|
GEOMASAKRA
nota od autorki: Ten
wstęp trochę jest w formie dialogu z niskopłatnym skrybą od
przypominania uprzednio stworzonych odcinków. Jest to
uzupełnienie i kontynuacja "Nóg za pas" ale idzie w innym
kierunku. Pewne rzeczy się zazębiają, inne nie, jeszcze inne tworzą
'circular logic'; have fun (będzie sporo "anglicyzmów", bo to
"przychodzi z terytorium" - kalki językowe też będą).
ZooLib i
Ibiza to 'prequel', Geomasakra o moment poprzedza "Nogi" a LaLaLand to
ich część druga. Zuzanna przejęła rolę Mirco i sama jest detektywem.
nota odnośnie stylu: Od teraz będę używać skrótów na długie i niepotrzebne dialogi, jak np.
– Dzień dobry Mirco, wejdź. – Dzień dobry panie Tomaszu. – Chcesz coś do picia ? – Nie, dziękuję. – Dobrze, a więc jaki masz plan?
albo: – Halo? Zuzanna? – Cześć Pati kochana! .. O! Jesteśmy na miejscu. – Jesteś pewna, że to tutaj? – Jak nic!
Skrót "Doopa" od "dobry dzień, o tak, pa". Odróżniona od reszty gwiazdkami. (Patrzcie
jak zaczęłam to zdanie, gubiąc nikomu niepotrzebne orzeczenie. Język ma
ewołuwowywać gramotycznie i ortocośtam, bo inaczej zgubicie dziadersi
Młodych Ludzi na zawsze i żadne podlizywanie się przestarzałym slangiem
nie pomoże).
*****
– Odczytuj notatki. – A lekcje? Wracamy do geografii, otwieramy mapę.. – Nie mam geografii aż do środy. Za to mam termin, muszę dokończyc odcinek.
– W środę Zuza idzie do szkoły. Zajmuje jej to pół
godziny, choć ma tylko 200 metrów do przejścia. To tu stanie,
tam się zagapi, tu się potknie o coś, tam wywróci albo zamyśli,
a jak się zamyśli to zamiera bo nie może jednocześnie poruszać się i
myśleć.. ale dotarła do szkoły i Pani powiedziała "Zuzanno, proszę do
dyrektora bo to już siódme spóźnienie", nos opadł,
zadanie jak zwykle nieodrobione.. – Gdyby
Pan Bóg chciał żeby ludzie oglądali jakieś mapy to by nie
stworzył dżipi esa. Mapy nie są po chrześcijańsku. Wszyscy
nauczyciele mnie teraz nie lubią bo im tak odpowiadam na ich głupie
pytania i boją się coś na to odszczekać, cha cha cha – Odpowiadaj dalej, będą fatalne noty, potrzebne ci to do czegoś? – Nie. – Starą panną chcesz zostać? – Mam 14 lat!
– To już bliżej niż dalej. Za dekadę już wszystkie ciacha i
zakalce, Seba, Patryczek, Brajanek i Eryczek, wyłapane będą. – Ja będę na studiach!
– A matura? Ojcu potrafiłaś kłamać w żywe oczy przez rok z
francuskim, jak to chodzisz, nie wagarujesz i się pilnie uczysz, to
kłam nauczycielom! Uśmiechaj się nieszczerym uśmiechem i nie odzywaj
się. – Ale to jest co innego bo nauczyciele po prostu wkurzają mnie..
– Się odkurz. Pomyśl o czymś innym. Wyobraź sobie że jesteś w
gangu i porządek społeczny cię wkurza, niech to motywuje cię do lepszej
pracy na rzecz gangu, pozyskania nowych rynków w Czwartej Ce i
Piątej A. Nieszczery uśmiech to dobre ćwiczenie do pracy w Makusiu,
jakby studia nie wypaliły przez złośliwych starych
egzaminatorów, albo rynek prochów się zawalił bo milicja
znowu wzięła od konkurencji i łapie. –
Dobra, nie nudź jak na zebraniu na znak protestu że emeryturę obcięli
bo trzeba tarczę, płot budować, rowy na putina kopać. Łopata naszą
bronią, piaskiem w Oku Saurona.
Więc idzie do
dyrektora, idzie idzie, potyka się o sznurówki, stoi pod
gabinetem, tam są już inne dziewczynki też wyrzucone z lekcji, stoją
stoją i jedna mówi do drugiej "ty, za co ty", "a bo mnie
wkurzyła ta od angielskiego że nie mówi się jes aj dont jak się
pyta duju spik inglisz, a ja że głupia się nie zna, ja znam lepiej
angielski bo urodziłam się w Szykago choć zaraz mnie mama do Płocka
uwiozła od poganów, dla godnego życia". "A mnie za to że nie
znalazłam na mapie Wiednia ani Paryża ani nic, tylko za bardzo w prawo
niechcący za granicę raz pokazałam to mi mówi że pożyteczna
idiotka dla moskwy". "A ja jak mnie pytał ile mam lat to odpowiedziałam
że prawie 16 a mam 13 i dziewięć miesięcy, czyli niedługo skończone 14
i zaczęte piętnaście więc prawie 16". Gadają i gadają aż wyszedł
dyrektor.. A jak wygląda wasz dyrektor? Duży? Mały? Chudy, gruby? – Duży z brodą, tak ubrany, taki wyraz twarzy ma.
– Ok, wyszedł dyrektor patrzy i mówi "tyle was tu jeszcze
a ja nie mam czasu idę na ważne spotkanie, musicie zaczekać aż
wrócę dwie godziny". Na to podniósł się ruch i szum, jak
to czekać jak nam kazali tu przyjść natychmiast. "Ja tu rządzę nie wy i
jak wam każę czekać nawet dzieścia godzin to będziecie czekać i ani
mrumru bo dostaniecie lanie". Akurat przypadkiem przechodził tata
Zuzanny i jak to usłyszał zawołał "Brawo! Brawo! Czy mógłbym
Panu uścisnąć prawicę?". Paniom co tam pracowały też się podobało, ale
się nie odzywały bo dziewczynki zaczęły się oburzać. "Napiszemy do
Telewizji Płockiej, oni się nawet Orlenu nie boją". Ale nie miały
wyboru więc czekały.
A dyrektor jak poszedł
tak zapomniał, najpierw był na obiedzie z kimś, długo dyskutowali jak
za komuny tylko czerwoni i badylarze mieli samochody, jaki lepszy i ile
ma koni i że kraj się rozwija, drogi buduje, już za Gostyninem ułożono
warstwę ścieralną na podłożu z kamyków na trzech kilometrach i
niedługo ksiądz poświęci. Zrobiło się późno, nie chciało mu się
wracać i poszedł spać przed telewizor do domu. A dziewczynki czekały,
czekały, czekały czekały czekały czekały.. aż przyszedł woźny i
mówi "tu pod gabinetem nie możecie bo ja szkołę już zamykam" i
wsadził je do ciasnej klitki małej, tylko z jednym wiadrem na potrzeby,
siedziały tam późno w noc i bunt w nich narastał ogromny.
Wreszcie jedna mówi "musimy się wydostać rozwalić to wszystko,
spalić szkołę", zaczęły drzwi szarpać, wyważać, aż się wydostały i
wysypały na korzytarz. Szkoła ciemna pusta. Wydzierały się chwilę ale
szkoła wielka a ich pięć, krzyki ginęły w pustych korytarzach i dały
spokój, bo efekt jest tylko jak inni patrzą.
Zaczęły więc rozprawiać co zrobić i jak ukarać szkołę. "Pisakami
popisać" mówi jedna, "całą wszędzie popisać po szybach brzydkie
słowa nawet po sufitach". A druga mówi "tylko tak żeby się zmyć
nie dało". Trzecia na to "to jeszcze przy okazji podpalmy gabinet
matematyczny żeby nie chodzić na matmę". "To spalmy też historyczny
żeby na historię nie chodzić, te wszystkie mapy i historie
niepotrzebne, teraz każdy ma telefon, mapy to Pani mówiła na
reli że to komunistyczny wynalazek, jak komuniści gnębili za wiarę to
mieli ze sobą żeby znaleźć patriotów". Następna mówi "a
oprócz tego geografia to już w ogóle nie wiadomo po co
jest przedmiot, każdy wie że jak się wsiądzie do pociągu to się
dojedzie nieważne którędy bo od tego jest pilot". – Zuzanna: zegarki spalić żeby nigdy o spóźnienia! – Tak jest! spalić! czas jest niepotrzebny do niczego, nie istnieje.. – Albo przestawić o godzinę wszystkie..
– To by trzeba codziennie przestawiać żeby wciąż coś uzyskiwać, a
to niepraktyczne. Zuzanna mówi: "czas jest niepotrzebny, przez
czas tylko się starzejemy. Gdyby nie czas to byłybyśmy zawsze takie
młode i piękne jak teraz, mamy prawie po 18 lat wszystkie i możemy już
spokojnie robić co nam się podoba, tylko niechby te syfki z buzi zeszły
jak najszybciej. Więc niech działa na niektóre aspekty a inne
nie, no i żeby na dyskoteki wpuszczali". "Tak, nikt nam nie będzie nic
mówić co mamy robić, a najlepiej podpalmy całą szkołę to
osiagniemy wszystkie te cele naraz." Ale żadna
nie miała zapałek, więc zamiast tego wzięły ołówki i popisały po
ścianach, tyle że nie mogły się zgodzić na wspólne hasła. Jedna
mówi "Napisz że Józek jest głupi" a druga na to "Nie,
Józek jest fajny i mi się dość podoba a głupi to jest Jacek".
Trzecia: "Heej, Jacek to mój brat!". W końcu, nie mogąc ustalić
kto jest głupi, napisały samo "JEST GŁUPI". Potem żeby odpocząć zaczęły
rozmawiać o nauczycielach, pani od angielskiego jest głupia bo każe na
lekcji angielskiego polskiej młodzieży mówić w jakimś psim obcym
języku zamiast porozmawiać o chłopakach, a ta od niemieckiego jest
jeszcze głupsza bo każe po niemiec.. – My akurat lubimy tę panią.
– To niech będzie że pani od religii jest głupia chociaż
daje wszystkim same szóstki bez odpowiedzi i żadnych wiadomości
nie wymaga, na przykład jak sobie Kościół w ogóle radził
zanim Rodak nastał mu pomóc i komuna zwróciła ziemię,
czego jest Podniesienie, nie mówiąc o naturze Trójcy
Przenajśw.. – Od religii lubimy panią! – Bo jesteś superreligijna, ale nie każdy.. – Wszystkie są!
Więc Zuzanna mówi, jak już popisały ściany, "Należy chodzić na
religię i Pana kochać i szanować nie jak mój ojciec ateusz co
tylko powtarza za jakimś tam innym kociarzem że Bóg istnieje i
wpada do Wisły". I wywiązała się dyskusja. Druga dziewczynka: "Powinien
leżeć krzyżem" "On się ledwo może dowlec na otomanę bo jest stary." "A
ja się nie zgadzam na niektóre przykazania." "Pójdziesz
do piekła." "Nie szkodzi bo tam jest Kurt Kombajn, tak mówił
ksiądz jak go pytali co to jest nirwana". W końcu postanowiły podzielić
się na mniejsze grupy żeby łatwiej się dogadać.
Zuzanna i Pati sformowały jedną grupę, Magda i Oliwka drugą, a
pozostałą dziewczynkę przegoniły do domu, nie pasowała do kolektywu
przez tego Kurta. Zuzanna i Pati, w skrócie Zupa, doszła do
porozumienia że nie mają z Magolem nic wspólnego poza chęcią
ucieczki za granicę. Ale jak to zrobić? Ani pieniędzy ani
paszportów i w dodatku: dokąd? – Do Ameryki. Los Angeles, Nowy Jork, Las Vegas..
– Zuzanna mówi: do Wegas. Pati: gdzie to jest? Zuzanna:
gdzieś w Ameryce. Pati: to popatrz na mapę. Zuzia: chyba nic do ciebie
nie dotarło z naszej dyskusji, napadasz na moje prawa obywatelskie?
Wyjdziemy z lotniska w Ameryce i każemy się zawieźć. Wsiądziemy do
taksówki i powiemy "Los Andżeles". Pati na to: "to jest
kapitalny pomysł, taksówkarze wiedzą wszystko." – Jasne. Niech od razu jedzie z dworca w Płocku! A po co do LA? – Poznać Bladsów! – Kogo? – Bladsów! Oni są w Los Angeles i są super! – Mówisz o notorycznym gangu z getta? – Taaak! Ja chcę się z nimi zaprzyjaźnić. To oni pomogli nam na Ibizie!
=================================================================================
wszystkie dojechały do LA po koncówce "Nóg za pasem".
LALALAND1. Jak Zuzanna z Pati przybyły do LA spotkać Bladsów, co zrujnowali koncert Zeyna na Ibizie
Przed wejściem wisiała czerwona flaga. Zuzanna najpierw pomyślała że to
teren partii komunistycznej, ale zaraz skojarzyła że czerwień jest
kolorem Bloodów i weszła. A tam jeden Blad wstaje zza stołu i
mówi: "Szanowna Rado, pragnę złożyć sprawozdanie plenarne z
wykonania planu.." Mówią oficjalnie bo to
jest posiedzenie Rady Nadzorczej. "Plan wykonany tylko częściowo,
sprzedaliśmy siedem ton kraku, dziewięć koki, szesnaście mary jaśki,
ale" – mówi – "będzie gorzej. Dupek gubernator
stanowy ogłosił że emdżej ma być legalna od Nowego Roku, to nam
kompletnie zniszczy sprzedaż, nie damy rady konkurować z jego kolesiami
z wielkich korporacji, co zęby zjadły na dystrybucji batonów i
czipsów do szkół i świetlic i każdy korytarz tam znają,
nie wygląda dobrze". Na to drugi wstaje, szef od marketingu: –
"Znacie mnie od lat, jestem Zeb.." "Yo bro, wiemy twoje imię" "Więc
wiecie że nigdy nie ściemniam" "Twoja gruba girlfriend uważa inaczej,
ha ha.." "Ziomom nigdy, bros b4 hoes. Mało że przyszłość nie wygląda
dobrze, już teraz plan niewykonany, policja chce coraz więcej w łapę,
ludzie nie mają kasy, zarobki nie rosną, nie stać ich, trzeba dawać
rabaty, zniżki, sezonowe wyprzedaże, jakość obniżać i ilość w
opakowaniu". Trzeci na to – U nas
też kiepsko, z prostytucją też kicha, nie ma kandydatek do zawodu, bo
im taniej i wygodniej kreować kontent na OnlyFans niż fizycznie się
męczyć, ani wielu klientów, ludziom seks się znudził bo wolą
tiwi lub grzebać w telefonach". Czwarty – Jest fatalnie... żeby
się sprzedawać jak czarne błazny jakimś boysbandom.. Gdzie są Czarne
Pantery?" "Cu co ich nie powystrzelali poszli do Hollywood albo w
politykę." "Coś musimy zrobić bo przyszłość się wali, tu już nie o
bling chodzi ale o dzieci, przyszłość..." "Taa, twoja przyszłość w
klubie dla białych panienek na Ibizie, masz już doświadczenie". Zeb:
"Cicho nie kracz, czuję że jeszcze z tego będzie niezła kicha. Na teraz
potrzebujemy inspiracji, czegoś nowego.. Znaku bożego!"
W tejże chwili Zuzanna potknęła się u progu i z hukiem wpadła na salę.
Bloodsy odruchowo spluwy powyciągały i celują w przestrzeń. Zuzanna się
podnosi i otrzepuje z kurzu, a światło padało na nią z tyłu, było tylko
widać jej sylwetkę, jak madonny co się dzieciom na jakiejś górze
objawiła w Langwedocji, gdzie zaraz powstała kaplica, dalej plebania,
potem kościół i parking dla pielgrzymów z koncesjami i
Makusiem. "To znak! Madonna Bloodowo-Cripsowa.. Na pewno ma nam coś do
powiedzenia" "To nie ta przypadkiem z tego koncertu?" "Wszystkie te
little white girls wyglądają tak samo. Powiedz coś!". Zuzanna
mówi: "Giw mi łan dolar onli for luking.." – Nie! – ..aj lajk grin kaler werimacz.. – Nieee! Spadaj! – ..aj giwju łan zloty is de sejm... – Nie! Ona mówi że chce się zapoznać i przytulić!
