spełniając swój psi obywatelski obowiązek w wolnych demokratycznych wyborach. Gdzie masz tarczę? Czemu znowu nie wdziałaś szkolnego mundurka? Beatlesi wdziewali i podbili świat. Wiesz co to było Zuzanna i Rada Starców?
    – Jedyna rzecz obieralna to warstwy złuszczającego się ze starości naskórka jej członków. I siwizna, choć ty nie masz bo trawa się dobrze zieleni na bagnach i nawodnionych łąkach.
    – Lepiej nadrób trójczynę z polaka, bo obieralna będzie skóra z nieletnich buntowników. Znasz Top 5? 1- Tyberiusz, 3- Breżniew, 5- Priam...
    – Pożyteczna i ciekawa lektura w domu spokojnej starości: "O korzyściach z włosów w uszach". Ulubiona potrawa: szupenia czyli spółka dziadowska..
    – Coś czuję że dziś będzie na kolację deska bez serów..
    – Widzę że znowu było golenie drżącymi rękami i bez okularów. To coś przyklejone na brodzie to papier toaletowy? Schludność schludność schludność powinna być dewizą każdego staruszka, żeby był czysty jak dziadek Paula z filmu wieczór po twardym dniu. Nie przysługuje ci jakaś pielęgniarka? W końcu walczyłeś w Kurolandii czy gdzieś tam, jako czcigodny starowina, zanim jeszcze zaczęli numerować wojny światowe... Nic tylko te dygresje jakbyś miał sklerozę. Mów co daalej!
    – ..siedziała i się stroiła, cały dzień się stroiła.. znając Zuzannę zajęło jej to sześć godzin co najmniej, najpierw robiła siku pół godziny, potem nastepne pół godziny stała pod prysznicem, potem się namydlała pół godziny, spłukiwała godzinę, myła zęby pół godziny, potem drugi raz myła zęby bo za pierwszym razem się nie udało, itd
    – Daaaaaaalej!!

    Dalej było tak że podrywali się nawzajem przez następne czterdzieści lat. I jednej nocy Zuzanna stała na balkonie a Mirco wracał z imprezy u weteranów i akurat tam przechodził. Podkradł się i usłyszał jak Zuzanna wzdycha "Mirco, Mirco, czym jest twoje imię ? Przecież to nie ręka ani noga, ani narządy. Wróbel nazwany inaczej dalej małym ptaszkiem będzie". Mirco zaczął wdrapywać się na wierzbę przy balkonie żeby lepiej usłyszeć. Miał już daleko posunięty artretyzm więc narobił gnatami hałasu spadając.

    Na to weszła Pati, która mieszkała chwilowo z Zuzanną bo ją usunięto z Mariota za zaległy czynsz i zaśmiecanie klatki schodowej. W pojedynku na patyki Mirco zabił Pati. Milicja zarządziła że Mirco skazany jest na kolegium i banicję, choć kara byłaby surowsza gdyby nie to że Pati pierwsza zaczęła i była wielokrotnie notowana. Zuzanna dostała zapaści, złamała staw biodrowy i zawieźli ją do szpitala.

    Mirco wkradł się tam w nocy, ale Zuzanna spała po zastrzyku. Obok stała flaszka metanolu. Mirco miał kaca i było mu wszystko jedno. Gdy padł, Zuzanna właśnie się obudziła. W butelce nie zostało nic, więc zaczęła szukać innej i potknęła się o Mirca. Złamała drugie biodro i podstawę czaszki. Nad ranem wkroczył personel ale było już za późno.

    Na cmentarzu szef Straży Miejskiej wystawił mandat i wygłosił pouczenie. Miejscowy korespondent przetłumaczył je na angielski: "There never was a tale of more woe than that of Zuza and her Mircoe"


******************************************************************






 t/b/c

 

 novels and texts