Na to Blad: "Bjaczes tu mają wstęp wzbroniony". A drugi "Ty, zawsze cię
podejrzewałem że wolisz facetów". Zeb mówi: "Ja was
obydwu podejrzewałem, wy pedały zak.." Na to czwarty "Dość i stop,
teraz nie pora na kłótnie, mamy biznes naprawiać a nie prywaty
dochodzić". Radzi Zuzia: "Możnaby takie szoły robić i strimować wasze
strzelaniny albo coś, gdzieś tam na netfliksie czy ajfonie, już tak raz
prawie mogło być na Ibizie, ale najpierw się muszę z wami przytulić". – A po co? – Na insta potrzebuję, bo egzotyczne. Na to jeden: "Ja się nie lubię przytulać bo mam
spluwę zawsze noszę, a jak ktoś się przytula mam boja że chce wymacać
gdzie ją mam, wyszarpnąć i mnie odstrzelić.. tak zginął już mój
brat, a też dziadek i mama i pies". Ostatni mówi: "A jaką mam
gwarancję że nie jesteś z faj-woł i że nie chcesz przy tym przytulaniu
przykleić nam mikrofonu lub zaczipować?" Zuzanna odpowiada: "Nie jestem
z policji, czy widzisz gdzieś legitymację, mam ją?" "A skąd wiemy czy
nie schowałaś w kieszeni? Mamy cię obszukać, masz tu zrobić striptiz..."
– Mała, starczy tego! To jest tak głupie.. Koniec odcinka! Wymyśl
inne dyrektywy bo nie mogę.. I stale skubiesz, albo brew, albo drapiesz
po nosie, albo dłubiesz.. roznosisz sobie bakterie po całej buzi. – Dobra, już nie robię. Przypomnij jeszcze jak ucztowali i jak Pati dołączyła.
– ale krótko bo to nudne. "No dobra, to ty się do niej
przytul a ja będę stał tu z boku z odbezpieczoną spluwą jakby coś
kombinowała". "Ale jak do niej strzelisz to ją przestrzelisz i ja też
oberwę". "No tak, ale poświęcisz się dla zdemaskowania i dla Rady
Nadzorczej". "Sam się poświęć, głupcze, albo swoją grubą mamę" i
zaczęli się znowu kłócić, powyciągali pistolety, są bardzo
kłótliwi i od razu o byle co wyciągają pistolety, co tłumaczy
czemu młodo giną, wcześniej niż członkowie Klubu 27. Dla rządu silver
lajning bo oszczędza na więzieniach i emeryturach.
Ale Zuzanna im przerwała: "Uspokójcie się" – mówi
– "spoko, tranquilo, znajdźcie jednego kandydata drogą
demokratycznych wyborów żeby się przytulić a cała reszta może mi
nawet trzymać pistolety przy głowie na wypadek szachrajstwa mojego, co
się nie zdarzy ale przysporzy dreszczu emocji". Zgodzili się więc
zrobić wybory, z tym że zaraz jeden powiedział że musi być najpierw
kampania wyborcza, debaty.. A drugi na to "Szadap, nie ma kiedy, w
czasach potrzeby nawet rzymianie obierali dyktatora, idziemy na piwo,
ile można z tą wariatką? Niechże się który poświęci i przytuli,
będzie z głowy" i przez aklamację wybrali jednego, choć znów się
przy tym pokłócili i mało nie pozabijali bo jeden
podniósł rękę na nie, a drugi zrozumiał że na tak, więc złożył
protest wyborczy, a że nie było wybranej komisji więc nie miał kto
rozpatrzyć i znowu powyciągali spluwy, ale Zuzanna zaczęła się śmiać i
się uspokoili. Wypchnęli jednego kandydata, każdy dał mu trochę kasy i
podszedł do Zuzanny, trochę się bał, "Chłopaki jak coś to mnie
pomścicie", "Nie przejmuj się, jak co to będzie jak sito".
Zuzanna podeszła ze swoimi ramionami otwartymi po słowiańsku, a on się
cofa, broni, zasłania twarz, "Tylko nie po twarzy.. nie po oczach.."
Inni go popychają, nareszcie Zuzanna się przytuliła, ale w tym momencie
huk się znowu rozległ, a to Pati weszła.. wpadła.. jak zobaczyła to
zamarła.. .. a wszyscy podskoczyli, a mieli
spluwy powyciągane, więc niektórym te spluwy odpaliły i kule
poczęły latać na wszystkie strony, ale na szczęście nikogo nie trafiły,
w końcu zastygli ze spluwami wymierzonymi w Pati. Ona krzyczy "Zuza
gdzie jesteś, jesteś tam? nic nie widzę". Oni na to "Czy ty ją znasz"
"To moja koleżanka" "A dużo jeszcze ich masz, dużo przyjdzie? Bo już
wystarczy, nie chcemy tu całej klasy, a poza tem pora na piwo,
posiedzenie się kończy.." Pati mówi "Ja
też bym się chciała przytulić" a oni pchają tego samego. "Z jedną już
się ściskałeś to równie dobrze możesz z drugą" "Heloł, teraz
wasza kolejka" i znowu się kłócą. Wreszcie na odczepnego Zeb
przytulił się na chwilę do Pati i mówi "Słuchajcie, idziemy na
bankiet po zakończonej sesji, jak chcecie to chodźcie z nami, inaczej
was nie wpuszczą bo tam nie miejsce dla little white girls i jest tylko
od dwudziestu jeden lat. A ile wy macie? Piętnaście albo szesna.." – Osiemnaście!
– Dobra dobra, my tak samo nie rozróżniamy białych jak oni
nas. Mamy też spluwy co działa lepiej niż lewe aj-di – i poszli.
Wytworny bankiet okazał się z desek sklejoną budą, "beexr" - syczał
trzepoczący neon. Weszli do środka a tam ciemno ponuro, jak na
Radziwiu, tyle że rap leci z szafy grajacej, ostry rap jakiego w radiu
z latem nie puszczą, usiedli przy barze z piwem z puszek i siedzą. Pati
do Zuzy mówi "To my też weźmy", podchodzą do baru, wspinają się
na palce, robią miny dorosłe i grubym głosem zamawiają, a barman
popatrzył, zmierzył i "Get de fak ałta hier". Pati pyta "Co on
powiedział, po jakiemu to było" "Nie wiem i nie interesuje mnie, pewne
tylko że po niechrześcijańsku, wszystko co trzeba wiedzieć to że
katolik mówi po polsku, bo nie gęsi a polski język mamy, akcenty
różne białostocki i góralski ukochany przez Ojca Świę.."
Na to Pati pac Zuzannę w głowę bo rozpoznała że zaczyna się atak znany
z uprzednich epizodów całej klasie, która z reli miała
tróje na szynach tylko Zuza szóstki. – Ej! Eeeej!
.. Pati chciała skrócić atak więc szybko przerwała: "masz rację
odmawiamy my młodzież polska niegodnego Polaka upokorzenia i będziemy
mówić tylko po ludzku.. ty mów po góralsku a ja po
białostocku." – Nie! Ma być że ona wszystko
rozumiała co to znaczy w tym języku co oni gadali i ona inną taktykę
obrała. – Nie ogarniesz języka powyżej pewnego wieku... a ile one miały mieć w tym odcinku? – A ile mieli ci Bladsi? – Naście. – Dwadzieścia! I my też!
– Przecież wiesz że lasia powinna mieć połowę wieku faceta plus
siedem lat, więc 20:2=10+7=17, chyba że koleś jest po pięćdziesiątce,
to minus siedem. W tym wieku nauczyć już się nie da. Pati mówi:
"To godoj tym gurolskim coby siem wy'y'awało zeto po'łangelsku ino niby
z londonoskim ak'centem z lewyj strony jednyj łulicy w gecie na
istendzie, tamuj je pińć akcyntów w kazdom dzieel' nicy i łoni
sami siem nie rozumiejom zajemno". Więc Zuzanna podchodzi i mówi
do barmana "Dojcie nom gus'podazu piwa dujcie bo my psyjechały spod
londyna a tamuj mówiołymy inym jak cowytu godocie, unos dutki
som w kieseni my zap'łacimy a i niech dwaiścia złoty z podobiznom
matkiboski centochoski". Na to Pati: "Powiem
akcentem białostockim, albo lepiej może mazowieckim, te wszystkie już
nawet nie że idę "na dwór" ale na jakieś "dworze" czy nawet
dworza w liczbie mnogiej, "co nie" i "tak" na końcu zdania z
pytajnikiem, zdrobniale "widelczyk do wódeczki ze śledzikiem w
gardziołko, tak?" "a jak!" "słoiki wracają z dworza, co nie?" Zuzanna:
"Oni też tu tak mówią, y'know, yeah, I mean, I'm like, right?
actually, fo'sure, okay?" Barman zgłupiał kompletnie i pyta
Bladów skąd one. "Nie wiemy chyba gdzieś z Czelsi albo Mejfer
czy Belgradu, to dzielnice Londynu są", na to drugi "Skąd ty niby znasz
dzielnice jak niepiśmienny mieszkasz w Sał Central Elej i najdalej
byłeś w Krensza w sądzie jak cię zamknęli za poseszion wit intent tu
dystrybiut". "Ty tak do mnie nie mów, ja tylko udawałem żeby nie
było że lizus pisswhite Uncle i do gangu nie przyjęli, lecz teraz na
starość doceniam walory edukacji". Popatrzyli po sobie i Zuzanna
pomyślała że zaraz znów wyjmą spluwy ale drugi spuścił wzrok:
"Masz rację Blad, ja tak samo się uczyłem po kryjomu, w domu pod
kołdrą, po lekcjach, bo w szkole musiałem bić nauczycieli i gwałcić,
inaczej gang by mnie nie chciał i wiem że w Anglii jest wciąż feudalizm
i twój akcent twój los". I wydało
się że musieli grać nieuków bo by ich rówieśnicy
obśmiali, więc zawijali książki dla niepoznaki w porno i robili błędy
ortograficzne w grafiti, choć czasem w nocy skradał się któryś
gryziony sumieniem żeby te bardziej rażące poprawić, tyle że niebieskim
sprejem żeby było na Kripsów. Nagle okazało się że oni
wiele wiedzą i chcą więcej, ośmielili się na tyle że zaczęła się
dyskusja o etyce i Schopenhauerze. "Co nas kosztuje uprzejmość, jest
jak fałszywe pieniądze, wydawajmy ich jak najwięcej". "Ale uczucia też
trzeba mieć, ich się nie wstydzić". Zuzannę to
zaraz znudziło, więc mówi: "słuchajcie Blady, ja wyrażę swoje
uczucia najlepiej za pomocą ruchów ciała, za pomocą tańca. Moja
ekspresja najlepiej wykaże się w tańcu". – To jakiś bełkot nie po polsku! – Próbujemy oddać ducha dialogu.
I wskoczyła na bar, zakasała kieckę i zaczęła tańczyć. Ale będąc znanym
klutzem ogólnopłockim od razu się poślizgnęła, zrobiła
niezamierzony szpagat, choć wszyscy bili brawo bo myśleli że tak miało
być. W wielkim bólu, bo jej się nogi rozjechały niechcący aż coś
chrupnęło, podjęła ponownie, ale znów się poplątała, jedna noga
poleciała jej za głowę i spadła na Pati. Pati ją odepchnęła i znowu
wyglądało jak zamierzone. Na to Blad
mówi "ty nieźle tańczysz choć biała, a biali machają tylko
rękami i nogami nie wiedząc że istnieją biodra, ale dość to.. hm..
oryginalne i weźmiemy cię na naszą dyskotekę, pokażesz naszym czarnym
siostrom tańce białego człowieka". A drugi: "Może byśmy mogli nawet
bilety na to sprzedawać, kasę odzyskać z inwestycji na niechcianych
dragach. Zrobimy show obwoźny po okolicy, niech widzą jak biały
człowiek tańczy". Ale trzeci "Myślałem że przyszliśmy na piwo a nie
gadać o interesach, posiedzenie rady zamknięte".
I znowu prawie kłótnia, znów już prawie wyciągnęli
spluwy, ale zaraz głupio im się zrobiło bo już mocno im zaświtało że
coś się skończyło. Mogliby mieć świetne oceny w szkole, dobrze udawany
respekt białych i rekomendacje do koledżu, gdyby tylko jeden przed
drugim nie musiał być twardy. Mogli każdy dorobić się domu, albo raczej
zadatku na morgedź, co daje po latach zostać Ziemnym Lordem i wynająć
bidokom renciarzom, niech spłacają. Albo budować bunkry "all hundred
percent American mostly legal labor and some of the supplies too". Albo
robić apki w AI i sprzedać za bilion Moluskowi czy Sukowi.
– Hej, blady – mówi Zuzanna – zróbcie
apki jak erbi enbi co zastąpił staruszki pod dworcem z pokojami na
godziny, czy uber zamiast gypsy taxi. Idziesz ulicą na wakacjach i chce
ci się do ubikacji. W restauracji nie pozwalają, na ulicy nie wypada.
Na pomoc apka, pokazuje że przechodzisz obok co najmniej 134
sraczy na aplikację w okolicznych domach..
– Niezłe – zauważył Zeb. – Jedziesz nocą przez miasto
i chce ci się .. tego. Burdeli nie ma, nawet zwykłe chętne cichodajki z
ulic gliny wymiotły. Na pomoc apka: wyświetla ceny, lokacje i zdjęcia
matki / córki / siostry / wnusia, a nawet psa i kota, dla
koneserów bywa też starucha, małpa i karzeł. Zdziwiłbyś się ile
k... przypada na kilometr kwadratowy przeciętnego miasteczka,
gdzie jak nawet jest praca to tylko w Makusiu, Walmarcie i Targecie.
– A jak do tego masz zbywające jedzenie, dodajesz to też na apce
jako bonus. Domowe obiady za pół ceny, po... you know. AI
wszystko zrobi, nie trzeba nic samemu programować.
– A ja chcę być spokeswoman dla poważnej wielkiej korporacji -
mówi Patrycja. I took a course in oratory. It lasted almost an
hour. I've learned to always use the following word structure: We at ------- always / constantly / continously / strenuously strive / deny /
Zuzannę natchnęła ta wymiana zdań. Stanęła na barze. "Czemu rzeczy
przemijają? Skąd się wzięło że na każdą superdupencję, mokre marzenie
milionów, przypada jakiś koleś co nie wie jak się jej pozbyć,
śmiertelnie chory na sam widok jej nadętych cycków? Dlaczego
tiktok wychodzi z obiegu, jak wczesniej fejs, choć to dalej ten sam
tiktok i przecież można go też użyć w krótkiej formy komediowej
jak Sarah Cooper, albo nawet nakręcić film w odcinkach, 200
odcinków po pół minuty każdy, tantiemy do końca życia. Są
możliwości większe niż twerking, i co z tego? Komu przeszkadzał
renesans, że trzeba było zrobić barok? Czemu z romańskiego kloca wylągł
się strzelisty gotyk, z baroku subtelne rokoko, co z klasycyzmem i jego
dałnowatym potomstwem Terdrajchem i Socem? Le Corbusier i Niemayer, i
ich nieprawe bachory, blokowiska Bukaresztu i skyline Warszawy, jak szczerbaty pijak oparty o powyłamywane sztachety.
Któryś próbowal to przerwać ale Zuzanna tylko zatrzymała
go gestem. "Pliiz Monsieur!" i w uniesieniu przemawia dalej: "Nawet
dziadersy to dostrzegają. Stale słyszałam od starego ojca że co się
niby stało z jakimś Panamem i jego barem po schodkach? Drinki były
drogie, ale się paliło i flirtowało, lot mijał przyjemnie. A ja pytam,
po co w ogóle była dawna szkoła gdzie podobno wmuszali lekcje
muzyki i astronomii.. A stro co? Chyba żeby nauki Kościoła podważać
judzić, młodych bałamucić. Jak słońce krąży, każdy widzi. I tylko
nudzili o sztuce i architekturze, jakieś z papieru mapy na geografii i
nie wolno było uczyć prawdziwej historii, jak żeśmy odświeżyli Sojusz i
o roli naszej w nim kluczowej i o putina napaści co zjada w krepości
niemowląt kości??"
Popatrzyli po sobie
i powoli pochowali broń. "Wiesz, przemoc w zasadzie nie rozwiązuje
niczego". "Ale ją jakby.. to może nawet public service, co nie?" "Nie!
W historii tylko ruchy non-violent coś osiągnęły trwałego! Gandhi, MLK,
czy nawet Solidarity w Polsce. A wy w końcu z Poland czy Holland? Oh I
see.. hm.. znałaś takiego co się nazywa Lek Valeza?"
– Tak – odparła Zuzanna – mieliśmy tego króla,
z dynastii Waleses of Whales, ale się nie sprawdził, widelcem jeść nie
umiał, zamiast moskala bić toalety jakieś instalował w bliskim świętej
Katedry sąsiedztwie czym zgorszenie czynił niemałe, i gejostwem swoim
jawnym też. Dużo lepszym naszym królem był Korybut.
Języków miał więcej niż niejaki nomen-omen Olizar co go był
zdisował; i dużo więcej niż Valeza bachorów. Mieliśmy wtedy
piękne granice, na kształt dużej kury z dziobem... a teraz jego
wnętrzności są "za granicą" choć to miejsce nasze. I Kurlandię,
kolonie, Tobago, Gambię... - ale tu Zuzanna nagle zamilkła, ze względu
na negatywne konotacje. Na szczęście nikt już nie słuchał.
– "A mnie mówili na filmoznastwie.." "Coo?" "No dobra,
wchodziłem na takie klasy z nudów na USC, zamiast czekać na polu
aż się skończą żeby potem paru dzianych opędzlować" "I tam cię
wpuścili?" "Nikt nie pytał bo się bali że jak się okaże legit student,
to spory lawsuit". "Zebulon, respect!" "W dodatku na polu zaraz by się
uczepił security, oni wszyscy czarni zdrajcy Uncles są" "Co
pokazywali?" "Głównie studenckie filmy, idzie para przez kampus
w jesieni, trzymają się za ręce i kopią liście.."
– Coś jak nasze kino – wtrąciła Zuzanna – Niedawno za
karę za wagary musiałam obejrzeć polski film, a potem popisałam ławki
więc jeszcze mi dowalili serial i drugi film. Nasz wkład do światowej
kinematografii to sceny wyciągania z kieszeni kluczyków, łapania
za klamkę, otwierania drzwi, wsiadania do samochodu, ruszania,
podjeżdżania, parkowania, wysiadania, zamykania, przyciskania bipcyka
od alarmu i ogólnych miłosnych karesów kamery po
karoserii i odbiciach oczu w lusterkach; precyzyjnie rozpisane na 4
mise-en-scenes, każda po 20 ujęć z 7-8 kątów i 5 różnych
kamer, w tym mobilnych i na dronach. –
Taaa polskie kino też raz tam było, ale w formie dokumentalnej. Jedna
reporterka z niemieckiej tv, ksywa Stalowa Lenka, kazała przegonić
jakiś gapiów co jej wchodzili w kadr, fotobombardowali paradę
zmęczonych żołnierzy jak szli na zasłużony odpoczynek. Zawołała
security, wielkie rzeczy. A teraz że jej cały kraj niby odszkodowanie ma płacić, tryliony, choć ona dawno umarła..
– Zuza: "Yo, nam się to należy. Bo nie dokończyłam, mieliśmy tez
innego władcę Konrada, on nas z Zachodem zbliżył.." - ale w tym
momencie Zebulon wstał i ziewnął. "Lezgo!" Inni też powstawali,
zatykając uszy. "Jeszcze był August the Strongman! Fox tossing champ..
– próbowała podtrzymać temat Zuzia, bez skutku. –
choć gdyby królem został Conti, mielibyśmy dziś La Tache...
czekajcie!!!! A syn jego potrafił trafić w sforę psów z okna
pałacu.... po ciemku... aaaaa"
Dobra Zuza, starczy, już mi się nie chce, koniec tego.
– Nie! Ja jeszcze chcę tańczyć z Bladem, chcę tańczyć z nim wolnego! – Bladsy nie tańczą wolnych kawałków.
– Tańczą ze mną i koniec. Rege. Sam mówiłeś że rege to
wolny taniec na pół bitu, tylko biali turyści tego nie wiedzą i
dlatego na Karaibach miejscowi rwą ze śmiechu, nawet bardziej niż w
Polsce gdzie jest tragiczny brak murzynów..
– Rege wyszło z mody, ale dobrze.. Więc jeden mówi "Ty ale
zanim zaczniemy je pokazywać za pieniądze za biletami, to może najpierw
zobaczmy jak one naprawdę tańczą", wziął Zuzannę i zakręcił. Ale
mówi "Jak tak nie mogę, do rapu się nie da". "To wyłączamy szafę
na chwilę i będziemy śpiewać acapella". "Ale co?" "To ostat-nia
nie-dzie-la, dzisiaj się rozsta-nie.." – Nieee! .. i tańczyli ten wolny taniec i na tym skończył się już definitywnie ten odcinek.
2. I co dalej? Znajdują hotel i podsłuchują rozmowę. Planują skok na sejf.
Epickie spotkanie z Bloodsami pozwoliło wreszcie Zuzannie wyrzucić
swoje fantazje z systemu. Co dalej? Po co w ogóle tu
przyjechałyśmy? Nie ma pieniędzy i planu, kasa na dwa-trzy dni, w
miejscu gdzie wszędzie daleko i trzeba jeździć uberami, komunikacja
publiczna nie istnieje, auta nikt jej nie wynajmie. Trzeba znaleźć
jakiś motel. Akurat był jeden po drugiej stronie ulicy, kraty na oknach
i typek w czerwonej czapeczce, z obleśnym uśmieszkiem, w recepcji. Pati
mruczy – spadówa póki się da. Zrobimy inaczej.
Znajdziemy porządny, drogi, burżuazyjny hotel, nie dla
celebrytów, tylko biznesowy, solidny. Patrzymy w pobliżu
recepcji jak ktoś oddaje klucz i wychodzi na miasto. Ukradkiem notujemy
numer pokoju, włamujemy się i śpimy. A jak nas złapią, udajemy głupie,
że niby przez pomyłkę. Nic nam nie zrobią bośmy nieletnie. – To nas zamkną w ośrodku dla nieletnich! – Nic się stara nie przejmuj. Mogłyśmy uwolnić dziewczynkę z domu sierot, uwolnimy i siebie. – A jak znaleźć odpowiedni hotel? – Spytamy Bladsów. – Przecież żaden z nich nigdy nie był w takim. – Ale z tv może znają, albo kokę donoszą.
– Zebulon: "Musicie iść tam gdzie białasom się wydaje że jest
ekskluzywnie. Nie tam gdzie stają ludzie co mają prawdziwe pieniądze,
nawet tam nie traficie, a nawet jeżeli przypadkiem, nikt was nie
wpuści. Po autach też nie poznacie, mamy takie słówko
nondescript, jakiś station wagon albo kilkuletni Buick, takie preferują
Stare Pieniądze nie chcąc kłuć hołoty w oczy, ani zachęcać porywaczy.
Nie w butikowych dyzajnerskich dla bohos w Mini, ale oryginalnym z
1968, i broń Boże nie tam gdzie stoją suwy burakomobile bydłowozy i
miejscowa 'klasa średnia', jak lubi się samemu określać tutejszy
proletariat w strojach regionalnych, czapeczka, szorty z paskiem,
plastikowe buty i koszulka polo. Nie chcecie też 'wyższej' klasy
średniej, dentystów i papug co się na starość upgradnęli z Merca
na Bentleya, ani wannabe 'tech bros' i hustlerów od 'fake it
till make it' z 4-dniowym zarostem, plus marynarka bez krawata i
slipersy Gucci bez skarpetek, za to z wypożyczonym na godziny Lambo.
Jak ktoś gada że wrócił z Hamptons po Coachelli, zna słowo
"hasztag" i jedzie na Art Basel po Forest Hill, trzeba wiać. Dla was
najlepszy będzie solidny burż, Ritz albo Four Seasons, ostatecznie
Hilton, ale Conrad albo Signia, albo Radisson, ale Blu albo Collection.
Jeden jest na Wilshire, pełen dzianych dziadów łasych na lasie.
Tacy zwykle wynajmują limo. Najłatwiej sprawdzić w barze, jak siedzą
goście po czterdziestce bez męskiej biżuterii oprócz tylko
analogowych zegarków, dyskretnie zerkających z pod
mankietów - brać!
Wzięły ubera i
zajechały do Century City, niedaleko Beverly Hills. Zuzanna i Pati
klapnęły na wielkiej sofie żeby dyskretnie obserwować recepcję. Wpadły
w nią głęboko, popijają kolę za resztki kasy i czyhają na okazję.
Strasznie trzeba uważać z publicznymi rozmowami w języku,
którego - zdawałoby się - miejscowi nie powinni znać. Raz z
jedną Wiką byłyśmy na wakacjach u jej taty w Ameryce i jechałyśmy windą
w Saksie, dużym domu towarowym dla klasy średniej z pretensjami. Z
samej góry, a piętro niżej wsiadła elegancka starsza pani.
Zaczęłyśmy sobie pogadywać, głównie ja, że możnaby ją schwytać i
przydusić, zobacz ile ma biżuterii, a młode siły giną bez wsparcia.
Mówimy to z uśmiechem i uprzejmym tonem nie patrząc na nią,
pogawędka jak o pogodzie. Zjechałyśmy na parter, drzwi się otwierają,
pani wychodzi i mówi: "jak wam dzieci nie wstyd.. i to jeszcze
dziewczynki.." Tutaj zdarzyło się to samo. Nagle,
na drugiej sofie stykającej się od tyłu z naszą sofą, zasiadło trzech
facetów. Zaczynają gadać - po polsku! Pozamawiali "łyskacze",
Zuzanna już chciała prychnąć śmiechem, ale Pati mówi: "słuchajmy
i cicho".
mówią najpierw żargonem makaronistyczno-prasowym, ale w miarę chlania przechodzą na k... sp... etc
I jeden nawija: "Robimy ten interes i na wakacje" "A myślisz że upchamy
to wszystko?" "Jasne. Każdy Polak co się dorobił w Ameryce i żyje
godnie, jest Właścicielem, wie już że prawdziwi bogacze nie mają
Mercedesów tylko Rolrojsy, nie Roleksy tylko Patki, nie w Bossie
dla biedaków czy nawet w Armani czy Zegnie, tylko Saville Row i
nie do Hiszpanii ale na Bora - koniecznie na palach." "Wiem bo już od
1995 roku nie noszę białych skarpetek. Ale czemu tu mają od nas coś
nasze kupować?" "Bo tańsze, dobry towar, z tej samej fabryki w Chinach,
tyle że wyszły tylnimi drzwiami po godzinach". "Ale to przecież
bogacze?" "Niby tak, ale Właściciel to nie to samo co kiedyś
Posesjonat, musi oszczędzać." "To kto przychodzi?" "Jakiś ich tu
prezes. Dali my w jego ulubionej gazetce ogłoszenie. Masz czytaj: "Czy
luksusowy zegarek to dobra inwestycja? Stracić na nich trudno. Kolekcja
zegarków coraz częściej jest lokatą kapitału".
"Przecież te KPMG to my" "No właśnie, dlatego kupi dla syna i zięcia".
"A co go obchodzi Polska i jej gazetki?" "Bo patryjotą jest, jak nasz
Prezes, i znają się z rautu w ambasadzie. A tu już jest stakeholderem".
"Czym?" "To jak nasz Interesariusz" "Że kto?" "Patrz w gugla: Zarządzanie
interesariuszami jest kluczowe dla sukcesu każdego projektu czy
organizacji. Zrozumienie ich potrzeb i oczekiwań pozwala na
podejmowanie lepszych decyzji, minimalizowanie ryzyka i budowanie
pozytywnych relacji. Analiza interesariuszy pomaga w identyfikacji
kluczowych grup, określeniu ich wpływu i opracowaniu strategii
komunikacji i zaangażowania.
Ma udziały i to poważne!. I lubi mowę ojczystą na uchodźtwie.
Nieustannie uwspółcześniany język: "Czy Rosjan czeka kolaps
amunicyjny?" onomatopeje, wróg grzmi i pieje. Przypominamy że
oni mają long list of rehashed grievances podczas gdy my mamy
legitimate concerns. Oni: threats. My: warnings. Oni: migrants. My:
expats." Pati i Zuzanna słuchają dalej: "Ale
mamy ten główny interes rozpisać. Prezes czeka. Idziemy na
górę i wszystko rozpiszemy, do roboty trza na chwilę". Poszli.
Pati udało się podpatrzeć numer pokoju. Czekały dobre dwie godziny, aż
się kelner niecierpliwił, ale powiedziały mu że oczekują mamy taty i
żeby zapisywał wszystko na pokój, a sobie duży napiwek. Nareszcie
kolesie wyszli z windy. Pati za nimi. Przeszli przez hol do
restauracji. "Teraz" mówi Pati – "będą żreć godzinę lub
półtorej, włamujemy się". "Ale jak? Nie mam pojęcia jak taki
zamek zrobić". "Dzwoń do Bladsów!" "Przecież ich tu nie
wpuszczą". "Spoko, ubiorą garnitury". Dzwoni. "An' what's in it for
us?" "Heard about Patek?" "Who?" "OK, rolex? Szybko, mamy godzinę".
3. Podział łupów. Na tropie afery. Rozmowa z ojcem.
Wchodzi ich dwóch, w mundurach i czerwonych kamizelkach. "Mamy
robić za boyów". Poszli razem, "boje" dzwigają puste walizki
które przezornie przynieśli. Włam trwał parę sekund, myk myk jak
prawdziwi zawodowcy. Wchodzą a tam sejf. "Eee takie pudło to ja w
minutę.. to model XX634, produkcji zaprzestano już 2 lata temu i trudno
o części... o już". Otwiera, a tam pełno zegarków,
pierścionków, łańcuszków, jakieś teczki. Wszystko to
zwinął do walizek i chodu. – Mieli wszystko przetopić i przenieść pieniądze z tego, tak? – Tak.
– To przychodzą i mówią "Zuzanno, mamy nie najlepszą
wiadomość bo przetopiliśmy te pierścionki na sztaby złota. Ale ponieważ
brak nam doświadczenia jako hutnicy.." – Czy oprócz Zeba
mieli jakieś imiona, te Bloody, czy tak cały czas Blood 1, Blood 2, jak
Kurako 1, 2 ? – No właśnie nie wiem, bo jeszcze ich nie nazwaliśmy. – Dobra, to nazwiemy jednego Kurako. – Nie, ogarnij. Niech będzie Kajl. – Karp? – Kajl! – Skąd ty te imiona wyciągasz? – Drugi będzie... czekaj, cicho bądź... – Jak jest Kajl to niech będzie i Abel. Kajl i Abel. – Nie. Kajl będzie.. i .. Noa. – Cała biblia do nas puka jak widzę? Mało ci Zebulona? – Berenice..
– Takie imiona nosili kaznodzieje 200 lat temu, gdy Huck i Jim
uciekali przed sprawiedliwością. Może coś ładnego dla dzieci, np.
Kocina-Plwocina? Konanek? mały Baldurek? "Oliwio, proszę oddać ajpada
Kewinkowi!" – upominała swoje bachory jedna pani w falbanach w
sklepie, przepraszam, markecie King Kros Plaza Praga? Może coś z innej
branży? Marsanne, Miura Viura? Pedro Jimenez Countach? Albo Lady
Chlamydia? – Trudno. I będzie jeszcze więcej.
– Czy jest jakiś znak tekstowy na przewracanie oczami? No to Kajl
mówi do Noa - czy do Noy? – "Popatrz", pokazuje, wyciąga
łapę, tam gdzie był jego palec jest teraz zaropiała dziura. Topili
pierścionek na patelni. To było głupie, bo każdy wie że złota się nie
da przetopić na patelni. – Ale nie topili tego tylko dali temu swojemu i on to wszystko.. – Paserowi? – Tak, dałnie.
– Ale paser chce oszukać.. No dobra, to nie będzie przetapiane.
Miało tylko być że oni zaczęli na patelni smażyć to złoto jak jajka,
ale złoto się nie chciało topić, to złapał gorącą patelnię i.. Noa
mówi tak: "Byliśmy u tego naszego pasera, ma ksywę Madafaka, ale
sukinsyn nas chyba okłamał. Daliśmy mu całą kupę pierścionków,
zegarków złotych itd. Na zegarki popatrzył, mówi "to są
Roleksy, ten jest warty 20 tysięcy, ten 15, ten nawet i 80, ale jak ja
to sprzedam? Każdy taki ma numer, przychodzi z certyfikatem sprzedaży.
Jak nie ma certyfikatu wiadomo że kradziony. Kto będzie ryzykował? Mogę
dać tysiąc dolarów". Oburzenie, "ju madafaka taki owaki".
Powyciągali spluwy, ale paser spokojny, już wiele podobnych sytuacji
przeżył. "Po pierwsze jesteście na kamerze. Po drugie tu za ścianą
siedzi sześciu moich kolesi z obstawy. Schowaj tą spluwę zanim ci jej
nie odbiorę i dam ci nią po łbie".
Noa się
zawstydził bo to było nieprofesjonalne, ale mówi "Tak tanio.. to
fantastyczne zegarki, one są warte i po 100 tysięcy. Tu chyba z 5
takich. A ten jeden za 200 lepszy czas pokazuje, wolniej leci". "I co z
tego jak nikt gorącego towaru nie tknie za tyle. Mogę za wszystkie dać
dwie dychy najwięcej. Nie podoba się to idź na rogu ulicy stań i
próbuj sprzedać. Zobaczymy jak daleko zajdziesz, nawet jakbyś
papier toaletowy dodał w promocji, z tych miękkich, i maseczki lekko
używane". I dalej: "Te pierścionki mają kody wygrawerowane, to wszystko
trzeba zetrzeć i przetopić w cholerę, wydłubać kamienie osobno, złoto
osobno". I nagle się okazało że z tego łupu co miał być warty milion to
jak zostało 50 tysięcy to dużo. Tak zawsze jest. Plany plany marzenia a
potem rzeczywistość, trzy dekady gonienia za kasą bez skutku i adios
won na emeryturę, o ile jeszcze emerytura będzie w ogóle, bo
sobie nie wpłacałeś albo sprywatyzowali. – Ze sto przynajmniej. A jeszcze gotówkę do tego dołożyć!
– Gotówkę już dawno pożarli przecież. Nie przyznali się
Zuzannie, wzięli pochowali po kieszeniach. I tylko jej przynieśli
jakieś papiery, aktówkę z papierami. Zuzanna już wiedziała że to
muszą być ważne papiery. W sejfie nikt nie trzyma byle czego. Albo
bardzo ważne albo coś do szantażu jakiegoś. I Zuzanna nawet większe
nadzieje pokładała w tych papierach, wiedziała że za biżuterię
dostajesz 5-10 procent wartości. No i dostali w końcu od pasera 50
tysięcy za całość, ale zostały te papiery i mówią Zuzannie: "to
wszystko", choć tam trochę nakłamali, powiedzieli że 30. Zuzanna
machnęła ręką na to, mówi "dobra, dawać działkę i te papiery".
Dali sześć tysięcy i aktówkę. "Jeszcze potrzebujemy gdzieś
spać". "ok, możecie tu u nas, byle cicho i po kryjomu, bo się okolica
dowie i zaczną tu przyłazić żeby się dzielić".
Zuzannie teraz było wszystko jedno, mieszkanie miała za free, jedzenie
nieistotne bo uważa na wagę, jeszcze coś jej zostało z podziału kasy.
Oni się zdziwili że tak łatwo poszło z Zuzanną bo się bali że będzie
się awanturować, drzeć. Od Zuzanny jak jest niezadowolona trzeba
trzymać się z daleka, człowieka rozszarpie za 2 dolary. Ale Zuza
mówi "dobra, popracuję nad tymi papierami, musimy to
poprzeglądać", a oni: "musisz ty, my mamy kłopoty z czytaniem bo nasze
szkoły tu w South Central nie są najlepsze. Liczyć nas nie uczą bo niby
co mamy liczyć, a z czytaniem to w ogóle, tylko żeby znaki
drogowe umieć i reklamy, reklamy musi każdy w Ameryce czytać, bo potem
by nie wiedział na co tę kasę wydawać co zostanie jak się rentu nie
zapłaci i elektryki".
Zuzanna zasiadła studiować łupy. Znalazła pendrajwa z nagraniem.
Słucha: "Nie będziemy pisać, nagramy, na pisanie na papierze nie ma
autokorekcji" "To gadaj, tylko szybko bo mi sie chce jeść" "W tym
Krenszo jest taka góra, to dla nas idealne. Pod tą górą
są pokłady... też są kości dinozaurów na aukcje dla tech bros"
"Skąd wiesz?" "Sam we własnej osobie Peter Thiel wypowiadał się".
"Kto?". "Ten anioł biznesu, Anielski Inwestor. Niby inwestujemy w
osiedle, co nie, a naprawdę będziemy wiercić". "Pokłady czego k.. jego
mać?" "Uranu. Jeszcze z czasów jak tu robili wszędzie bomby
atomowe i składowali po gettach. Jak to wyciągniemy i sprzedamy do
Iranu to mamy bracie.." "A za co kupimy? Orlen tylko dał na 2 pilotowe
stacje benzynowe a i to żeby kaskę wyprowadzić". "A co się k...
przejmujesz? Prezesowi powiemy to nam jeszcze nagrody spuści". "A Rada
nadzorcza?" "To tylko Pan Przemek z Pisu i Bronisław z Peeselu. Dostaną
po furze, byle był wielki suw i miał dżipi-esa". "Prezes, on lubi
zarobić.." "To k.. dobre, a po ile trafimy?" "Na Patki starczy". "A
Firmie się poradzi żeby górę śmieci przerobić na ropę i
zlikwidować lewackie pomysły na 'zielony ład'. Na ochronę zatrudnimy
tamtych Holendrów co bronili Srebrenicy".
Były też jakieś listy, ewidentnie od chyba poważnej osoby. Nie było
napisane kim jest ta osoba dla tego gościa, tego nie wiemy jeszcze, ale
list miał jakby także podłoże homoseksualne: "drogi taki owaki",
wspomnienia z Tajlandii, jakieś uwagi, podpisy i wzmianki: "A dzisiaj
nie mogę się spotkać bo jest posiedzenie Rady", bezspornie ktoś biorący
udział w jakiejś radzie poważnej. I postanawiła dojść do tego kto jest
tą osobą. Szantażować jednego i drugiego. – W tym akurat jestem najlepsza. – ? – Ja, w szantażu.
– Ale musiała znaleźć jakieś clues.. poszlaki.. jakieś
szczegóły, co to może być, co jest w tych papierach, a co trzeba
będzie dokupić, zapłacić. I zaczęła bardziej szczegółowo czytać.
A tam inne wzmianki że "pamiętasz jak byliśmy na wzgórzu i
patrzyliśmy na miasto i na dole leżała dzielnica South Central cała do
zburzenia, tereny duże i tu postawimy Ekskluzywne Luksusowe Osiedle
Apartamentów Dla Osób o Wysokiej Wartości Netto, nazwiemy
SoCe, na wzór strzykawkowego getta w Niujorku, co teraz jest
trendy SoHo". Woła tych Bloodsów: "Słuchajcie, gdzieś koło tego
waszego South Central, jest tam jakaś górka?" "Jest jedna
nieduża, może ma ze 20 metrów, tam stare lodówki leżą,
zwłoki można chować". "Bo tutaj on pisze coś tam o jakimś terenie.."
Noe pomyślał i mówi "chyba i było coś takiego, parę lat temu
nasz pastor nawet protesty zbierał, listy protestacyjne, podpisy, bo
jakiś deweloper chciał tu budować, wszystkim nam tu obiecywał złote
góry, że jak się zgodzimy, podpiszemy że oddamy co mamy, to
dostaniemy każdy po mega samochodzie i jakieś nowe domy gdzieś tam, ale
się okazało że nie Samochody a rowery, a domy to z patyków i
kartonu krytego plastikiem, na wyspie zrobionej ze śmieci
uszlachetnionych środkami chemicznymi dla dezynfekcji. Tam się wdały
jakieś organizacje, a jak jeden aktywista co zaginął odnalazł się w
kadzi z kwasem, w jego domu znaleziono materiały na władze miasta i się
zrobiła afera.." "Pamiętasz jak się nazywała ta kompania deweloperska?"
"Nie pamiętam, ale coś to tam miało wspólnego z.. na "o" się
nazywała, może na N kończyła, jakaś zagraniczna kompania taka co tam
już wytruła w jakimś kraju ludzi powietrzem.." – Orlen! – Tak jest. "Orlen Orlen. Orlen!". Przytruł.
Zuzanna mówi: "To niemożliwe. Orlen to lokalna polska firma, oni
tam tylko przerabiają ropę naftową na to i tamto, jak wszyscy inni
trują też sobie w najlepsze wodę i powietrze i ani groszem się nie
dokładają do gospodarki w Płocku.. w Płocku gdzie powinna być najtańsza
benzyna w Polsce, a jest najdroższa. Banda złodziei. Ale tutaj? Jeśli
tu prowadzą jakąś potajemną działalność to pewnie gdzieś został na nich
hak". I postanowiła poprowadzić śledztwo. Ale jak to zrobić żeby nie
trzeba było grzebać w papierach i brudzić rąk? I żeby było zrobione?
Niewiele myśląc zadzwoniła do taty, ponieważ tata był znany z tego że
różne rzeczy potrafił wywęszyć: jakie kto ma hasło do bankomatu
umiał wydedukować po numerze lokomotywy i co kto naprawdę robi gdzie i
z kim jak dzwoni i mówi że się spóźni na obiad, bo musi
wstąpić na plebanię się wyspowiadać, wie ile komu dać w biurze geodezji
żeby ziemię odrolnić, czy na milicji za stary mandat z atrapy kamery.
kłótnia z Pati, która odchodzi do Grubasów
No i zadzwoniła i po 9 dzwonku wreszcie kliknęło. Mówi
dramatycznie "Tato!". A tata "Dziecko jest godzina szósta rano.
Jak mi jeszcze raz... jeszcze raz.. jeszcze o szóstej rano" i
zaczął kląć jak zwykle na swoją niewdzięczną córkę. Ale Zuzanna
wiedziała jak tatę wziąć pod włos. "Tatusiu najdroższy. Do ciebie ja
dzwonię bo cię kooocham, nie dlatego że coś potrzebuję tatusiu kochany.
Wiesz ja zawsze dzwonię do ciebie jak cię, ciebie samego potrzebuję,
twojej rady, i w ogóle to chciałabym z tobą pojechać na wakacje,
bo teraz to ja jestem bogata ty biedny, bym cię wzięła na Karaiby,
Pacyfik". A tata rzeczywiście był biedny, stary
i biedny, mieszkał w małej wiosce na Podkarpaciu, gdzie osiadł po
latach podróżowania i kilku bankructwach, które na końcu
skłoniły go do powrotu na łono ojczyzny. Wiejscy miejscowi często
schodzili się słuchać jego opowieści i za to przynosili mu kwartę
wódki i kilka łutów wędliny albo czapkę pełną gruszek
żeby sobie pojadł. Siedział w tej wioseczce, w byłej budzie dla bydląt
sobie zrobił mieszkanie. Z drewna i słomą wymościł, tam mieszkał. Brodę
siwą zapuścił jak się żyletki skończyły, już taki dziadek był
kompletny, ale gdy usłyszał że jego córka Zuzanna po czterech
latach nie odzywania się zechciała zadzwonić do niego, to od razu
wymłodniał, nawet chwycił za maszynkę i prawie się zaczął golić, ale
przypomniał że lustra nie ma i pyta: "Powiedz kochanie, co ja mogę dla
ciebie zrobić? Jak chcesz to oddam ci ćwierć swojej renty, bo połowę
nie mogę, bo się nie da grosza podzielić na pół. 1 grosz jest
niepodzielny. Wszystko co mam dla ciebie oddam żebyś sobie kupiła
jakieś rzeczy co potrzebujesz, które jakby ci się znudziły to
sobie potem wyrzucisz."
Zuzanna mówi
"Nie, no to tę rentę to owszem trzymaj, trzymaj bo się przyda, ale na
razie potrzebuję coś innego. Bo chciałam żebyś mi pomógł
odszyfrować jedną taką zagadkę bo ja teraz.." A tata pyta: "A co ty
teraz dziecko robisz. Bo wiem słyszałem że studiowałaś na Harvardzie.
Mieszkałaś w trzech mieszkaniach naraz, jedno w Miami drugie w Rio i
trzecie w Las Vegas". Zuzanna: "Nic takiego nie miało miejsca. To
znaczy tak, tak było, ale potem mi się odmieniło. To nie jest godne
mojego czasu i mojej uwagi. Teraz zajęłam się rozwiązywaniem zagadek
różnych kryminalnych, żeby ludziom pomagać na świecie. Bo ja
strasznie chcę ludziom pomagać. Jedynym celem mojego życia nie jest
wcale osobisty zysk albo jakieś tam zbieranie pieniędzy, tylko właśnie
żeby innym pomagać, jak ta Greta co jeździ po świecie i spala przy tym
sporo węgla żeby ludziom pomagać w tym pozbywaniu się tego węgla".
Tata uwierzył, bo zawsze chciał wierzyć w każdy kit co mu Zuzanna
wciskała przez wszystkie lata. "Tak, dziecko, oczywiście chętnie ci
pomogę co tylko potrzebujesz". "Musisz zrobić taki rysercz bo była taka
firma, jest taka znana polska firma Orlen, a tu są jakieś niejasne
interesy. Musisz dowiedzieć się wiele na temat historii South Central,
ale nie tam od cioci Wikipedii bo tam wyczyszczone, nie wujek Internet,
tylko głębiej, żeby wykopać jakieś nieudane propozycje jakichś
dealów, jakieś lewe projekty co upadły na radzie miejskiej. I
całą masę takich rzeczy". "No dobrze kochanie
ale jak ja mam to zrobić, tu nawet nie mam głupio- a co dopiero
mądrofona. W ogóle nie mam żadnego fona. Jedynie to mój
kolega Zenek, głuchoniemy, ma puszkę na konserwanty. Ja mam swoją drugą
i połączyliśmy je sznurkiem, naprężamy sznurek i gadamy do tych puszek
i to jest nasz telefon. A poza tym nie mam dostępu do żadnych bibliotek
bo kartę biblioteczną mi zabrali. Ostatnim razem jak poszedłem do
biblioteki, byłem głodny i napocząłem jedną książkę, wspomnienia
znanego polityka co wciąż panuje i dużo pisze w jakich restauracjach i
z kim bywał. Pełno smakowitych zdjęć kuchni prowansalskiej i
katalońskiej. Dość powiedzieć że nie mam wstępu. Nie mogę nic
sprawdzić". Zuzanna: "Nic się tatusiu nie
przejmuj, ja chcę przede wszystkim być z tobą. Najbardziej mi zależy by
cię zobaczyć. Zaraz ci kupię bilet do Los Angeles, przyjedziesz, nawet
ci wyślę dodatkowe 100 dolarów żebyś sobie porządne ubranie
sprawił, żebyś nie przyszedł jak ostatnim razem w jakiś szmatach z lat
osiemdziesiątych. Żebyś się umył i ubrał żebyś mi wstydu nie
przynosił". Na to tata się aż popłakał że Zuzannie kiedyś wstyd
przyniósł, bo jak ją odprowadzał raz do szkoły to kazała mu iść
3 kroki z tyłu żeby wszyscy myśleli że to służący. – Jesteś chory.
No i mówi: "Dobrze, chętnie przyjadę, ale jak mi prześlesz
bilet, ja w ogóle tutaj nie mam konta w banku, tu nawet poczta
nie dochodzi. Ja tu mieszkam w takiej wiosce, tylko psy tu są, ale tem
psom od szczekania dupami już im się wielkie tak dupy wykształciły, że
się oduczyły gębą kłapać". Zuzanna na to: "Wyślę
na Western Union i ty sobie pójdziesz do miasteczka i tam sobie
odbierzesz pieniądze. Kod biletu też tam będziesz miał, wszystko gotowe
dla ciebie żebyś jak najszybciej przyjechał". "No to właściwie.. to
chciałem.. jutro miała być impreza u miejscowych, mieliśmy sadło
wytapiać z jednego psa co wpadł pod samochód i został na drodze.
Cała wieś miała się cieszyć, tańcować nad tym psem, radować, musiałbym
zrezygnować z tego.." "Z czego?" "No z tego że to sadło jest
namaszczeniem na wszystkie choroby, jako dodatek materialny do
błogosławieństwa i psy są najlepszym przyjacielem człowieka
zarówno w życiu jak i po śmierci, więc po śmierci służą sadłem,
a przed śmiercią żeby jako sobaki złyje babę pogonić jak jej wątroba
gnije. Do tego służą. Albo można im kopa dać jak coś nie idzie. Ale
zrezygnuję, dobrze, przyjadę." Zuzanna do ojca: "Jak najszybciej jak
najszybciej, jest bardzo ważne żeby pomóc ludzkości tę zagadkę
rozwiązać i ludzkości uniknąć całej serii katastrof, to dla dobra
publicznego, a więc i twojego tatusiu kochany".
Mówi do swoich Bloodsów: "Zatrudniłam zawodowca jednego."
Nie mówiła że to ojciec, do ojca nie chciała się przyznawać
póki wciąż był stary i nieogarnięty. Nie umiejący dotykać ajfona
we właściwe miejsca, robił bekę, więc go trzymała w Polsce. "Tu
przyjedzie jeden mój doradca specjalny, bardzo bardzo mądry
jest. Wiele już pomógł, ale to na pewno potrwa dwa trzy dni, z
Polski co najmniej dzień lotów, a musi jeszcze dojechać do
lotniska. Nie codziennie też są loty. Tak, że dojdziemy do tego, na
pewno dojdziemy kto to był ten człowiek który tutaj w tych
listach się produkuje i na pewno z tego będziemy mieli więcej niż z
pierścionków. Bogaci ludzie się strasznie boją skandali.
Zapłacić przyjdzie już nie jakieś tam głupi milion tylko od razu z 50,
byle nie pokazało się że ktoś kogoś wymacał lub coś gdzieś wetknął". Kajl, Noa i Zeb: "Jest taki jeden billionaire collector Dirk Ziff. On wszystko kupi."
4. Intrygi Kupy. Przerażona Monika.
Kupa
wysłała sms do Moniki od Grubasów, gdzie się zatrzymała z
Majchrówną, bo też były grube. Monika dostała sms-a, odpisała
A w międzyczasie Kupa i Majcherówna znalazły się w domu u
grubasów.. postanowiły zemścić się na Zuzannie. Za co one się
miały mścić? Nie bardzo rozumiem motywację Kupy. – Nienawidzi mnie za to że Pati mnie zawsze wolała. – No tak ale ta Pati je puściła kantem i olała je, a potem kazała im przyjechać? – Kupa jest zawsze.. słucha Pati.
– Innymi słowy, Pati narobi im dziadostwa i dalej będą ją kochać.
A tej która nie zrobiła nic złego będą nienawidzieć? – Naprawdę ma to sens. No bo one są po prostu tak zazdrosne. Nie rozumiesz Kupy.
– W międzyczasie Pati się już dowlokła wreszcie prawie na
czworakach - gdzie ona miała się dowlec, do Kupy? ????? – Tak
– Przyszła cała spocona, i Kupa na nią popatrzyła i pomyślała "co
ja widzę w tej Pati.. ani to piękne ani to mądre, jakaś taka cała.."
Ale Pati zaczęła nawijać swoje. "Widzisz do czego doprowadziła nas ta
Zuzanna? Mnie do tego że musiałem iść na piechotę 12 kilometrów"
- i pokazuje krwawe kopytka które starła idąc w szpileczkach
przy temperaturze 40 stopni w kurzu, błocie, śmieciach.. i dotarła
wreszcie do swoich koleżanek. Jeden z grubasów mówi:
"Pati to niby taka szczupła. A ja tu widzę, poznaję po
niektórych oznakach, że ona kiedyś była jedną z naszych". A
Kupa: "A jak to, jak poznajesz?". Drugi grubas: "Tak, widzę te same
znaki", trzeci: "Tak tak tak widzimy". "A co, jakie oznaki?" "No bo jak
ktoś kiedyś był gruby a potem schudł to zostają mu różne
rozstępy i ta Pati jest cała w rozstępach". Czyż nie? – Pati nie ma akurat rozstępów.
– Jak była gruba i potem się skurczyła, to skóra luźna
gdzieś tam się musi podziać, nie? Cudów nie ma, nie możesz piłki
nadąć do taaakich rozmiarów, potem wypuścić powietrze, będzie
cała pomarszczona. Grubasy mają szósty zmysł jeżeli chodzi o
takie rzeczy, wiedzą że ludzie się odchudzają, nie chcą pozostawać
grubasami. Oni są wyczuleni na takie zdrady, stanu, grupy społecznej
grubasów i nie mają takich ludzi w poważaniu. Ale Kupa poprosiła
grubasa żeby pozwolił Pati tutaj zostać i Grubas się zlitował nad nią.
I mówi: "Dobrze. Możesz u nas się obmyć, tylko nie w tym basenie
gdzie się kąpiemy bo jesteś cała w pocie i brudzie i krwi, nie chcę
żebyś nam naznosiła do basenu jakiegoś badzewia, tam jest prysznic
gdzie konie trzymamy, w stajni, konie tam polewamy szlaufem, dopiero
jak się wymyjesz porządnie, to wtedy możesz tu wrócić". Więc
poszła, ją wyczyścili, umyli, musieli głowę trzy razy zmyć bo to w
kurzu, w pyle.. Kompletnie zdezorientowana, w ogóle nie wie
gdzie jest, ale w końcu przyszła do siebie. Zasiadła, dali jej jeść,
pić, czystą odzież. Wyklina: "Wszystko przez tę
Zuzannę, przez nią się doprowadziłam do takiego stanu. Ja, co to kiedyś
byłam w rankingu numer jeden! A nie wiem czy teraz się jeszcze mieszczę
w pierwszej dziesiątce. Zakurzona, brudna, a wszystko przez tą złą
kobietę". I zwraca się do Kupy: "A wiesz jak obmawiała was okropnie z
tą drugą Magdą? Cały czas, że jesteście grube i brzydkie, wstrętne i
głupie do tego, cały czas wam robi koło dupy i tak dalej. To wasz
największy wróg. Musimy zjednoczyć swoje siły żeby ją pokonać".
Kupa mówi: "Trzeba ją jakoś pokonać, ale jak?".
Majcherówna: "Mam świetny pomysł. Jedno takie zdjęcie znalazłam
w Pati telefonie, Zuzanny z jakimiś murzynami". A na to Pati: "Jak to
znalazłaś w moim telefonie? A kiedy?" Już się mało znowu nie
pokłóciły o naruszenie nietykalności telefonicznej, bo Kupa i
Majcher jej wzięły telefon jak była odwrócona. Ale już
wspólny wróg je łączył i puściła to mimo uszu.
Powiedziała tylko: "Nastepnym razem proszę nie ruszać bez zezwolenia.
Mój telefon jest jak moje pierworodne dziecko. Jak ktoś dotknie
mojego to wydrapię oczy, a za dotykanie telefonu to już dwa razy
więcej, bo dzieci zawsze można dorobić następnych. A telefon jest jeden
jedyny unikalny. Tylko dla mnie się otwiera jak go paluszkiem
popieszczę. I w ogóle jest ważniejszy. Do dziecka tylko się
dopłaca, a telefon jest przewodnikiem mojego życia i mojej mądrości..
Kiedyś miałem pierwsze miejsce w mazowieckim konkursie na grzebalnictwo
mądrofoniczne.." – tak gada gada gada.
Kupa w tym momencie zauważyła że Pati się zacięła jak stary tablet z
zafrizowaną baterią i przestała się czepiać o telefon. "Super pomysł",
mówi, "to zdjęcie jest bardzo kompromitujace, trzeba wysłać jej
matce". I szybko wysłała z anonimowego konta, jak Zuzanna się całuje z
Bloodem, które Pati zrobiła ukradkiem na początku. I dodały
anonimowy podpis i tekst: "Oto czym zajmuje się Zuzanna. Niech ktoś
zareaguje! Myślę że pani jako Matka powinna to widzieć pierwsza, taką
hańbę dla naszej parafii i w ogóle społeczności. Co na to
szkoła? Ciekawe co powie dyrektor?" I puściły to.
W Los Angeles był wieczór wczesny, a tam piąta rano gdy
płocczanie tradycyjnie wstają udać się do fabryki Orlenu, bo muszą
wyprodukować dużo zgniłego powietrza. Dużo sadzy i dużo rozmaitych
efektów ubocznych. Rtęci, benzenu i toluenu. Piąta rano jest
taką porą gdy każdy porządny płocczanin wstaje, modli się i pędzi na
przystanek. Nawet pohańcy na kontrakcie co mieszkają w kontenerach za
hałdami też wstają, żeby nie prowokować przez niewdzięczność, choć ich
szychta jest psia nocna, bo Polak żyje godnie i po Dzienniku śpi.
U Moniki dzyń dzyń, też zawsze telefon miała przy uszach i przytulała
jak był ściszony na noc na samą wibrację. Ten telefon to to co ją
łączyło najbardziej z córką Zuzanną, miłość do telefonu. Jedna
miłowała swój telefon, druga swój telefon, każda jak
własną ojczyznę Ojczyzn nie sklejoną sztucznie w eurokołchozie, ale
osobną, równą i niezależną, co dawno postulowali rozmaici
myśliciele męczennicy, ofiary prześladowań lewactwa.
Monika wstała o 5.30, trzeba dziecko odprawić do szkoły na ósmą.
Myła oczy, robiła kawę, brała papierosa, wchodziła na balkon i tęsknym
wzrokiem patrzyła w przestrzeń. A telefon miała zaraz obok. Nagle
telefon zabipował ostrzeżenie że przychodzi esemes. Od razu schwyciła
go mocno, trze go, trze palcem, dotyka z miłością ale ostrożnie, aż
obudził się, powstawał niespiesznie ale coraz żwawiej, już się
otworzył, zadygotał, zabrzęczał i zaczyna odkrywać zdjęcie, duże, i to
trwało, trwało.
Monika zadrżała jak je
zobaczyła. Nie wierzyła własnym oczom! Zuzanna.. hm.. całującą się
prawie na pewno chyba... z.. czarnym hm.. człowiekiem, a nawet nie
wiadomo czy całkiem, bo nie od Jafeta jak katolicy a szczególnie
Polacy. Więc jest to w ogóle hańba narodu polskiego i zdrada
Kmicica pana Łojodyjoskiego. Za coś takiego dawni niby-Polacy co kocią
trudnili się wiarą, byli bez ceregieli krzyżowani na palu, ale teraz są
nowe czasy i tylko są - na razie, póki co i do czasu -
piętnowani przez media z ambony i społeczność, Radę Państwa Adwokacką,
Sędziowską i Misyjną milicyjną. Autorytety te piętnują taką osobę,
stoją nad nią i piętnują, pouczają "jak mogłaś zdradzić z własnej woli
i zaszargać imię dziewicy jasnowłosej rusałki dzieweczki co w historii
broniła własną piersią skromnie ukrytą w biustonoszu. Turcy pohańcy
hańbili gwałcili ale to było zazwyczaj wbrew jej woli i dawno, zresztą
teraz są w jednym z nami Sojuszu. Gdy perswazja nie pomoże, przychodzi
Straż Obywatelska. "To jest okropny wstyd. Pani Moniko trzeba by na
tacę ze dwa tysiaki, żeby odkupienie było. Jak osoba nie ma niech
pożyczy". Tak więc pani Monika zobaczyła i
zadrżała. Zaczęła dzwonić po wszystkich rodzicach koleżanek swej
córki żeby wyczuć czy przypadkiem to zdjęcie nie obiegło już
całego Płocka, ale nie, nie obiegło, koleżanki tylko jak zwykle
mówiły "Pani Moniko, czemu pani znowu tak wcześnie dzwoni", a
ona na to: "Jak to wcześnie! już 6:10, o tej porze już wszyscy są albo
na modlitwie albo na Orlenie, a jak nie są to są odszczepieńcy
agenci poputczycy". "Tak pani Moniko, ma pani rację. Ma pani rację, to
rzeczywiście prawda.. No więc 6:10, tak, to jest naprawdę właściwa pora
na dyskusje i rozmowy, szczególnie jak jest kawa i papierosy, w
związku z czym tak, jak najbardziej, co pani leży na sercu, czy na
sumieniu, czy na jednym i drugim..". "A nic, chciałam się dowiedzieć
czy pani ma jakieś wiadomości od swojej córki bo ja wiem że pani
córka też zaginęła". Na to mama Magdy: "Nie, nigdzie nie
zaginęła, jest na obozie z harcerzami". "Tak tak ja rozumiem, moja
córka Zuzanna też jest na obozie z zuchami.. Ale czy dała znaki
życia?" "No dała, przecież nigdzie nie uciekła".
Wiadomo że jak powiesz że dziecko uciekło to jest przekichane dla
matki, to jest wina ojca albo matki, co źle wychowali dziecko. Niewinne
dziecko się wcale na świat nie prosiło. Monika
doszła do wniosku że jeszcze zdjęcie nie dotarło do Płocka i trzeba
natychmiast zapobiec żeby gdzieś dalej nie poszło, więc na adres
zwrotny napisała: "Nie wiem kto to wysłał, osobo anonimowa proszę
odezwij się do mnie, zapobiec złu co ogarnia, w które zły
oplótł moją córkę, jak pająk w pajęczynę muszkę i musimy
coś zrobić. Tak że proszę, chyba że chodzi o pieniądze to ja zapłacę,
ale nie na razie bo daleko do pierwszego." Minęło
10 minut, 15 minut, nic. Monika już się zdążyła umyć, ubrać, nowe
szpilki, najnowszy sweter z falbaną i czeka, czeka.
– A tymczasem.. Zuza.. z.. Zaynem.. idą na kolację i nic się nie
wydarzy wielkiego do drugiego dnia... kto tam jeszcze został... Magda
nieszczęsna.. która nie ma nic do roboty w tej opowieści, nie? – To dawaj, dam jej coś. – Ale co? – Może Magda niech się dowie pierwsza o tym że mama Zuzanny ma przyjechać i powie o tym Zuzi.
– Ok to zróbmy tak, że... Monika powiedziała mamie Magdy..
wypsnęło jej się że pojedzie tam... Mama Magdy się oczywiście zaraz
wygadała przed Magdą przez telefon... może nie wygadała, ale Magda od
razu wyczuła że jej mama ściemnia? Tak? – Tak. – Rozumiem że tak jak mama twoja wyczuwa Twoje ściemniactwo to i vice versa działa? – Tak.
*****
Zuza jest na kolacji z Zaynem i powstrzymamy się tu od opisu potraw,
powiemy tylko że najpierw Zayn zaproponował na przystawkę ostrygi, ale
Zuzanna powiedziała że takie rzeczy przez usta jej nie przejdą.. na co
Zayn się trochę zmartwił, bo te ostrygi dość były podobne do tego gdzie
by potem.. ale mniejsza z tym.. – Tatooo!!!!!
– Hej.. chciałaś opowieść ostrą to masz... No to są na tej
kolacji. Najpierw zaproponował ostrygi, ale nie. To polecił jej specjał
tej karaibskiej restauracji.. lambie.. w muszlach żyje taki mięczak,
się wyciąga, szatkuje.. ale Zuzia z obrzydzeniem powiedziała że takie
rzeczy to tylko jedzą może jacyś bracia mniejsi.. – Hej!
– ..ale nie biali ludzie.. i w tym momencie Zayna to lekko ubodło
dlatego że on do białych się nie zalicza, oczywiście tych prawdziwych
co maja niebieskie oczy, blond włosy.. – Nie! tak bym nie powiedziała, no ogarnij się! Nie powiedziałabym tak do Zayna! – Tylko do Zayna nie, do wszystkich innych jak najbardziej? – Tak.
*****
Po wypuszczeniu pierwszej wiadomości do pani Moniki, Kupa z
Majcherówną odczekały dwie godziny, pomyślały że właśnie tyle
zajmie pani Monice obdzwonić wszystkich rodziców i trochę
ochłonąć po szoku, trochę się uspokoić.. trochę zacząć wierzyć w co
chce wierzyć czyli że to wszystko nieprawda, niemożliwe. Oczy własne
mnie mylą... I oczywiście wiedziały że Pani Monika odbiera natychmiast
smsy bo jeżeli nie odbierze, telefon zaczyna ją kłuć coraz mocniej w
rękę, coraz głośniej wyzywać przy tym, najpierw "droga pani może pani
zechciałaby tak łaskawie telefonik podnieść, odebrać esemesa" a potem
już "taka owaka odbieraj w tej chwili bo jak nie to się wyłączę i
odejdę i nie będziesz już mnie mieć nigdy więcej". A jak i to nie
pomoże to "NATYCHMIAST bo zaraz policja specjalna Apla zrobi porządek
ty stara taka owaka odbieraj ALE JUŻ!!"
Za
dwie godziny przyszła następna wiadomość i załączone inne zdjęcie; ale
kompletnie nic nie było widać, tylko mętne zarysy. Kupa z
Majcherówną ściągnęły to z internetu z jakiejś porno strony i
celowo zrobiły ciemne i zamazane, przewidując że wyobraźnia pani Moniki
podszepcze jej co najgorsze.. i puściły. "To zdjęcie było dokonane z
ukrycia, w związku z czym może nie jest najwyraźniejsze. Ale chcemy
poinformować że jako osoby życzliwe, zaangażowane w konstruktywne
budowanie przyszłej lepszej przyszłości, że pani córka Zuzanna
jest o krok od utraty tego co jest najcenniejsze dla wszystkich kobiet
w naszym kraju, bo wszystkie one kobiety, niewiasty, najpierw muszą być
dziewicami, a potem w noc poślubną oddać to dziewictwo żeby rodzić. Co
najmniej raz na rok, a jeszcze lepiej żeby 9 miesięcy, poród,
dwa miesiące, zresztą półtora zupełnie wystarczy, czyli co 10 i
pół, góra 11 miesięcy, żeby było nas więcej i się z nami
więcej liczyli i nas bardziej bali ci niemcy i ruscy. I proszę tutaj
natychmiast ratować. Już nie tylko o własną Pani córkę ale honor
narodu i rzeczy związane z tym. Święte".
Monika wchłonęła oczyma rozmazany obrazek, dopatrzyła się czego chciała
i zdecydowała spakować się natychmiast i wyruszać. Tam jeszcze adres
był podany obcy zagraniczny. "Pani córka przebywa w domu
rozpusty, w domu schadzek i to nie miejsce gdzie dziewczynka powinna
wcale przebywać w złym towarzystwie złym podejrzanym".
Podany był adres i telefon nawet podały, lecz przekręciły w nim dwa
numery dla zabawy. Monika natychmiast zaczęła tam wydzwaniać, ale tylko
jakiś głos zagraniczny mechaniczny się odzywał nie po polsku. Jeszcze
bardziej jej podejrzenia się wzmogły. To znaczy że one celowo nie
odbierają telefonu. Musi natychmiast przejąć kontrolę. I jedyny
sposób to pojechać, rzucić się w oczy własnej córce,
przypomnieć jej wszystko co dla niej zrobiła od czasu jak zabrała ją z
obcej ziemi i broniła w polskim systemie sprawiedliwości, nie zgadzała
się na jakieś głupie wyjazdy, do jakiejś głupiej zamorskiej szkoły, bo
niech oni się uczą naszego języka a nie my ich. Tak. I co to w
ogóle jest, ludzie którzy znają obce języki
ogólnie często to zdrajcy, co w obozie u najeźdzcy obejmują
funkcje wyższe bo tłumaczą rozkazy do uwięzionego narodu. Trzeba ją
ratować.
Zadzwoniła do linii lotniczej.
Żeby się do LA dostać, trzeba polecieć z Warszawy wszystko jedno gdzie
do Ameryki i potem łapać samolot dalej. Najwcześniejszy samolot miała o
16, obliczyła sobie że z Płocka do Warszawy dwie godziny mniej więcej,
plus tam półtorej lub dwie wcześniej trzeba być. Już nie
sprzedają nawet na ten sam dzień najczęściej, ale pomyślała że na pewno
się znajdzie jakieś jedno miejsce i zaczęła się szybko pakować.
Pakowanie się nie jest rzeczą prostą. Same falbany zajmują dużo miejsca
i powodują że trzeba mieć dużą walizkę. Prosta bluzka dla niezamożnych
by się zmieściła płasko, a taka z falbanami, elitarna, w jakiej chodzi
Pani Prezydentowa, zajmuje trzy razy więcej przestrzeni. Oprócz
tego nieodzowne buty szpilki, następna walizka. I jak zaczęła się
pakować wyszło sześć walizek. "Sześć za dużo. Trzeba zredukować do
trzech. Tym bardziej że LOT ma politykę bagażu dość ostrą żeby
zniechęcić migrantów co ich nie stać"
Trudno, trzeba mniej walizek, ale ogromnie źle jej to szło, bo co
wzięła jakieś szpilki do ręki żeby odłożyć to patrzyła z żalem, te
szpilki są absolutnie niezbędne i konieczne. Szczególnie gdyby
było pójść gdzieś na wycieczkę do lasu albo na jakąś
górę, bez szpilek to w ogóle nie ma takiej możliwości bo
pomyślą że jakaś niekulturalna osoba. No więc nie mogła się zdecydować.
Ale nagle patrzy a to już minęły dwie godziny i dalej nie widać końca.
Więc kompletnie już nie myśląc spanikowała, złapała trzy pierwsze
walizki i poleciała. Zamknęła drzwi. Poszła tylko sprawdzić czy jest
jakiś list czy coś, liczyła w duszy że może córka Zuzanna się
odezwała i napisała. Oczywiście bezzasadnie, córka Zuzanna nie
ma takiego zwyczaju żeby list napisać, to wbrew jej naturze i przymus
nieznośny dziaderski. Musiała jeszcze dojść do
stacji autobusowej, na szczęście blisko, z tymi trzema walizkami i
akurat nadjechał autobus do Warszawy. Wrzuciła walizki do środka, a
konduktor: "Proszę pani bagaż się daje do schowka a pani ma ogromne te
walizki to pani zajmuje miejsce za które nie zapłaciła". "Proszę
się do mnie tak nie odzywać, ja jestem tu bardzo ważną osobą. Sprowadzę
na pana kontrolę bo wiadomo że pan sprzedaje bilety za gotówkę i
chowa do kieszeni. 25 złotych. To jest ogromna suma jak się ją
pomnoży". Kierowca się zamknął i ruszył.
Monika dzwoni do kolegów z Orlenu co są w Ameryce
O 16.30 samolot do Ameryki, a była już prawie godzina dwunasta, dwie
godziny się jedzie, na styku to wszystko, ale jedzie jedzie jedzie i tu
zostawiamy Monikę na chwilę. Tym bardziej że skończyła jej się bateria
w ajfonie. – Nie ma iPhona, ona ma tylko Samsunga..
– Aaa, jeżeli tak, to super istotny szczegół mający
zdecydowane znaczenie, ale zajmiemy się tym kiedy indziej.. w każdym
razie kończyła się w klepadle bateryjka, bo nerwowo co chwila stukała
czy idzie jakaś następna wiadomość, ale Kupa z Majcherówną już
nic nie wysyłały, żeby jej się dać trochę podusić we własnym sosie. W
międzyczasie... – ..ojciec już powinien przyjeżdżać.
5. Ojciec w drodze
A, ojciec, dobra, aha, miała mu wysłać bilet i kasę? Bo mieszkał na
Podkarpaciu na wsi? W jakiś takich warunkach niezbyt, jak pustelnik,
trochę jak bum, trochę jak abnegat, tu niedogolony, tam nie dopięty i
cały rozczochrany w staroświeckich łachach. Banku nie było we wsi ale
była taka ciepła placówka Western Union w miejscowym sklepie
spożywczym gdzie wszyscy na kreskę kupowali, głównie coby się
dało wypić i fajki, a młodsi co świata zaznali i z Hiszpańskich
włoskich pól wrócili przezimować, z pod lady dopalacze.
No i jak się wieść poniosła po wsi że jakaś większa suma przyszła dla
tego tam Tomasza Pustelnika, to wszyscy się zeszli, cała osada się
zeszła, bo przyszło tam parę tysięcy dolarów na bilety i na to
tamto i wieś która wcześniej go wytykała palcami, że to
odmieniec z miasta, po co tu przyjechał zarazę siać nam po chałupach,
nagle go poszanowała, bo Polak nic tak nie szanuje jak cudze pieniądze.
"Panie Tomasz to pan się do Ameryki wybiera do córki swojej?"
Pan Tomasz ostrożnie, że nie wiem co tam ten, ale oni "O, panie Tomasz,
cieszymy się żeś pan mieszkał między nami z prostym ludem pan tutaj,
nic się pan nie brzydził, jadł jadło nasze ludowe, padalca zaskrońca,
psie sadło i inne regionalne tradycyjne, pyszne jakie tutaj szykujemy.
A tyż zadawał się pan z prostymi wiejskimi dziewuchami, nie robił
fochów, nie narzekał że lecą kożuchem trochę, nie kaprysił o
mydło szampony fanaberie, tylko żwawo pan tutaj tego ten, nawet musieli
my Komitet zrobić taki obywatelski chronić nasze córki i
siostry, niektóre jednocześnie córki siostry, ale tera
już nie trza, bo Pan jezdeś jednym z najzacniejszych obywateli we wsi,
tera jak Pon ma 3 tysiące dolarów prawie tyle co sołtys i tylko
trochu mnij niż Dobrodziej. To som najbogatsi dostojne nasze
reprezentanty, a reszta tutaj co żyje zjada korzonki, jemy
szczurów myszów co siem da złapać, grzyby jak kto
poszuka".
I tak go żegnała ta wieś, nawet sam
Dobrodziej wyszedł, mu nie wypadało podchodzić pod sklepik gdzie to się
działo, gdzie wszyscy dawno pili z gwinta, strawą kiełbasą zagryzając,
ale stanął w drzwiach plebanii i tak kiwał głową jakby błogosławił na
drogę. Za nim złociste tuje, co ich komuniści nie pozwalali dawniej
sadzić, bo by widok na okna plebanii zasłaniały jakby chcieli
szpiegować, szumiały łagodnie. Ojciec spakował tekturową walizkę,
przewiązał sznurkiem. W walizce miał tylko parę starych butów na
zimę i butelkę wódki. Wieś na pożegnanie patrzyła jak szedł na
przystanek autobusowy, trzy wiorsty przez pola.
Cd. Kolacja, Monika i ojciec lecą i przylatują do LA
*****
A
w LA wszyscy na coś czekają. Kupa z Majcherówną i Pati siedzą w
domu u grubasów. Pati nie wie że mama w drodze, ale one wiedzą.
Stary czeka na autobus całą noc. Rozpalił ognisko, patyk znalazł i
naostrzył scyzorykiem, schwytał jakiegoś gryzonia i nad ogniskiem
piecze, śpiewa sobie piosenki z lat młodości, stare jak Dżager. Monika
z trzema wielkimi walizami wielkości pół szafy telepie się w
mikrobusie gdzie jej pan kierowca powiedział że z takim bagażem to nie
wpuszczamy. Pouczyła go że ma znajomości w urzędzie miasta, zobaczył
szpilki, falbany i się przestraszył. Zuzanna na
kolacji z Zaynem. Podano lambie, Zayn prosi "ale skosztuj tylko dla
mnie maleńki kawałeczek, nie będzie smakować to wyplujesz". "Nie, ja
wiem że to jest niedobre". "Ale skąd wiesz?" "Ja wiem z góry że
to niedobre i nie będę takich świństw jeść". "Ale taki maleńki
kawałeczek".. "Nie! To wygląda jak mysza nadziana małymi myszętami!"
"Troszkę póki ciepłe, no weź skosztuj". "Nie i koniec. Nie
znaczy nie!". Myśli sobie Zein: "O matko ale się wpakowałem.."
Ale potem mówi "to mamy do wyboru langustiny, lobstera czyli
homara, albo krewetki czyli szrimpy". Zuzanna tylko popatrzyła spode
łba, przewróciła oczami trzy razy jak to ona zawsze. Zeyn już
nawet nie próbował, zamówił steka, dobre wino, burgunda
jakiegoś, Zuzanna podniosła do ust, popatrzyła na Zeyna czy jak znawca
trzyma kieliszek tak jak należy, za cieńką nóżkę lub nawet
podstawkę. Patrzy pod światło czy kolor ma dobry, delektuje się.
Zuzanna złapała swój tak-o, całą łapą.. – Nieprawda! – Okej, okej.. I sobie pogadują o wakacjach.. – do Rio chcę.
– plus do Namibii i na Bora, albo na Madagaskar lub Dominikę.
Albo też do Rio i stamtąd na Maupiti, La Digue; a Zeyn tylko myśli "to
ten samolot będzie tak latał tak tak tak tak tak tak tak.. może byśmy
trasę wymyślili okrężną, od A do B, C, D w logicznej kolejności.."
Zuzanna mówi "Nie! absolutnie się nie zgadzam, geografię
bolszewicy wymyślili jak znad Wieprza na stolicę szli jak szarańcza i
żeby ludzi gnębić, mapy na papierze stare zmuszać żeby czytać przez
ojca starego trolla. Jak sobie chcę tu, a potem tam, znowu tu a potem
tu, to tak będzie i koniec. U nas w Polsce jak rycerze ruszali zbrojnie
husarią na wroga to nie według jakiegoś tam planu, tylko jak łaska
Pańska i dlatego jak nawet bitwy przegrywali to nie wszystkie". Tak
sobie tam gadają.
*****
Tymczasem Magda siedzi zła, bo Zuzanny nigdy nie ma, stale gdzieś
intryguje to z tym to z tamtym, a ją zaniedbuje kompletnie, nie wiadomo
po jaką cholerę tu jestem. W tym momencie telefon bzdynk bzdynk,
odbiera, a to jej mama, mama mówi "Madziu kochanie moje drogie
tak się martwiłam gdzie ty jesteś. Ja wiem że ty mi mówiłaś że
jedziesz na obóz harcerski, ale tak naprawdę nie jesteś na
obozie. Powiedz proszę, wybacz starej głupiej matce że śmie się pytać
dziecko co robi. Wybacz starej głupiej proszę Madziu kochanie". "No
dobrze żeby mi to było przedostatni raz. No ale ci powiem. Jestem
tutaj.." – ale znów się zezłościła w pół
zdania na Zuzannę – "jestem ale muszę pilnować stale
Zuzanny. To jest jakiś w ogóle horror a nie obóz, miała
być przyjemność, mieli być harcerze. Każdy miał mieć nóż fiński.
Julka miała być.. która umie pływać, miała nas nauczyć pływać. A
to w ogóle tak nie działa. Mieliśmy się uczyć sprawności
harcerskich, jak tam nacinać listki, jak korę, i spod kory wydłubywać
robaki jak dzięcioł. Nic z tego nie wychodzi, nawet robaków nie
ma. A wszystko przez Zuzannę.. – a mama Magdy: "No tak właśnie tu
była u mnie pani Monika strasznie zbulwersowana, bo otrzymała jakieś
dziwne telefony od jakiś grubej i od jakiejś drugiej.." W tym momencie
Magda skojarzyła. "Kupa i Majcherówna!"
– A skąd ta Kupa gdzie skąd się wzięła?" – ciągnie matkę za
język. – Nie wiem kochanie moje dziecko najdroższe, czy powinnam
ci mówić". Magda na to: "Masz natychmiast bo cię wydziedziczę".
"To chyba ja bym cię mogła wydziedziczyć". "Nie, dlatego że ty nie masz
żadnych praw, plączesz sie tylko bez sensu. Wszyscy starzy ludzie
zajmują miejsce dla młodych, zamiast do roboty do 80-tki i zostawić
mieszkanie i konta, a przedtem rentę babci też trzeba odbierać zanim na
tacę całą odda. To wyście zniszczyli nam planetę".
I mama mówi "Dziecko już się udobruchaj, nie gniewaj na starą
głupią, chciała jak najlepiej.." "No dobrze żeby to było już naprawdę
ostatni raz. A co tam tego?" "Mówi że ona dostała telefon,
znaczy Monika, od jakiś tych tam ten i spakowała się i wyjechała". "A
gdzie wyjechała?" "Tego nie powiedziała ale wyjechała w wielkim
pośpiechu, nawet tylko 3 walizki zabrała chociaż miała 6 ale już po
prostu się tak spieszyła". Magda mówi "oo, ciekawe.." i
połączyła 2 i 2, myśli gdzie mogła Monika pojechać po telefonie od Kupy. – Czekaj, czy Magda w ogóle wie że ta Kupa jest w Los Angeles? – Tak. – A wie że jest u jakiś grubasów? – Wie. A nie, tego nie wie.
– Więc wie tylko że gdzieś tam są i się kręcą z Pati. Skojarzyła
to wszystko i mówi: "Dobrze już dobrze stara matko, mimo że
tylko się plączesz bez sensu, mimo że przyszłam na świat bez mojego
pozwolenia, za co w ogóle powinnam cię do sądu podać, ale już ci
odpuszczam tym razem, niech będzie, żeby mi się to więcej nie
powtórzyło. Ale dobrze. Więcej szczegółów musisz
powiedzieć, to bardzo ważne dla nas, my tu walczymy o sprawy słuszne i
tak dalej". "No tak, pani Monika właśnie przyszła cała zbulwersowana bo
dostała jakiś telefon". "Zaczynasz się powtarzać.." "Przebacz starej,
skleroza. No i spakowała walizki i pojechała w trymiga gdzieś tam".
"Gdzie teraz jest?" "Wsiadła, widziałem ją jak szła do mikrobusu, nim
pojechała, to pewnie jest w drodze do Warszawy, pewnie gdzieś leci, bo
po co by inaczej do Warszawy jechała.." "Mogła przecież jechać do
urzędu z papierami, albo na demonstrację bronić męczenników
wyklętych?" "Nie, boby termos wzięła i więcej papierosów, w
Warszawie droższe, choć lepsze, tam sama elita mieszka."
Już Magda wszystko skojarzyła. "Dobrze Mamo to już ci przebaczam, ale
chwilowo.. Nie jesteś całkowicie zwolniona z kary, tylko na razie ci
zawieszam za za małą rentę, nie przynosisz mi tej renty od razu
pierwszego jak należy, a dopiero drugiego. A czasem się
spóźniasz że nawet trzeciego, żeby mi to było ostatni raz, masz
się poprawić". Mama mówi "Kochanie ja oczywiście wszystko zrobię
dla ciebie bo już zrozumiałam że dzieci przyszłością świata i ja kocham
swoje dziecko i dla dziecka to ja..". Magda na to "Już dobrze dobrze
stara, przestań mi się tu ślimaczyć, uciekaj, idź tam gary pozmywaj..
zrób pościel łóżko, żeby wszystko było porządnie
wyczyszczone, cały dom, i pranie trzeba zrobić". "Dobrze, kochanie"
"Nie zmuszaj mnie żebym cię oddała na materiał genetyczny na
szczepionkę na koronowirusa" "Nie, oczywiście, kochanie kocham
córciu pa" - i rozłączyła się. Magda od
razu pomyślała "No tak, Monika zwąchała coś od Kupy która nie
wiadomo jak wysłała jej jakąś wiadomość i na tyle się przeraziła że
mimo znanego sknerstwa i braku nieustannego gotówki zdobyła się
na bilet, więc ewidentnie to musiało być coś poważnego". Magda jako
jedyna wiedziała o tych zdjęciach Zuzanny z Kurako2, czy tam tego jakiegoś Carriacou, w odróżnieniu od Curacao.
Więc skojarzyła i teraz się zastanawia co tu zrobić, trzeba by jakoś
Zuzannę uprzedzić, ale gdzie ta Zuzanna? Napisała teksta jednego i
drugiego, ale Zuzanna się migdali i oczy przewraca na Zeyna a Zeyn na
nią i w ogóle nie odbiera. Chyba pierwszy raz w jej życiu się
zdarzyło że nie miała przyklejonego telefonu do ręki, jakby klej nie
kleił, jakby prawa fizyki Putin popsuł ze złości gdy młodzianków
jadł kości, schowała do kieszeni i zapomniała. Telefon był ściszony
więc go nie słyszała. Magda tekstuje rozpaczliwe "stara natychmiast
musisz tego bo sie podziało zdaje sie twoja mama w drodze nie wiadomo
co grane jak zobaczysz tekstuj bo musimy naradzic to tamto" ale do
Zuzanny nic nie dociera, nic wcale i tak mija reszta wieczoru.
*****
Tymczasem na
przystanku autobusowym zrobiła się już czwarta nad ranem, autobus
jechał o piątej, jeżdżą o piątej rano albo o jedenastej w nocy, o
piątej wożą ludzi do fabryki a o 11 z fabryki, w środku dnia szkoda
benzyny i czasu dla przegrywów co Samochodów nie mają, a
nawet jak mają to nie z Salonów a ze szrota. W dodatku
codziennie ich nie myją. Ludziom trzeba zapewnić żeby iść do roboty i
wracać z roboty, od tego jest władza jak chce wybory wygrywać. I powoli
na przystanek schodzą też inni miejscowi, więc z lasu wypełzła sędziwa
para starców, jedno z kijem, drugie z workiem plastikowym i tam
jadą postać pod MOPSem w Płocku, a nuż dadzą. Inna tam starowina idzie
się odwołać od pisma z Sądu że ma ewakuować pudło z kartonu co ma pod
lasem, i to już, bo po pierwsze zabrane spod sklepu albo wyrzucone, ale
dalej to własność korporacji, należy bezzwłocznie oddać to pudło po
telewizorze kosztownym bardzo porządne. A po drugie las należy do gminy
i sejmiku i nie siedzieć bez przydziału, nie przeszkadzać Myśliwym,
więc staruszka przerażona jedzie na Boga zaklinać i łaski się
dopraszać. Jeszcze trzeci koleś jechał na dyskotekę. Co prawda
dyskoteka się zaczynała dopiero o dziewiątej wieczór, ale tu
jeden autobus, więc od rana będzie kiblował w miasteczku: a to kogoś
zaczepi, to kogoś okradnie, zrobi parę browarów, kogoś zwyzywa
kogoś opluje, się będzie działo nie? No i tak się nazłaziło tego
towarzystwa, wreszcie przyjechał autobus, stary rozklekotany, na takie
wiejskie trasy zupełnie adekwatny. Nasze Państwo nie może wciąż
dopłacać do nierentownych tras jak jacyś komuniści. Powtaczali się
wszyscy do autobusu, ojciec Zuzanny wysupłał 30 złotych zaszyte żeby
nikt nie ukradł w koszuli i kupił bilet do Krakowa, na tamto lotnisko
bliżej z Podkarpacia.
Jadą tym autobusem i
jadą jadą... a mama Zuzanny w tym momencie już prawie dojeżdża do
Warszawy, mikrobus się trzęsie, walizki się trzęsą, dojechała pod
Dworzec Zachodni i wysiada, ale Zachodni jest tu, a tam jeszcze trzeba
na lotnisko dojechać. Trzeba jeszcze przejść tym tunelem podziemnym. Z
trzema walizkami nie przejdzie tak łatwo. Zaczęła się rozglądać i widzi
idzie dwóch młodych ludzi, jeden w dresach narodowych
Reprezentacji, drugi w koszulce z husarią z orłem i mówi
"Panowie czy byście pomogli bo ja mam trzy walizki a nie jestem w
stanie unieść nawet jednej, trzeba tylko przeprowadzić przez tunel do
torów, bo mam pociąg na lotnisko". Popatrzyli i sobie myślą
"..Hm.. no trochę stara ale jeszcze jest ok", to jeden do drugiego "To
może by ją tam tego, nie?", a ten drugi półgębkiem "Niee, ludzie
są, lepiej zajumać walizki i chodu", a głośno: "Dobrze proszę pani my
panią chętnie przeprowadzimy". Jeden złapał jedną
walizkę, drugi drugą, idą tym tunelem idą i jak już są w pół
drogi, usłyszeli przez megafon że pociąg do Kobyłki odchodzi z peronu
trzeciego za jedną minutę. Akurat szli pod peronem trzecim. Monika
idzie, sadzi, nie patrzy w ogóle, a ci tylko smyk, jeden jedną
walizkę, drugi drugą, wyprysnęli na peron trzeci i od razu do Kobyłki.
Monika idzie idzie, już jest pod swoim peronem i mówi: "Panowie
to ja wam dam wszystkim po 50 groszy.. znaczy na wszystkich, bo to jest
dużo pieniędzy za to żemiście mi ponieśli.." odwraca się, a tu, patrzy:
nie ma. Uciekli. Ukradli! Dwie walizki! Przerażona. Na szczęście
paszport i pieniądze miała w torebce. No ale dwie walizki straciła i
nawet nie wie co w tych walizkach, bo się pakowała na szybko. Się
okazało że straciła wszystkie buty jakie miała. 25 par szpilek!
Wszystkie stracone! Na dodatek nie było ojca Zuzanny żeby go za to
ukarać, więc zaczęła kopać ściany aż sobie odbiła palec, zwyzywała tę
ścianę i cały podły świat, ale musi prędko na peron bo już wjeżdża
pociąg na lotnisko. I cała wściekła z jedną walizką, wsiada.
20 minut i jest na lotnisku. Wyciąga kasę. "Jeden do Los Angeles. To w
Ameryce", kładzie na stół, a urzędnik LOTu jak zobaczył że jest
kasa, powiedział: "Kochana pani ale niestety już wszystkie sprzedane,
mamy tylko pierwszą klasę, jest tylko trochę, parę razy droższa, ale za
to bardziej elitarna i lepszą kiełbasę podają". – Niee.. nie róbmy jej tego..
– A niech się pomęczy. Więc na to Monika: "To jest skandal, ja
dla tego kraju przepracowałem 30 lat w instytucjach". Gość mówi:
"Po pierwsze nie pracowała pani nawet trzech miesięcy a od sześciu lat
to już wcale, tak tu zapisane w komputerze stoi, a po drugie, heloł,"
dodaje, "mamy tu zasady, że takie osoby ważne jak pani, bo to widzę po
szpilkach i po żakiecie z falbaną że pani jest bardzo ważną osobą,
latają tylko pierwszą klasą. Polak lata godnie, nie jak jakaś hołota..
druga klasa jest dla murzynów ciapatych i dla.. dla mniej
ważnych osobistości, nawet mało tego, jak leciał z nami premier z
Krakowa jeden, to osobne miejsce wykupił tylko na swój własny
kapelusz, żeby kapelusz się nie zgniótł i siedział sam bez
kapelusza.." – Co? Naprawdę?
– Była raz taka historia że ze swoją żoną gdzieś tam lecieli z
Niemiec do Polski i siedzieli sobie w tej klasie normalnej, ale tuż za
pierwszą klasą i tam nikogo nie było na ostatnich rzędach. A on w
kapeluszu chodzi i jego żona też, tak jak żona innego ministra co
samojezd pogonił Armię Czerwoną w Afganistanie, a jego żona demaskuje
bolszewików i w kapeluszu chodzi, to tamta żona też w kapeluszu.
Położyli sobie te kapelusze na tych siedzeniach pustych. Na to przyszła
stewardessa Niemra, powiedziała "zabierać to w cholerę". To zaczęli
godności bronić, stanowczo, a ci wezwali - bo jeszcze stał na lotnisku
ten samolot - weszła policja miejscowa i ich chciała zwinąć. I to mimo
apelu do pasażerów, że "Polaka biją, Polaka!" – Cha cha!
– Tyle lat po zwycięskiej wojnie, a Niemcy znowu Polaka biją, ale
wracamy do rzeczy. Poszli na kompromis, Monika powiedziała "To ja biorę
w takim razie normalną klasę, pan musi znaleźć", a szeptem dodała "a tu
niech pan trzyma dla dzieci", pod stołem podała mu 200 zł i miejsce się
znalazło. Monikę zaokrętowali na samolot; a o tym samym czasie tata
Zuzanny też wsiadł na inny z Krakowa. Nie do Los Angeles, tylko gdzieś
tam w New Jorku musiał się przesiąść. Monika prosto z Warszawy do Los
Angeles. Chodzi o to żeby w tym samym czasie się nie spotkali na
lotnisku.. czy może chcemy żeby się spotkali? – Niech się spotkają.
– Dobra, to nawet ciekawiej. W takim razie tata też do Los
Angeles tylko że z Krakowa i oni o tym nie wiedzieli, o sobie nie
wiedzieli nawzajem że lecą.. – Niech mają przesiadkę w tym samym miejscu.. – Po co przesiadka? – Bo dużo możliwości komediowych?
– A, to dobre.. jedno wsiadło, drugie wsiadło, tata usiadł sobie
z tyłu dlatego że najbezpieczniej jest w ogonie. Podobno. Ale nie
wiadomo czy to prawda. – Czemu w ogonie?
– Bo były przypadki że jak samolot się zwalił to przeżyły tam
trzy osoby co były na samym końcu. Podobno najbardziej bezpieczne są te
miejsca. Oczywiście bezpieczeństwo, jak się spada z 10
kilometrów jest dość relatywną koncepcją, większa przeżywalność
z tyłu niż z przodu w granicach ułamka promila, nie ma czym się
specjalnie cieszyć. Poza tem zdarzyło się to w Japonii a oni są tam
letcy i mali bo tylko na ryby ich stać. No i lecą i lecą.
6. Intrygi i plany
Zuzanna, dalej na kolacji ze swoim Zeynem, musiała przypudrować nosek.
Usiadła w toalecie i od razu stwierdziła z zadowoleniem że tam mają
wi-fi. Nawet na randce każda sekunda musi być wykorzystana do samego
końca. Telefon trzeba zawsze wyjąć i wyciągnęła i patrzy a tu już 7
rozpaczliwych wiadomości od Magdy. Dzwoni do Magdy, pyta "co się dzieje
stara". "Kurde słuchaj afera bo twoja matka przylatuje". "Jak to moja
matka?" "Moja matka dzwoniła do mnie i wygadała się że twoja matka się
widziała z moją, coś tam gdzieś dostały jakieś wiadomości stąd..
podejrzewam że od Kupy. Więc walizki spakowała, nie wiadomo co ta Kupa
nagadała, ale ewidentnie musiała ją zbulwersować skoro wiesz..".
Zuzanna już od razu załapała o co chodzi i mówi "O, k....",
zaczęła kląć nawet, co jej się nigdy nie zdarza, chyba że w obecności
ojca.. – .. mnie się zawsze to zdarza..
– .. bo przy ojcu się kompletnie nie krępuje, bo nie ma żadnych
zahamowań, bo w ogóle ojca nie słucha, bo ojciec jest jak
przeźroczysty niezauważalny, do zgostowania, ale przy matce to już nie,
bo się boi jej. – Stale gadasz "niech się boją byle słuchali", a ciebie nikt się nie boi, a co dopiero ja.
– Poczekam jak będziesz znowu potrzebowska. I mówi: "Krew
zaleje.. a nie wiesz o której przylatuje?" Magda: "Tyle wiem co
ty, ale pojechała, w Polsce jest po południu, to jeśli się załapała na
samolot to sprawdziłam już" – mówi dalej – "kiedy
które samoloty przylatują". Stwierdziła że jest jeden z Warszawy
do Los Angeles, nie wiem czy rzeczywiście jest, chyba nie ma, ale
powiedzmy że jest na potrzeby tej opowieści – i tam przylatuje za
około 11 godzin od wylotu, a wylot już chyba prawie nastąpił albo jest
w trakcie. Zuzanna szybko policzyła, że pewnie matka przyleci jakoś w
nocy przez różnicę czasu. I myśli "Shit! A co z moim ojcem?!" i
zaczęła tekstować rozpaczliwie do ojca i nawet dzwonić, do czego
mądrofon nie powinien wcale służyć, ale ojciec oczywiście nie miał
telefonu, ten co miał z dwóch puszek złączonych sznurkiem
zostawił na woty na plebanii. Rozmawiał nim z głuchoniemym sąsiadem i
czy się połączył czy nie i tak wszyscy byli zadowoleni. Myśli: "Kurde
balans, ludyta taki owaki, żeby tylko przyjechał wcześniej niż mama bo
będzie afera i w ogóle co tu zrobić co robić". Nie mogła
siedzieć w toalecie w nieskończoność ponad zwykłe 45 minut, pozbierała
się i poszła. Zeyn już tam jajo znosił bo ile czasu można czekać!
Desery pozamawiał, połowę zjadł już z nudów.
Zuzanna siada. Zeyn mówi "Czemu jesteś taka zaaferowana,
przecież niedługo wyjeżdżamy razem na wakacje". "Wiesz, z rodziną
jeszcze się muszę porozumieć, takie ważne sprawy rodzinne". "Widzę żeś
zatroskana, czy coś się stało kochanie?" Zuzanna usłyszała słowo
'kochanie' i od razu pokraśniała i zapomniała o całym świecie. – Cha cha cha
– Zuzanna miała długość uwagi mniej więcej motyla i podzielność
jak u chrząszcza, np. jak w połowie zdania coś odwróciło jej
uwagę, już zapominała co mówiła i patrzyła na coś innego. Jak
chciałeś zresetować rozmowę, wystarczyło powiedzieć "o popatrz tam tam
idzie ta jutuberka taka mega" "gdzie co gdzie kto" i zrobione, pełny
reboot. Zeyn zatem odwrócił jej uwagę, wsiedli do samochodu i
pojechali jeszcze na Mulholland Drive. Tam super widok na Los Angeles z
jednej strony, na Valley z drugiej, światła gdzie okiem sięgnąć.. jak
mówił Polański, LA jest najpiękniejsze na świecie, pod warunkiem
że z daleka i w nocy. Nawet się pocałowali, ale widzi że Zuzanna dalej
roztargniona i mówi: "Dobra słuchaj, tak czy owak jutro mnie nie
będzie, mam koncert gdzieś tam w Sacramento, muszę rano wyjechać, będę
dopiero późną nocą po koncercie, więc jutro się nie zobaczymy.
No chyba żebyś chciała pojechać ze mną na koncert. Potem tylko muszę na
chwilę do szpitala i jestem cały twój". "A po co do szpitala?"
"Z dziećmi sie spotkać, przeżyły strzelaninę na lekcji biologii".
"Znasz je?" "To dobry Pi Ar, tam już mi wybrali taką cute parę". "Wiesz
że ja uwielbiam twoje koncerty i chętnie pójdę, to już byłby
mój 20-drugi koncert który widziałam twój, ale nie
mogę bo tam z rodziną mam te sprawy i muszę". "No dobra to nie będę
naciskał". Pojechali pojechali, odwiózł ją pod hotel. Jeszcze
raz ją tam pocałował i - jak to tam było? – Przelizał i wymacał. – Jezu Zuza Matko Świeta, skąd ty takie słowa bierzesz? Masakra. – Zapytaj się Magdy... i Pati. – Starczy! Zuzanna poszła do hotelu i w hotelu już czeka Magda. Usiadły. "Ty, stara, co to będzie. Moja matka narobi tu afery. A jeżeli to Kupa namotała to wiadomo że jeszcze podała adres.. A skąd Kupa znała adres? – Kupa podała swój adres. – A, swój adres. Kupa nie wie gdzie Zuza mieszka? – Nie.
– ..a gdzie Pati też nie wie? Aha. "Jeszcze całe szczęście bo nie
wiedzą jaki mam adres, jak mnie znaleźć. Choć wiadomo że jak zaczną
szukać to znajdą jakiś sposób". – Pewnie podjadą pod dom Bloodsów. Myślą że Pati tam siedzi. – No tak, ale Pati nie zechce tam matki brać, chociaż
z drugiej strony może właśnie celowo, żeby ją nastraszyć, myśli głośno
Zuzanna. "Może by się gdzieś wyprowadzić gdzie indziej?" – ale
Magda mówi: "Spokojnie, relax, jak twoja mama nie wie gdzie
mieszkasz to czy się przeprowadzisz czy nie, co za różnica?
Lepiej tak zrobić żeby się Kupa nie dowiedziała gdzie mieszkasz. Czy
jest jakaś szansa że coś tam palnęłaś niechcący?" Zuzanna myśli myśli
ale jej myślenie często przerywane brakiem myślenia i nie może sobie
nic przypomnieć. Albo i nie chciała, bo wszyscy znali ją jako nie byle
jaką paplę, co wszystko zawsze musi.. – Heej! No!
– Magda jako rozsądniejsza mówi "Nie panikuj i nic się nie
przejmuj. Powiedz tylko kiedy ten twój ojciec przyjeżdża bo może
to jest jakaś furtka". "Już właśnie gdzieś dziś powinien być" "A skąd
jedzie?" "z Podkarpacia gdzieś tam". Więc Magda wydedukowała, jako
bystra osoba.. – .. tego bym nie powiedziała..
– .. na potrzeby opowieści.. że z Podkarpacia to pewnie z
Krakowa, zaraz zguglowała czy jest lot do LA z Krakowa i się okazało że
jest, mało tego, prawie przylatuje w tym samym czasie co ten z
Warszawy. Mówi: "Ty słuchaj, może tak być że twój ojciec
i twoja matka przylecą prawie identycznie w tym samym czasie, mogą się
nawet na lotnisku spotkać, to dopiero będą jaja, nie?"
Zuza: "Nie wiem czy to się źle nie skończy przypadkiem. To co zrobić?
Może pojechać na to lotnisko, nie? Jakoś tam ojca wyłapać". Magda
mówi "Nie bądź głupia bo jak się natkniesz na matkę zamiast na
ojca to dopiero będą pióra leciały, rozumiesz? Poza tym jak ty
złapiesz ojca? Jak ktoś wysiada z samolotu to musi najpierw przejść
przez te budki z milicją, gdzie pytają czy nie był na farmie i co kupił
i za ile, odebrać bagaże, tam nie wejdziesz przecież z ulicy! Jak
przychodzisz po kogoś, możesz tylko czekać na zewnątrz". Zuzanna:
"Dobra, to zrobimy tam gdzie jest wyjście i pochowamy się gdzieś żeby
nas nie było widać, za filarami i będziemy filować. Jak wyjdzie ojciec
to ty podlecisz, go wyciągniesz za rękaw w bok od razu żeby się nie
rzucał w oczy; a jak wyjdzie pierwsza matka to się schowamy i
przeczekamy, aż wyjdzie ojciec i jakoś to będzie, zobaczymy. W
najgorszym razie jak wyjdą razem to się schowamy uciekniemy i koniec".
Magda: "Dobra, możemy spróbować, ale na wszelki wypadek się
ubierzmy inaczej i wsadzimy jakieś czapki na głowy".
A w tym czasie Kupa z Majcherówną przebierały nogami nie mogąc
się doczekać afery i też wymyśliły że jedna z nich pojedzie na
lotnisko, żeby jak matka wyjdzie, zaraz ją schwytać i od razu nastawić
dodatkowo: "Oj pani Moniko, dobrze że pani przyjechała bo ta Zuzanna
wpadła w złe towarzystwo, to są bandyci murzyni, w dodatku czarni i
nawet nie wiedzą jak się przeżegnać, do Matki Boskiej jak się zwracać,
choć czarna.." – Jak to czarna? – Nie wiesz że Matka Boska Częstochowska ma czarną twarz? – Co? – Nie widziałeś nigdy ikony z Matką Boską Częstochowską? – Nie.. – Nie!? Z szóstką z reli?
– Nie. Mówisz to tylko żeby wyszydzać. Natrząsanie się z
religii to niechybna oznaka słabego umysłu, jak powiedział.. – Nikt nic takiego nie powiedział.
– To czemu nie istnieje żadna grupa czy plemię, choćby nie wiem
jak izolowane, które nie miałoby koncepcji Boga? Ha? – Nie wiem czy nie istniało. Skąd to niby wiesz? Nie uwierzę że czytasz Levi-Straussa.
– Ten facet już dziś nic nie znaczy, chyba że dla
pastuchów w Montanie. Bądź na bieżąco, starcze. Nikt w tym nie
chodzi poza dziadersami. – Nie mam na to siły teraz. Która z nich pojedzie na lotnisko? Jedna musi zostać pilnować Pati. – Kupa niech pojedzie, jest najgorsza.
– To Kupa. No to teraz już mamy taką sytuację że aż 5
różnych osób się zejdzie w tym samym czasie na lotnisku:
Kupa z jednej strony, Magda Zuza, to już trzy, plus ojciec plus matka. – Boże.. Co to będzie na tym lotnisku? Zuzanna z Magdą się ukryją?
– Jakkolwiek, ale jakby nie było to jest sytuacja z masą
rozmaitych prawdopodobieństw które mogą się tak czy inaczej źle
skończyć. I na tym proponuję żeby.. – Nie! – .. zakończyć ten odcinek, dlatego że.. – Nie! Mów teraz więcej, to potem będzie mniej. No gadaj. – Już mi język odpada.. – Trudno. Nikogo to nie obchodzi.
7. Starzy przylatują
Lecą. Matka leci ojciec leci, matka pod nosem wyklina co chwilę. "Gówniara ja tyle za
nią przeszłam przez nią, musiałam na piśmie udawać przed sądem że
ojciec ją opuścił, żeby jej paszport na tej podstawie zrobić, nieważne
lewe adresy podawać, żeby ją zabrać uchronić i powrócić na łono
wychować po chrześcijańsku, musiałam chodzić do baru zamiast na lekcje
angielskiego, żeby się koleżance barmance użalić, to wszystko dla mojej
Zuzanny i ona teraz tak mi odpłaca.." A
ojciec z kolei: "Czego ten gówniarz chce ode mnie, znowu mnie
miesza w jakieś swoje afery, po czym tylko ja za to będę musiał płacić
albo po policjach się włóczyć.. albo jeszcze gorzej" - i liczy
ile mu zostało, bo Zuzanna mu niby wysłała pieniądze, ale jako chytry
maluch wysłała mu tylko tak na styku, żeby przypadkiem nie za dużo,
żeby tylko na bilet starczyło i na jakieś drobne różne, ale nie
żeby się za mądrze poczuł. No i lecą i lecą i
lecą i przylatują te samoloty rzeczywiście prawie o tym samym czasie,
ale lotnisko w LA jest ogromne, szkoda mówić. Zawsze
opóźnienia, nawet jak przyleci na czas to zanim dopełznie do
tego swojego rękawa, a to stoi, a to tego, nieraz godzinę tak potrafi.
Dodać:
Monika w tranzycie i przesiadce i awantury w samolocie o więcej
drinków i zamawianie lepszego jedzenia. Ojciec jak Skrzynia w
Wierzynku...
Wychodzą
różnymi rękawami, korytarzami, Monika ze swoją walizką, idąc
wpadło jej do głowy żeby zobaczyć co w niej jest w końcu, nawet nie
wie, szybko je w domu porwała, dwie jej ukradli, nie wie co tam może
być? A tam same żakiety okazały się. 12 żakietów i ani jednej
pary majtek nawet. – Nie! Nie bądźmy dla niej tacy..
– Dobra, niech ma trzy pary majtek, dwie pary pończoch i jedną
parę lakierek, ale reszta to same żakiety i torebki. Torebek ma też
bardzo dużo. – I falban.
– I myśli "rany boskie co to będzie, torebki mam na każdy dzień
tygodnia, ale z majtkami gorzej, będę musiała przepierać w rękach bom
za stara żeby chodzić bez" – ale dociera już do budki, wyciąga
paszport, a urzędnik mówi "na jak długo w jakim celu?" "Jak
śmiesz się mnie o to pytać skoro prezydent wasz przyjaciel naszego ojciec
narodu dał nam wjazd i proszę nie pytać bo jestem bardzo ważna w
ważnych sprawach, takie pytania uważam za kompletną impertynencję,
chamstwo i buractwo!" – i tak nawija, ale po polsku, więc
gość kompletnie nie rozumie ani słowa, ale jeszcze raz powtarza, według
miejscowego obyczaju. Jak pytają "hał macz is dys" a ktoś nie rozumie,
to trzeba spytać głośniej i wolniej "h a ł m a c z i
s d y s", a jak dalej nie rozumie to "H A Ł .." głośniej i
wolniej za każdym razem. – Po polsku też tak robią.
– Monika mówi "t y n i e r o z u m i e s
z j a j e s t e m t u w a ż n y c h s p r
a w a c h". Ale on dalej mówi "f o r h a ł l o
n?", a ona "w b a r d z o w a ż n y c h" i tak w
koło. W końcu ten gość machnął ręką i mówi "fuckit, life's too
short, here's thirty days" i jej daje, a Monika "no właśnie, w ważnych
s p r a w a c h i podziękuj że do prezydenta twojego nie mam czasu bo
on by ci dopiero pokazał jak miłuje nas Polaków.. jakim jest najwiekszym przyjacielem ludu polskiego od czasu.." – tu się zacięła, bo lud nie miał nigdy żadnych przyjaciół tylko samych wrogów – ale urzędnik już oddał jej paszport, zawołał nastepną osobę, więc poszła.
A równoległą bramką inną, tam tych bramek jest ze 100,
przechodził ojciec. Zdążył się ogolić, pozbyć się brody, ale dalej
jakiś taki dziwny. Kupił sobie inne ciuchy w szmateksie jeszcze na
Podkarpaciu. Miał takie szczęście że te ciuchy leżały w tym szmateksie
jeszcze od lat osiemdziesiątych, a moda w Los Angeles zdążyła zatoczyć
koło i to co miał na sobie kupione za 22 złotych i 42 lub 74 grosze,
nagle się okazało że to najmodniejsze ciuchy vintage cutting edge jakie
w ogóle na dziś są, mole wygryzły dziury dokładnie tam gdzie
trzeba.. a jeszcze nierówno się ogolił bo miał starą żyletkę
dość zardzewiałą, więc z jednej strony został większy zarost niż z
drugiej. Nie wiedział że też taka moda nastąpiła, że cool faceci mają
teraz nierówne brody wystrzępione, jakby sami sobie nożami
obcinali bez lustra, jak kiedyś Johhny Rotten włosy. Chcąc nie chcąc
więc wyszło że modnie wygląda. A w dodatku mimo że był stary, to był
podobny do jednego rokendrolowca który już trochę żył jedną nogą
w grobie, ale był od nowa wiralny bo najnowsza jego narzeczona modelka
miała 13 lat, co stanowiło rekord różnicy wieku lepszy nawet od
Dżagera. I podszedł do bramki.
Problem
polegał na tym że paszport ojca był nieważny, pomięty od częstego
nerwowego sprawdzania czy nie zgubił, brakowało w nim kartek, a zdjęcie
pochodziło z przed 50 lat, nie mówiąc już o tym że na okładce
napisane było "Polska Rzeczypospolita Ludowa" a w środku "Wkładka
paszportowa. Ważne z dowodem osobistym na wyjazd do NRD, CSRS i ZSRR".
Urzędnik na bramce pomyślał że to tamten rokman, tyle że incognito,
więc nie zdziwił go ten dokument, bo papiery nie są dla
celebrytów tylko dla hołoty, i wita: "Hello Sir Welcome Home How
Are You, miło zobaczyć, a kiedy nowy album, koncert?" Stary załapał już
przedtem że go biorą za kogoś innego, bo już w kolejce inni na niego
patrzyli niby mimochodem i pokazywali sobie wzajemnie i coś tam
szeptali, a jedna mała dziewczynka poprosiła go nawet o autograf i żeby
jej napisał numer telefonu na ręce. Mówi więc "Mejbi
tumoroł.. du ju want tickets?" mówi dalej, "To byłby nie lada
zaszczyt". Wziął więc formularz do wpisywania czy się było na wsi i czy
nie przemycamy salami pasztetów i napisał "temu Panu 4 bilety
free". Podpisał nieczytelnie, dał, tamten zachwycony. Jeszcze mu
mówi "Pokażesz kartkę do security, wiedzą żeby eskortować na
najlepsze miejsca, bo jak nie to ich zwolnię na ulicę, już raz tak
musiałem jak spałowali prezydenta, byłego polskiego ale zawsze.. jak
chciał wejść na afterparty".
Idzie po
bagaż. Miał tylko tekturową walizkę przewiązaną sznurkiem, ale to też
było modne jako ironiczna antymoda, aż Vuitton nawet zrazu chciał
złożyć serię pozwów, ale potem stworzył własną wersję, tyle że
sznurek był złoty, dla znawców nawet z platyny, a tektura
podszyta rzadkimi gatunkami skóry z zagrożonych gatunków.
A Monika też czeka na swoją jedyną walizkę przy karuzeli. I jedno czeka
na swoją, drugie na swoją, przemieszczają się za plecami innych
pasażerów żeby lepiej widzieć.. i nagle zderzyli się tyłem. Już
Monika miała na ustach "uważaj chamie murykański stupid matołku" a
ojciec też już chciał bluznąć, jednocześnie oboje wykonali pół
obrotu i zderzyli się czołami. Ojciec dostał pod
oko, Monika pod oko, trzymają się za oczy i gapią sie niepewni czy to
oczy pląsają. Najpierw zaniemówili, potem ogłupieli. Tyle
lat.. czekają kto się pierwszy odezwie. Wreszcie Monika: "Nooo...
ładne kwiatki". Stary mówi "Noo.. to już jest... wow". "No
popatrz popatrz". "No czegoś takiego się nie spodziewałem". I tak
chwilę tańcują. Nagle Monika mówi: "Czy ty wiesz gdzie jest
twoja córka?". Ojciec na to: "Nie wiem gdzie jest twoja
córka". "To jest twoja córka". "Nie, to jest twoja
córka". "To jest nasza córka!" "Nie, to nie jest nasza
córka, to jest twoja. Moja została na Barbadosie lata temu zanim
ją na łgarza wychowałaś". "To co tu robisz?"
Ojciec: "Mam sie teraz przed tobą tłumaczyć po tych latach, hello?"
Monika: "Przyjechałeś tu pewnie w jakiś niecnych celach żeby jej znowu
zamącić w głowie, stale ją namawiałeś żeby tu przyjechała, żeby obcej
mowy na siłę uczyć, wynaradawiać. Na szczęście nie chciała, z
patriotyzmu i żeby nie stracić stypendium, 500 plus złotych. Ale znowu
jej pewnie zawróciłeś w głowie, a teraz nie wiadomo gdzie ona
jest. Od razu wiedziałam żeby jej nie puszczać bo wpadnie w tarapaty i
oczywiście tak się stało z twojej winy twojego głupiego gadania".
Ojciec mówi: "Ja nic o tym nie wiem, wczoraj się dowiedziałem że
ten i coś tam, żebym przyjechał". "Ja też przyjechałam, ale w innym
celu, żeby ją ratować.." – i tak się kłócą.
W końcu podszedł jakiś security. "Przepraszam ale to jest miejsce
publiczne. Wynajmijcie sobie pokój gdzieś i tam sobie do rana, a
tutaj proszę adios, nie ma już biznesu, walizeczki zabrane, baj baj
now!". Chcąc nie chcąc wyszli. Monika pyta "To gdzie ona jest?". A
ojciec znał jej adres, Zuzanna mu dała. Ale nie chciał powiedzieć. "A
ty wiesz gdzie jest? Przecież nie przyjechałaś bez adresu?" "Wiem, ale
ty na pewno też wiesz, to jedźmy jedną taksówką żeby było
taniej". Ojciec na to: "Nie pojedziemy jedną taksówką, bo zawsze
tak jest że ja muszę zapłacić, nigdy nie masz a to drobnych, albo same
stówy, albo tylko marki lub funty i zawsze ja zostaję". Monika
mówi: "Mam to gdzieś! Tu są moi znajomi w mega hotelu, testują
go dla mojej firmy. Oni przyjechali na ważną konferencję, nie potrzeba
mi twojej łaski! Se przeczytaj co pisze!" - cisnęła mu zmiętą Wyborczą.
– Taa.. Znałem kiedyś kolesia który
pisał po różnych firmach samochodowych że jak przyślą mu auto to
będzie je testował. Przyszedł do mnie żeby mu przetłumaczyć list od
Jaguara, na pięknym firmowym papierze i z załączonym katalogiem. Stało
tam że dziękują za zainteresowanie i mają nadzieję że wkrótce
zostanie ich klientem. Powiedziałem mu że chętnie mu dadzą model E, ale
musi odebrać z fabryki (to było za PRLu w liceum). Później
mówił że słyszał jak łatwo żyje się w USA: trzeba w sklepie
strącić parę puszek na podłogę i można je sobie zabrać, a nawet zapłacą
za ich uprzątnięcie." I tak się wpieprzyli na siebie że jedno wsiadło do jednej taksówki a drugie do drugiej. – A co z Kupą na peronie, z Zuzanną i Magdą? – Oh fuck.. zapomniałem kompletnie. No doobra, czekaj, to musimy się cofnąć.. A w międzyczasie Kupa, Zuza i Magda przybyły na lotnisko...
================================================================================
ALE ZAMIAST TAKSÓWKI, PODJECHAŁY DWA WIELKIE CZARNE SUVY. "WITAMY
W LALA LAND" - oznajmił surowy facet w ciemnych okularach i garniturze,
zapraszając gestem do środka. Na chodniku, dyskretnie lecz
zdecydowanie, podchodziło kilku innych.
================================================================================ Ojciec podnosi wyborczą, tam teskty o polskiej ofensywie ekonomicznej w Ameryce, o lokalnych Właścicielach, etc.
[ taksówka podwozi Monikę do hotelu, gdzie jej koledzy z Orlenu odkrywają brak zegarków. Wpadają na siebie ]
cdn
|